niedziela, 2 marca 2014

Mam Cię cz*89

Minęły już prawie dwa tygodnie, odkąd Filip zaangażował się w pracę w rodzinnym biznesie. Od czasu, kiedy rodzice chłopaka wyjechali do Włoch, praktycznie każde popołudnie spędzał w hotelu. Nie licząc jednego weekendu, kiedy udało mu się wyrwać. Byłam totalnie załamana. Chodziłam po mieszkaniu, które wydawało mi sie o wiele za duże, kiedy byłam w nim sama. Panująca cisza, dosłownie mnie zabijała. Popadałam w paranoję mimo iż minęło dopiero tak niewiele czasu.
Filip wracał przeważnie późnymi wieczorami. Pomimo moich starań o jakiekolwiek zajęcie sobie czymś czasu, niczym nie mogłam zainteresować się dłużej niż kilka godzin. Sprzątałam, prałam, gotowałam... Zajęłam się już nawet przerabianiem na przód tematów z podręcznika do matematyki.Nigdy nie sądziłam, że wyjście do pracy może być taką frajdą !
Jedyna chwila, kiedy mogliśmy się cieszyć swoją obecnością, przypadała późnymi wieczorami, o ile chłopak nie był na tyle zmęczony, że jedyne o czym myślał to to, by jak najszybciej znaleźć się w łóżku.
Oczywiście nie miałam do niego o to żalu. Doskonale rozumiałam, że natłok obowiązków go wykańcza. Tak naprawdę martwiłam się o niego. Wstawał wczesnym rankiem, by zająć się papierkową robotą, którą poprzedniego dnia zabrał ze sobą z biura, później wychodził na uczelnie, z której kierował się prosto do hotelu. Między czasem starał się też wynagradzać mi to, że tak często nie ma go w domu. A ja nie mogłam patrzeć na to jak się biedak męczy. Nie miał czasu na jakikolwiek odpoczynek. Zastanawiałam się, jak długo jeszcze będzie w stanie pociągnąć tak zabiegany tryb życia. W ciszy, odliczałam dni, kiedy w końcu jego rodzice postanowią wrócić do Krakowa, a on sam będzie miał chwile wytchnienia.
Jak już wspomniałam, dni mijały mi praktycznie na niczym. Codzienna monotonia przyprawiała mnie o dreszcze każdego ranka, gdy tylko otwierałam oczy.
Tak więc zrozumiałym jest, jak bardzo ucieszył mnie telefon od Dawida. Muszę przyznać, że naprawdę się za nim stęskniłam.. Od czasu, kiedy nasze relacje uległy znacznej poprawie - zbliżyliśmy się do siebie.
- Wychodzimy ? - weszłam do salonu, przerzucając przez ramię pasek torebki.
- Jeszcze chwilę - pochylony nad plikiem kartek, rozrzuconych dosłownie na całej powierzchni stolika, chłopak mruknął.
- Dochodzi dziewiąta. Spóźnimy się na uczelnię - wzruszyłam ramionami, przysiadając na kanapie obok niego.
- Tak, tak. Idę już - mruknął, podpisując kolejną kartkę. Kiedy w końcu skończył, w pośpiechu spakował wszystkie papiery do czarnej teczki.
- Zjemy dzisiaj razem lancz ? - zapytałam, usadawiając sie wygodnie na przednim siedzeniu jego czarnego auta.
- Dzisiaj nie mogę Kochanie - mruknął zamykając za mną drzwi. - Mam spotkanie biznesowe z inwestorami z Niemiec.
- Och.. - zmarszczyłam brwi - Trzymam kciuki.
Zagraniczni inwestorzy co ? Nie sądziłam, że ma na głowie aż tyle spraw. W ciągu dwóch miesięcy, ze zwykłego studenciaka stał się zarządcą świetnie prosperującego hotelu.To wydawało mi się tak nierealne. Tak odległe. Ale byłam z niego dumna. Mimo tego, jak bardzo musiał poświęcić się dla tej pracy, wychodziło mu to naprawdę nieźle. Jakby zajmował się tym od lat.
- Ale postaram się wyjść dzisiaj wcześniej. Moglibyśmy wyjść razem na miasto. Co ty na to ?
- Jasne - uśmiechnęłam się. Chłopak pochylił się, by złożyć szybki pocałunek na moim policzku, po czym odpalił silnik samochodu.
 

~*~

Dzień na uczelni po raz pierwszy od niepamiętnych czasów minął mi naprawdę wolno. Minuty ciągnęły sie w nieskończoność, kiedy rysowałam bliżej nieokreślone kształty na marginesie swojego notatnika. To zdecydowanie nie był mój dzień. Nie mogłam skupić się praktycznie na niczym. Ciągłe nawijanie profesora na temat fizyki kwantowej działało na mnie jak podwójna porcja proszków nasennych. 
Więc kiedy wreszcie moje męczarnie dobiegły końca, wystrzeliłam z sali niczym z procy. Na parkingu czekał na mnie Filip, oparty o drzwi swojego czarnego Hummera. Uśmiechnęłam się szeroko, podchodząc bliżej niego. 
- Co ty tu .... - zapytałam, unosząc brwi.
- Chodźmy coś zjeść - uśmiechnął się szeroko, otwierając dla mnie drzwi. 
- Ale przecież masz teraz spotkanie. 
- Udało mi się je przełożyć. Myślałem że sie ucieszysz - wzruszył ramionami.
- Oczywiście, że się cieszę - mocno wtuliłam się w jego tors, a mój uśmiech znacznie się powiększył kiedy ramiona chłopaka owinęły się wokół mnie. Boże, jak ja za nim tęskniłam... 

- Mogę pożyczyć dziś twój samochód ? - zapytałam, nabierając kolejną porcję sałatki na widelec. Siedzieliśmy w małej, przytulnej knajpce na rynku. Cholera, nie pamiętałam już kiedy ostatnio gdzieś razem wyszliśmy.... 
- Po co ? 
- Dawid przyjeżdża pamiętasz ? Przecież nie pojadę po niego rowerem na stację - mruknęłam cicho. Powinnam poważnie zastanowić się nad kupnem własnego samochodu. Nie chodzi mi tutaj o to, że chłopak nie chce się dzielić ze mną swoim skarbem ( och tak, mówi do swojego samochodu "skarbie" ), bo kiedy przyszło zdawać mi test na prawo jazdy, cierpliwie trwał u mego boku, wytykając mi błędy i krzycząc od czasu do czasu że zarysuję lakier. W końcu tak się zaparłam, że wyrzuciłam go z tego samochodu i dalszymi przygotowaniami zajęłam się samodzielnie. Zdałam? Zadałam. 
Tak czy owak, jako niezależna kobieta powinnam mieć swój samochód prawda ? Nawet na głupie zakupy muszę zasuwać pieszo, bo chłopak jedzie Hummerem do pracy.
- Jasne. Tylko uważaj ...
-... przy parkowaniu. Wiem - przerwałam mu w pół słowa, wywracając przy tym oczami. 
- I pamiętaj...
- ... zamknąć samochód jak zn niego wysiądę - ponownie wywrócenie oczami spotkało się z niemałym grymasem na twarzy chłopaka. 
Nie żebym zapomniała kiedyś zakluczyć zamka czy coś... Mam nadzieję że czujecie ten sarkazm. 
- Będę uważać - uśmiechnęłam sie, wyciągając ponad stołem otwartą dłoń w jego kierunku. 
- Taaa... - mruknął marszcząc czoło i układając na mojej dłoni, pęk kluczy. 
Posłałam mu szeroki uśmiech, wkładając do ust kolejną porcję sałatki, a Filip zachichotał cicho, kręcąc przy tym głową... 

~*~

Po raz kolejny tego wieczoru spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Zegarek wskazywał już kwadrans po siedemnastej, wytykając piętnastominutowe spóźnienie pociągu którym miał przyjechać Dawid. 
Otuliłam się mocniej wełnianym szalem, przysiadając na jednej z ławek. Był już prawie środek grudnia. Wszystko dookoła pokryte było białym puchem. Już niedługo święta. Uśmiechnęłam sie pod nosem, na myśl o tym, że to będą już drugie wspólne święta z Filipem. Wcześniej nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jesteśmy ze sobą już prawie półtora roku.
- Czekasz na kogoś ? - z zamyśleń wyrwał mnie znajomy głos. Podniosłam wzrok z chodnika, by napotkać spojrzenie niebieskich tęczówek. Z mojego gardła wyrwał sie pisk radości, a już po chwili dosłownie rzuciłam się na chłopaka. Głęboki śmiech Dawida rozbił się echem po opustoszałej stacji, kiedy zamknął mnie w uścisku. 
- Ja za Tobą też tęskniłem - zachichotał, odsuwając mnie lekko od siebie by nabrać powietrza do płuc. Bardzo możliwe, że mój uścisk mu to uniemożliwił... Ale no. .- Ale tak jakby zamarzam... 
Wywróciłam żartobliwie oczami, prowadząc go w kierunku parkingu.

piątek, 28 lutego 2014

Mam Cię cz*88

Siedzieliśmy w milczeniu, na twardych, restauracyjnych krzesłach. Nieprzyjemna cisza jaka zapanowała od chwili kiedy kelner zniknął z sali z naszym zamówieniem, ciążyła na nas jeszcze przez dłuższą chwilę. Państwo Kamińscy, siedzący naprzeciwko mnie i Filipa, za wszelką cenę starali się sprawiać wrażenie spokojnych, choć po lekkim grymasie wymalowanym na twarzy kobiety i przymrużonych badawczo oczach mężczyzny wiedziałam, że to tylko pozory. Gdzieś w głębi duszy, oboje byli jak wulkan, który lada chwila wybuchnie, niszcząc wszystko co stanie na jego drodze.
Brunet, ściskający lekko moją dłoń pod stołem, niestety był w nie lepszym stanie. Uparcie wpatrywał się w oczy ojca, nie odwracając wzroku nawet na chwilę . Z twarzy innych ludzi potrafił czytać jak z otwartej księgi, kiedy sam zawsze przybierał tę cholerną, nienaruszalną maskę obojętności.
- Więc ? - niecierpliwy głos Filipa, wreszcie przerwał ciszę. Wydawał sie być tak spokojny.
- Pracujesz gdzieś ?
- Och... - mruknął chłopak - Handluję tu i ówdzie. Najczęściej w podstawówce, gimnazjach, na ulicy...
To, że moje oczy prawie wyskoczyły z orbit, to mało powiedziane. Co do cholery się tu wyrabia ? O jakim handlu on w ogóle mówi ?
- Co masz na myśli mówiąc handluję ? - zająknęła się matka chłopaka, czekając na jakąkolwiek odpowiedź z jego strony..
- Och mamuś... - zagruchał, uśmiechając sie fałszywie - Dobrze wiesz o co mi chodzi... Nic czego wcześniej bym nie robił.
- Co ?! - jęknęła boleśnie, przykładając dłoń do klatki piersiowej. Ja sama byłam totalnie zdezorientowana. W myślach błagałam Boga, żeby to nie było to o czym myślałam..  - A jeśli znowu cię złapią ? Myślałam, że dostałeś nauczkę ostatnim razem.
- Tak jakby cię to interesowało - bąknął obrażony.
Powoli zaczynało mi świtać. Mówiąc "znowu" za pewne chodziło jej  o powód pobytu chłopaka w więzieniu. Wtedy, kiedy został wrobiony przez "klienta", a później aresztowany pod zarzutem handlu narkotykami.
Myślałam jednak, że ten etap w życiu, Filip ma już dawno za sobą. Wydawało mi się, że zrozumiał swój błąd i teraz będzie robił wszystko by go nie powtórzyć. Byłam pewna, że więzienie na dłuższy czas - jeśli nawet nie na zawsze - odbiło na nim swoje piętno.
-  Filip ? - szepnęłam cicho, zwracając na siebie uwagę chłopaka. Jednak niestety nie tylko jego. Trzy pary oczu wpatrywały się we mnie z pytającym wzrokiem. - Czy to prawda ?
Starałam się aby mój głos zabrzmiał pewnie, jednak jak zwykle moje ciało mnie zdradziło. Panika, wymieszana z czymś w rodzaju strachu, całkowicie zawładnęła moim ciałem, paraliżując każdą komórkę ciała.
W odpowiedzi pokręcił ironicznie głową, zaprzeczając mojemu pytaniu. Poczułam się, jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Byłam wściekła, to mało powiedziane. Mimo tego, iż widział do jakiego stanu doprowadza ta rozmowa jego matkę, ciągnął ją. A ja nie mogłam już dłużej tego słuchać.
Patrzenie na to, jak świadomie rani swoją matkę, sprawiało że miałam ochotę go uderzyć. Szczególnie wtedy, kiedy na jego usta wpełzł ten chytry uśmieszek.
Te wszystkie uczucia, które przepływały przez moje ciało, czyniły mnie słabą. Złość, smutek, żal, rozczarowanie. Filip nie rozumiał co to znaczy stracić matkę.
Wyładowywał się teraz na niej i zachowywał jak skończony dupek, tylko dlatego że nie wiedział jak to jest, nagle ją stracić. Ale ja wiedziałam. Ze łzami w oczach patrzyłam na starania nawiązania jakiejkolwiek konwersacji z jej strony, które za każdym razem kończyły się na zgryźliwej odezwie chłopaka. Tak bardzo pragnęłam mieć moją mamę przy sobie, że oczami wyobraźni przenosiłam się z powrotem do domu. Wyobrażałam sobie całą naszą rodzinę, siedzącą na miękkim dywanie w salonie, grającą w Monopoly. Tak bardzo tęskniłam za tymi czasami, kiedy każde popołudnie spędzaliśmy na wspólnych zabawach.
- Widzisz ?! Mówiłem ci że on się do tego nie nadaje ! - warknął ojciec Filipa, podnosząc się gwałtownie z krzesła. - Ale ty jak zwykle mnie nie słuchałaś !
Sztućce lekko podskoczyły, kiedy pięść mężczyzny zderzyła się z powierzchnią blatu.
- Grzegorz uspokój się ! - kobieta stanowczym ruchem pociągnęła go z powrotem w dół, zmuszając by ponownie zajął swoje miejsce. 
- Dowiem się wreszcie o co chodzi ?! - w duchu dziękowałam, że oprócz naszej czwórki, w restauracji są tylko dwie inne osoby, dla których swoją drogą byliśmy niezłym widowiskiem.
- Musimy wyjechać do Włoch na miesiąc, może dwa. Tamtejszy hotel podupada, a my musimy się nim zająć.
Wytrzeszczyłam oczy. Hotel ?  Już na samym początku rzuciło mi się w oczy, że rodzice Filipa nie należą do najbiedniejszych ludzi, ale szczerze nie spodziewałam sie czegoś takiego.. 
- I co to ma wspólnego ze mną ?
- Chcieliśmy cię poprosić, abyś zaopiekował sie chwilowo tutejszym hotelem. - Jeszcze jeden hotel ? No pewnie...  Czego jak czego, ale nie spodziewałam się akurat czegoś takiego.. Biorąc pod uwagę relację między nimi, która w zasadzie praktycznie nie istnieje, ostatnie o czym pomyślałam to chęć współpracy..
- Nie ma mowy - zakończył szybko chłopak. Spojrzałam na niego z uniesionymi brwiami.
- Dlaczego ? - mama chłopaka wyglądała na zawiedzioną, natomiast ojciec - wprost przeciwnie. Mały uśmieszek igrał na jego ustach, kiedy przerzucał wzrok z żony na syna.
- Nie mam żadnego doświadczenia - wzruszył ramionami - Nie znam sie na prowadzeniu hotelu.
- W przyszłym tygodniu możesz podjąć kurs.. Myślę że on może ci pomóc - kobieta była nieugięta, Filip jednak też nie zamierzał sie poddać. Z jakiegoś powodu, za wszelką cenę chciał się od tego wymigać.
- Mam studia. Musze się uczyć.
- A jeśli pracę w hotelu wliczymy w Twoje praktyki ? Będziesz miał z głowy.
- Ja... - kiedy znów spróbował zaprzeczyć, delikatnie kopnęłam go pod stołem. Spojrzał na mnie zaskoczony, ale kiedy posłałam mu znaczące spojrzenie, wywrócił oczami. - Kiedy wylatujecie ?

~*~
Przepraszam kochani za opóźnienie, ale miałam taki mega zaryp w szkole, że wracałam ze szkoły
i po prostu znad książek sie nie ruszałam.
Wybaczcie że musieliście czekać.. 
Dziękuję za wyrozumiałość. Rozdział w NIEDZIELĘ ! <3 br="">

sobota, 22 lutego 2014

Mam Cię cz*87

Niedzielny poranek był jednym z najgorszych w całym moim życiu. Po praktycznie dwóch nieprzespanych nocach, podniesienie się z łóżka było dla mnie nie lada wyzwaniem. A myśl, że to właśnie TEN dzień wcale nie ułatwiała sprawy. Dzień spotkania z rodzicami Filipa.
Otworzyłam oczy, starając się przyzwyczaić do jasności panującej w pomieszczeniu. Co z tego że mamy w pokoju żaluzje ? Nigdy i tak ich nie używamy.
Wyciągnęłam rękę na lewą stronę łózka, mając nadzieję napotkać tam ciało chłopaka, jednak jedyne co wyczułam to zimne prześcieradło. Odkąd zaistniała cała ta sprawa z jego rodzicami i tą ich nagłą chęcią do spotkania się, zdenerwowanie nie odstąpiło chłopaka nawet na krok. Wiercił się nocami, szukając dogodnej pozycji do zaśnięcia, a mi łamało się serce na myśl, że nic nie mogę z tym zrobić. Nie potrafiłam mu pomóc w żaden możliwy sposób, mimo iż naprawdę bardzo tego chciałam.
Wygrzebałam się spod pościeli i wolnym krokiem ruszyłam w kierunku drzwi.
- Cześć - wesoły głos Michała rozniósł się po salonie. Niewielka torba leżała obok kanapy, wypchana po brzegi jego ubraniami. Uniosłam brew, spoglądając to na niego, to na bagaż. - Och... Myślę, że powinienem wracać do domu. Czeka mnie ciężka rozmowa z Julią - westchnął, zapinając zamek błyskawiczny swojje bluzy.
- Trzymam kciuki - podeszłam do niego i mocno go przytuliwszy, dodałam - Dasz sobie radę.
- Mam taką nadzieję- mruknął cicho oddając uścisk.
- Jestem pewna że tak będzie - puściłam mu oczko. - Widziałeś Filipa ?
- Mhmm - skinął lekko w kierunku balkonu. - Co mu zrobiłaś ? - zachichotał lekko.
- Dlaczego myślisz, że to moja wina ? - obruszyłam się, marszcząc brwi.
- Oboje dobrze wiemy, że twój charakterek pozostawia dużo do życzenia.
- Zamknij się. To nie moja wina ! - westchnęłam, będąc już w połowie drogi na balkon.
Chłopak zaśmiał się cicho, unosząc ręce w geście obronnym.Wywróciłam oczami, wychodząc z pomieszczenia.
Na niewielkim balkonie, oparty o balustradę stał Filip. Pochylona ku ziemi głowa i pięść zaciśnięta na metalowej barierce upewniły mnie, że od wczorajszego wieczora jego humor za bardzo się nie zmienił.
Podeszłam do niego, oplatając jego talię swoimi rękami i wtulając się w jego plecy. Każdy mięsień jego ciała napiął sie, by po chwili móc się rozluźnić pod wpływem mojego dotyku.
Chłopak odwrócił się w moim kierunku, po czym zamknął mnie w żelaznym uścisku. Uścisku który był moim azylem. Miejsce odosobnienia, ucieczki, schronienia... Jedynym, w którym czułam się naprawdę swobodnie.
Wypuścił dym nikotynowy z płuc i wrzuciwszy niedopałek do małego pojemniczka. Przez ten weekend wypalił więcej, niż średnio robi to w miesiącu Nienawidziłam kiedy to robił... Świadomie psuł się od środka, wdychając to gówno, a ja byłam bezradna. Nie raz starałam się przemówić mu do rozumu, jednak zawsze odpowiadał mi tylko wzruszeniem ramion. A ja nie chciałam też na niego naciskać. W końcu był dorosłym człowiekiem, który nie potrzebował niańki.
- Nie denerwuj się tak - szepnęłam, gładząc delikatnie dłonią mięśnie jego ramion.
- Nie denerwuję - mruknął, krzywią się. Cały Filip. Zawsze przybiera maskę obojętności, starając się ukryć pod nią wszystkie swoje uczucia. I niestety trzeba przyznać, że cholernie dobrze mu to wychodzi.
- Okej... - westchnęłam ciężko. Czasem to jego ukrywanie się, stawało się naprawdę męczące. Zawsze zastanawiałam się w takich chwilach, dlaczego to robi. Nie ufa mi ? Przecież nie jednokrotnie powtarzał  że tak nie jest. A może po prostu jest zbyt dumny by przyznać się do swoich słabości ? Bo okazywanie uczuć zdecydowanie było jego słabością.
- Po prostu się martwię.
- Nie potrzebuję twojej litości - jęknął gardłowo, odsuwając mnie lekko od siebie. Auć..
- Jakiej litości ? O czym ty w ogóle mówisz ? Jeśli jeszcze nie zauważyłeś, jestem twoją dziewczyną więc do cholery mam prawo się o ciebie martwić ! - uniosłam się delikatnie, zaciskając dłonie w pięści. Nie chciałam krzyczeć. Miał już wystarczająco dużo problemów na głowie, a ja nie chciałam dokładać mu kolejnych zmartwień. Obróciłam się na pięcie i skierowałam w kierunku drzwi. Nie chciałam wybuchnąć.
- Stój. - dłoń chłopaka znalazła się nagle na moim przedramieniu, zatrzymując mnie. - Nie zostawiaj mnie - szepnął.
Obróciłam się niepewnie w jego kierunku, a para silnych ramion owinęła się wokół mnie, przyciągając bardziej do siebie.

~*~

- Gotowy ? - spytałam, kiedy znaleźliśmy się w pobliżu drzwi restauracji. Miejscu, gdzie zapewne czekali już na nas państwo Kamińscy. 
Chłopak pokręcił przecząco głową, a grymas wymalowany na jego twarzy mówił mi, że jedyne o czym teraz myśli to sposób ucieczki. 
Zaśmiałam się cicho i załapawszy jego dłoń, pociągnęłam za sobą w kierunku drzwi. 
W środku było dość pusto. Jedynie niewielki stolik pod oknem, zajmowało małżeństwo z dwójką dzieci. Ruszyliśmy nie pewnym krokiem w głąb pomieszczenia. Z każdym kolejnym krokiem, pewność siebie opuszczała mnie coraz to bardziej. Czułam, że powoli zaczynam popadać w panikę. 
- Spokojnie - czuły szept chłopaka dotarł do moich uszu. Już miałam go wyśmiać, wytykając chłopakowi wcześniejszą chęć ucieczki, kiedy dumny, kobiecy  głos uniemożliwił mi to.
- Filip ! - nagle u boku chłopaka znalazła się starsza kobieta. Zarzuciwszy mu ręce na szyję, mocno przytuliła go do siebie. Jednak kiedy Filip nawet nie drgnął, odsunęła się od niego z zażenowaniem. 
- Cześć - mruknął cicho, wykrzywiając twarz w wymuszonym uśmiechu. 
- A to kto ? - Kobieta zdawała się dopiero teraz zauważyć moją obecność.
- Nicola, moja dziewczyna.
- Nie mówiłeś, że się z kimś spotykasz - nagle tuż zza naszych pleców dobiegł nas głęboki głos, jak przypuszczam ojca Filipa. 
- Nie pytałeś - wzruszył ramionami, mocniej ściskając moją dłoń.
- Miło mi państwa poznać - uśmiechnęłam się lekko, wyciągając w kierunku małżeństwa dłoń.
Ojciec Filipa wyglądał jak starsza wersja synów. Zarówno Kamil, jak i Filip byli bardzo podobni do taty. Te same kruczoczarne włosy, ciemne, prawie czarne oczy i mocno zarysowane linie szczęki. Nawet uśmiech mieli bardzo podobny.
- Siadajcie - z zamyślenia wyrwał mnie dumny głos kobiety. Wyglądała niesamowicie. Z tego co pamiętam, Filip wspominał iż ma  około 55 lat, a patrząc na nią spokojnie można było dać jej z 15 lat mniej. Tylko nieliczne zmarszczki na jej twarzy utrzymywały w przekonaniu, że ma więcej niż trzydzieści parę lat. Damski garnitur składający się z długiej do kolan, ołówkowej spódnicy idealnie podkreślał jej szczupłą talię, a kolia pereł ciężko zwisających na jej szyi dodawała jeszcze więcej elegancji do jej stroju. 
Z zażenowaniem spojrzałam na swoją białą sukienkę, która przy kobiecie siedzącej na przeciwko mnie prezentowała się jakby była skradziona bezdomnemu.  
- Więc... Ile się już spotykacie ? 
- Wystarczająco długo by móc ze sobą zamieszkać - wtrącił Filip zanim w ogóle zdążyłam otworzyć usta. 
- Mieszkacie razem - zdziwienie w głosie kobiety było aż nad to wyczuwalne. 
- Do rzeczy. - warknął Filip. - Dowiem się po co tu do cholery przyjechaliście ? 
- Musimy porozmawiać - i nagle atmosfera stała się jeszcze bardziej napięta. Czułam że za słowami mężczyzny nie kryje się nic dobrego...

poniedziałek, 17 lutego 2014

Mam Cię cz*86

- Nicola ! - warknął Filip, kiedy próbowałam wyrwać się z jego uścisku by ponownie zatopić paznokcie w skórze blondynki - Dość już do cholery !
- Puść mnie! - syknęłam szamocząc się jeszcze bardziej.
- Nie ! - objąwszy mnie o wiele mocniej, skierował się w kierunku wyjścia z klubu.
Fuknęłam obrażona pod nosem, jednak nie protestowałam już. Cholera, jest zły ?
Spojrzałam na jego twarz.  Mocno zaciśnięta szczęka chłopaka byłą wystarczającym potwierdzeniem moich przypuszczeń. Każdy mięsień jego ciała napinał się przy jego najmniejszym ruchu.
- Co to do kurwy nędzy było ?! - wrzasnął, kiedy znaleźliśmy się już na zewnątrz. Zimne, październikowe powietrze owiało moją skórę, pozostawiając na niej gęsią skórkę.
Czułam się jak małe dziecko. Zbesztane za coś, co czyniło w dobrej mierze, jednak gdzieś po drodze popełniło błąd.
- Nie wiem o czym mówisz - bąknęłam pod nosem, pocierając dłońmi o ramiona by choć trochę się rozgrzać.
- Przestań zachowywać się jak pieprzone dziecko ! - głośne warknięcie wypłynęło z jego ust, kiedy zrobił krok w moim kierunku.
- Więc przestań mnie tak traktować - mimo moich silnych starań, mój głos załamał się już w połowie zdania. Miałam dość tego, że cały czas byłam traktowana jak niedorozwinięty człowiek, który nie może sam podejmować decyzji. Mam już prawie 20 lat. Pracuję, uczę się... Funkcjonuję jak każdy inny normalny człowiek, więc mam prawo domagać się, żeby mnie tak traktowano prawda ?
- Nie traktuję !
- Ale ona cię pocałowała ! - wrzasnęłam wściekła. Gniew ponownie zaczął we mnie wzbierać. Nie mniej jednak, na pewno nie aż tak bardzo jak chwilę temu, gdy patrzyłam na twarz tego blond pustaka.
Ale to był inny rodzaj złości. Wcześniej, chciałam dosłownie rozszarpać ją na strzępy, teraz - miałam ochotę się rozpłakać. Tak po prostu. Z żalu, bezradności... Wszystkie uczucia, które kumulowały się gdzieś w moim wnętrzu, nagle zbuntowały się, chcąc ujrzeć światło dzienne.
- W tym rzecz ! - Zdenerwowanie przejmowało powoli kontrolę nad całym jego ciałem. Tupiąc nerwowo butem o asfalt, zaciskał pięści do tego stopnia, że knykcie stawały się białe. Wyglądał jak wulkan. Wulkan który lada chwila wybuchnie.  - To ona mnie pocałowała ! Nie ja ją !
- Więc dziękuj Bogu, że tak było. Inaczej nie miał byś już gdzie mieszkać - mruknęłam cicho, wymijając tykającą bombę zegarową, z burzą ciemnych włosów na głowie.
- Gdzie idziesz ? - dłoń chłopaka zacisnęła się kurczowo na moim ramieniu, kiedy ruszyłam w kierunku wejścia do klubu.
- Po Michała. Możesz tu zaczekać czy coś - wzruszyłam obojętnie ramionami.
Jak to było ?.. Ach tak. Krok do przodu, dwa do tyłu.

~*~

Do domu wróciliśmy średnio po pierwszej w nocy. Byłam wykończona zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Między mną a Filipem, niezręczna sytuacja panowała do momentu aż oboje znaleźliśmy się w łóżku. Obróceni do siebie plecami, unikaliśmy jakiegokolwiek kontaktu z drugą osobą. Oboje musieliśmy ochłonąć z emocji jakie dostarczyły nam "atrakcje" dzisiejszego wieczoru. W zasadzie nie rozumiałam o co mu tak chodzi. Przecież to ja byłam jedyną poszkodowaną prawda ? Nie ma nic boleśniejszego, niż widok twojego chłopaka, całującego się z inną dziewczyną.
On jej nie pocałował. Ona to zrobiła ! - Szeptała moja podświadomość. Jednak skutecznie starałam się ją wyciszyć. Wszystkie, kotłujące się w mojej głowie myśli, zlewały się w ciąg pytań dotyczących tej jednej, cholernej blondynki. Mimo że nie miałam ani siły, ani ochoty wdrążać się w ten temat, za nic nie mogłam oddalić od siebie tego wszystkiego. 
- Śpisz ? - łóżko zakołysało się delikatnie, a po chwili ciepły oddech chłopaka owiał mój policzek. 
Zacisnęłam mocniej powieki, czując jego wzrok na sobie.
- Nie.. - szepnęłam, odwracając się w jego kierunku.
- Przepraszam - mruknął cicho, przyciskając swoje czoło do mojego. 
- W tym problem. Za każdym razem gdy coś się stanie, liczysz że jedno przepraszam wszystko załatwi. Nie mogę, a raczej nie chcę znosić cały czas twoich wybuchów.
- Wiem - przymknął powieki, starając się zamaskować panikę majaczącą w jego oczach. 
- Skąd ją znasz ? - spytałam, odsuwając go delikatnie od siebie. Nie potrafiłam logicznie myśleć kiedy był zbyt blisko. 
- Ewelinę ? - mruknął przewracając się na plecy i zaplatając ręce pod głową - Z gimnazjum. Chodziliśmy do jednej klasy.
- Byliście parą ? - błagam... powiedz NIE. błagam, powiedz NIE ! 
- Co ? Nie.. Ona była raczej.... - przerwał szukając odpowiedniego słowa - ... inna. 
- Inna ? - nie widziałam twarzy chłopaka, gdyż oboje wpatrywaliśmy się w biały sufit, jednak oczami wyobraźni widziałam tę zmarszczkę między brwiami, która tworzyła się za każdym razem gdy intensywnie nad czymś myślał.
- Ona... Była jedną z tych dziewczyn, które obracały się raczej w męskim gronie. - Czemu mnie to nie dziwi ? - Nigdy jakoś nie miała przyjaciółek czy coś.. Chodziła z nami na imprezy.. W zasadzie wszędzie.
- Obracała się tylko w męskim gronie ? - mruknęłam ironicznie.
- Och.. Nie w tym sensie - zachichotał -Traktowaliśmy ją raczej jak kumpla. Jakby to powiedzieć.... Nie wszyscy widzieli ją jako kandydatkę na dziewczynę.
- A ty ? Widziałeś nią w niej ? - wszystkie wcześniejsze emocji traciły powoli na ważności. Złość nie targała mną już tak bardzo jak wcześniej. W zasadzie już prawie wyparowała. Jedyne, na co miałam teraz ochotę, to po prostu przytulić się do Filipa i nigdy nie puszczać.
- Nie. - uciął krótko. 
Wdawało mi się, że coś jeszcze kryje się za tą historią, jednak nie miałam już siły na roztrząsanie jej. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową z nadzieją, że gdy uda mi się wreszcie zasnąć, wszystkie troski i problemy odpłyną w chwili gdy ponownie otworzę oczy jutrzejszego ranka.
- Um.. Nicola ? - po pokoju ponownie rozniósł się głos chłopaka.
- Mhmm ? - mruknęłam sennie, nie siląc się nawet na otworzenie oczu. 
- Znowu zadzwonił. 
- Kto ? - przetarłam oczy wierzchem dłoni. 
- Ojciec. Chcą się spotkać. 
- Kiedy ? 
- Po jutrze.
I cały sen poszedł się ścigać. To by było na tyle, jeśli chodzi o odzyskanie wewnętrznego spokoju...

sobota, 15 lutego 2014

Mam Cię cz*85

- Jesteś pewien, że to.. um... że to twoje dziecko ? - Spytałam, niepewnie spoglądając na zmartwioną twarz Michała. Zazwyczaj lekko rumiane policzki odznaczały się teraz bielą, porównywalną do kartki papieru.
Już na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że "problem" z którym nie potrafi sobie poradzić zżera go od środka. Widziałam ten lęk majaczący w jego oczach. Zdawał się bać przyszłości, którą przygotował dla niego los. Był przerażony tym, że w ciągu tak krótkiego okresu czasu będzie musiał pozbyć się ze swojego życia tych wszystkich szalonych, studenckich imprez, i wymienić je na czas dla rodziny. Rodziny którą już niedługo będzie zmuszony założyć.
- Nicola... - jęknął, chowając twarz w dłoniach. - Jestem tego pewny, przecież nie mogę zostawić jej samej z dwójką dzieci.
- Rozumiem ale... Jesteś stuprocentowo pewny że są na pewno twoje ?
- Cholera.... Tak. - jeszcze mocniej zacisnął oczy. Bitwa którą toczył w swojej głowie zdawała się nigdy nie rozstrzygnąć. Ja sama miałam totalny młyn myśli. Z jednej strony cieszyłam się, no bo heloł ? Kto nie lubi dzieci. Z drugiej jednak współczułam bratu. W jednej chwili musiał stać się na tyle odpowiedzialny, by zaopiekować się trzema innymi osobami. Już nie tylko sobą.
- A co jeśli sobie nie poradzę ? Jeśli zawiodę Julię ? - westchnął płaczliwie.
- Michał... - przysiadłam się bliżej niego, ściskając troskliwie jego ramię - Jestem pewna że sobie poradzisz. Oboje sobie poradzicie.
- Ale to kurwa podwójne wyzwanie. - jego głos na powrót się załamał. Jeszcze nigdy nie widziałam go w stanie takiej bezradności.
- Ej... - uśmiechnęłam się szeroko - Stało się. Będziesz tatusiem. Już za późno na dramy.
- Mam tylko 22 lata. Julia niecałe 20. Oboje nadal się uczymy. To chyba nie najlepszy czas na dziecko.
- Jak ostatnio sprawdzałam - mruknęłam ironicznie - jest już trochę za późno na załamywanie tyłka i użalanie się nad sobą.
Chłopak w odpowiedzi przewrócił tylko oczami.
- Który to już miesiąc ?
- Ósmy tydzień - mruknął popijając kolejne piwo.
Szybko przekalkulowałam sobie w myślach ilość miesięcy.
- Czyli... O mój boże ! Już w maju będziesz tatusiem !
- Musze się napić - jęknął wstając z siedzenia, i wyrzuciwszy pustą butelkę do kosza, wyszedł z kuchni.

~*~

- Co podać laleczko ? - barman w podeszłym wieku nachylił się nad barem w moją stronę. 
- Colę - Spojrzałam na niego zażenowana.
 Po naszej rozmowie, Michała napadła nagła chęć zalania się w trupa w pierwszym lepszym klubie. Oczywiście Filipa nie musiał długo namawiać na wspólne "szaleństwo" więc już po chwili stali w drzwiach, sprzeczając się czy lepiej zamówić taksówkę, czy iść pieszo. 
Doskonale wiedziałam jak skończy się ich imprezowanie więc uparłam się aby iść z nimi. Z początkowymi protestami brata - pod pretekstem "męskiego wieczoru" - w końcu i tak udało mi się postawić na swoim. Czego szczerze zaczynam coraz bardziej żałować.
Michał postanowił upić swoje smutki, problemy i wszelkie inne dokuczliwe myśli w whisky, a Filip... Cóż, postanowił mu w tym pomóc. 
Tak więc siedziałam już prawie od godziny przy barze, popijając trzecią szklankę zimnego napoju i przyglądając się jak dwójka moich ukochanych idiotów podbija parkiet. I w zasadzie wszystko było by okej, gdyby nie to, że DJ puścił w pewnej chwili wolny kawałek, a oni przytuleni do siebie kołysali się w rytm muzyki. 
Ale będzie zabawa jak wytrzeźwieją ! Uśmiechnęłam się do siebie, robiąc tańczącym chłopcom zdjęcie.
Kiedy piosenka dobiegła końca skierowali się wreszcie w moją stronę, nagle przypominając sobie o moim istnieniu. Usiedliśmy przy okrągłym stoliku, na jednej z kanap obitych czarnym, skóropodobnym materiałem.
Byliśmy właśnie w trakcie rozmowy na temat jakiegoś filmu który niedawno ukazał się w kinach, kiedy podeszła do nas wysoka blondynka. 
- Filip ? - zarzuciła kokieteryjnie swoimi lokami na prawe ramię. Kolorowe końcówki ciężko opadły wzdłuż jej tułowia. - To naprawdę ty ?!
- Ewelina ! - zawołał wesoło chłopak, wyswobadzając się delikatnie z mojego uścisku i podnosząc się z siedzenia. Blondynka, momentalnie zawisła na jego szyi, przytulając się do niego. Biała, krótka bokserka ciasno opinała jej ciało, odkrywając idealnie płaski brzuch. Czarne, połyskujące spodnie uwydatniały jej długie nogi. Jednym słowem, wyglądała jak modelka która właśnie uciekła z jakiegoś cholernego wybiegu.
Aż mnie skręcało z zazdrości gdy patrzyłam na jej idealną sylwetkę.
- A to kto ? - spytała spoglądając to na mnie, to na Michała. W głównej mierze na Michała, oczywiście.
- Moja dziewczyna, Nicola a to jej brat Michał.
Zdobyłam się na lekki uśmiech. Jednak kiedy grymas oblał jej twarz na dźwięk słów "moja dziewczyna", wyszczerzyłam się jeszcze bardziej.
- Dosiądziesz się ? - wybełkotał Michał, dopijając swojego drinka.
- Umm... Tak w zasadzie, liczyłam na choć jeden taniec. - Tu zwróciła sie do Filipa - Wiesz, jak za starych dobrych czasów.
Uniosłam lekko brew. Jak za starych dobrych czasów ? Pokręciłam lekko głową, starając się w ten sposób uwolnić od nieprzyjemnych myśli.
- Zaraz wracam - ciepłe powietrze owiało mój policzek, kiedy Filip zbliżył swoją twarz do mojej. Zostawił na nim lekki pocałunek, po czym odszedł od stolika trzymając Ewe czy jak jej tam było za rękę.
- Gorąca - Michał zmarszczył brwi, wpatrując się dno pustej szklanki.
- Jak przyszła matka twoich dzieci - puściłam mu oczko, zerkając niepewnie w kierunku parkietu.

~*~

Po raz kolejny tego wieczora spojrzałam na zegarek. Minęło już dobre 15 minut odkąd Filip zniknął z blond pustakiem, znaczy z Eweliną w tłumie tańczących osób. Nie chciałam robić żadnych scen zazdrości, dlatego za wszelką cenę starałam się zachować wewnętrzny spokój, co wbrew pozorom nie było takie łatwe, bo aż mnie nosiło z niecierpliwości.
W dodatku na moją niekorzyść działał fakt, iż Michał dosłownie usypiał mi na ramieniu cały czas mrucząc pod nosem, jak to bardzo kocha Julię. 
- Cholera.. - wybełkotał pod nosem - Idę do domu... - jęknął, starając się podnieść z kanapy. 
Rzecz jasna nie pozwoliłam mu na to. Na mojej głowie był jeszcze jeden alkoholik, który tak jakby gdzieś zniknął. 
- Znajdę tylko Filipa i możemy iść - mruknęłam przekrzykując muzykę. - Zostań tutaj !
Podniosłam się z kanapy, kierując w stronę parkietu. Nerwowo skanowałam otaczające mnie twarze, przepychając się przez tłum spoconych ciał. Znalezienie bruneta, trwało dobrą chwilę.
Razem z Eweliną tańczyli na samym środku parkietu.
Wzrok dziewczyny skrzyżował się z moim, a na jej twarz wpełzł przebiegły uśmiech. Puściwszy mi oczko, przysunęła się bliżej do Filipa, ujęła w dłonie jego policzki by po chwili złączyć ich usta. Zamarłam w bezruchu, widząc scenę, jaka rozgrywała się właśnie na moich oczach.
Delikatna fala ulgi oblała moje ciało, gdy chłopak odsunął ją od siebie zdegustowany. Posłał jej mordercze spojrzenie, robiąc dwa kroki w tył.
Kiedy ponownie spojrzałam na blond pustaka, na jej twarzy malował się uśmiech satysfakcji co tylko zbulwersowało mnie jeszcze bardziej. Odzyskawszy czucie w nogach, rzuciłam się w jej kierunku. Zatapiając palce w jej włosach, ciągnęłam za nie w każdą możliwą stronę. Oczywiście dziewczyna nie pozostawała mi dłużna nawet przez chwilę.
- Ty suko ! - wrzasnęła, wbijając paznokcie w moją skórę. Obie upadłyśmy na podłogę, przez krótką chwilę nawet dominowałam, przygniatając ją do podłogi swoim ciałem i okładając jej twarz pięściami. Furia jaka opanowała moje ciało, zdawała sie nie mieć końca. Jedyne o czym myślałam, to to, żeby zetrzeć jej ten parszywy uśmiech z twarzy. Jeszcze nigdy nie czułam takiego gniewu, jak właśnie w tamtej chwili.
W zasadzie nie zdawałam sobie sprawy z tego co robię, aż do chwili w której para silnych ramion oplotła moje ciało, podciągając w górę.

~*~

No więc mamy 85 ^^ 
Kochani ! Mam do Was prośbę :)
Potrzebuję Waszej pomocy w wymyślaniu imion.
Więc, jeśli moglibyście zostawić w komentarzu wasze propozycje ( chodzi tu oczywiście o bliźniaków ) 
Była bym bardzo wdzięczna. <3 nbsp="" p="">
Jeśli możecie, zaproponujcie dwa imiona żeńskie, oraz dwa męskie. 
A później wspólnie wybierzemy ;>
Kocham Was <3 br="" mikka="">

środa, 12 lutego 2014

Mam Cię cz*84

- Otwórz - szepnęłam, rozłączając nasze usta.
- To pewnie listonosz - zmarszczył brwi, ponownie sie do mnie przysuwając.
- Filip - zachichotałam, odwracając głowę w bok tak, by nie miał dostępu do moich ust.
Niechętnie zwlekł się z kanapy i ruszył w kierunku drzwi.
- Idę już, idę ! - krzyknął kiedy dzwonek ponownie zagłuszył ciszę panującą w mieszkaniu.
Usiadłam na kanapie i zaplątawszy włosy w prowizoryczny kok, wygładziłam ubranie by nie wyglądało tak chaotycznie.
- Michał ? - z przedpokoju dobiegł mnie wyraźnie zdziwiony głos Filipa. Dochodziła już prawie 22.00, więc raczej nie spodziewaliśmy się już gości o tej porze. W dodatku z tak daleka. Podniosłam się z kanapy i ruszywszy w kierunku drzwi wejściowych
Gdy tylko napotkałam wzrokiem sylwetkę brata, dosłownie rzuciłam się w jego kierunku. Już po chwili byłam zamknięta w jego silnych ramionach.
Jakoś do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo tęsknię za tym przygłupem.Cholera, nie widziałam go zaledwie od trzech miesięcy...
- Woaah. Nicki... - zaśmiał się czochrając moje włosy - Ja też się stęskniłem.
 - Dlaczego nie uprzedziłeś że przyjedziesz ? Zorganizowała bym ci coś wygodniejszego do spania, niż kanapa - mruknęłam, odsuwając się od niego delikatnie.
- Powiedzmy, że nie planowałem tego.
Dopiero teraz zwróciłam uwagę na niewielką torbę podróżną, leżącą u jego stup. Uniosłam lekko brew, spoglądając to na niego, to na bagaż.
- Och... Mógłbym się tu zatrzymać na kilka dni ? - spytał niepewnie, dostrzegając moje zdezorientowane spojrzenie.
- Tak, jasne - uśmiechnęłam się - Stało się coś ?
- Nie - mruknął szybko, odwracając twarz w przeciwnym kierunku.
Coś w wyrazie jego twarzy niepokoiło mnie. Wyraźnie było widać, że coś dosłownie zżera go od środka, a za tymi "odwiedzinami" na sto procent kryje się coś jeszcze.
- Napijesz się czegoś ? - spytałam prowadząc chłopaka w kierunku salonu.  Niezdarnie podniósł swoją torbę i powlókł się za mną.  Gdy mój wzrok, skrzyżował się z wzrokiem Filipa, wiedziałam że on także przeczuwał że coś jest nie tak. Wzruszyłam lekko ramionami, starając wmówić sobie, że mam jakieś urojenia.
- Czegoś mocnego.
- Mam tylko piwo.
- Może być. - usiadł na jednym z końców kanapy - Fajnie się tu urządziliście.
- Ciesz się, że nie musiałeś w tym uczestniczyć. - mruknął Filip - Malowałem dwa razy tą samą ścianę, bo Nicoli nie podobał się odcień zieleni.
Wywróciłam oczami, stawiając przed chłopakami po butelce piwa.
- Więc co cię do nas sprowadza ?
- Och, musiałem się wyrwać z Warszawy. Odpocząć od tego miasta. - wzruszył ramionami, pociągając długi łyk zimnego napoju.
- Problem z dziewczyną ? - Filip uśmiechnął się współczująco do Michała. Zdawało się, że doskonale przeczuwał o co chodzi. Tak więc nie był zdziwiony, kiedy chłopak przytaknął cicho.
- Och błagam... - wywróciłam oczami - Co znowu zrobiłeś ?
- Jakie znowu ? - obruszył się , wyciągając z kieszeni dzwoniący telefon. Zerknął na wyświetlacz, po czym wyciszywszy go, ponownie schował urządzenie. - Mamy mały... kryzys.
- Kryzys ? - uniosłam brew
- Tak jakby.
- Możesz przestać ? - warknęłam, odkładając szklankę soku z powrotem na stolik.
- Przestać co ? - irytacja, oblewająca jego twarz podziałała na mnie jeszcze bardziej.
- Przestań owijać w bawełnę ! Po prostu powiedz o co do cholery poszło. Jak mam Ci pomóc, skoro nie wiem co się w zasadzie dzieje ?
- Nikt nie prosi cię o pomoc - mruknął upijając kolejny łyk piwa, a we mnie się coś zagotowało. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że kłótnia z dziewczyną to tylko wymówka. Gdyby faktycznie tak było, nie siedział by teraz tutaj.
- Nie chcesz, nie mów - westchnęłam sięgając po pilot. Gdzieś w głębi duszy, doskonale wiedziałam że prędzej czy później i tak się dowiem.
~*~
- Myślisz że jestem odpowiedzialny ? - ciche pytanie wypłynęło z ust Michała, kiedy tylko znaleźliśmy się sami w kuchni - Myślisz, że potrafiłbym zadbać o kogoś więcej niż tylko o siebie ?
- Ja.. - odłożyłam ostatni talerz do zmywarki po czym zamknęłam ją. - Nie wiem. Myślę że sam powinieneś odpowiedzieć sobie na to pytanie.
- Możliwe, ale jednak... Uważasz że dałbym sobie radę ? -spojrzał na mnie wyczekująco.
- Myślę że bez najmniejszego problemu. - uśmiechnęłam się lekko, nadal jednak nie rozumiejąc o co tak w zasadzie chodzi.
- Naprawdę ? - nadzieja płynęła w jego oczach, a ja choćbym nawet próbowała, nie mogłam oprzeć się pokusie ponownej próbie wyciągnięcia z niego informacji.
- Naprawdę.
- Sam już nie wiem... Ostatnio wszystko strasznie się skomplikowało. - przerwał by nabrać trochę powietrza w płuca - Wpieprzyłem się...  nas w nieźle bagno a później uciekłem. Jak pieprzony kurwa tchoz.
- Czekaj - przysiadłam na krześle tuż obok Michała, za wszelką cenę starając się przyswoić jak najwięcej z tego co mówił. Gdzieś w środku był jak tykająca bomba zegarowa która lada chwila wybuchnie. - Co się tak właściwe stało ?
- Wpadliśmy. Wpadliśmy jak śliwa w kompot.
- Jacy my ? - poleciłam zdezorientowana głową.
- Ja i Julia.
- Co znaczy wpadliśmy ? - mimo jego zagmatwanej wypowiedzi, powoli zaczynało docierać do mnie co w chce ( a raczej czego nie chce ) przyznać chłopak.
- Mówiła, że bierze te jebane tabletki ! - warknął wściekły, uderzając pięścią w blat stołu. I bomba wybuchła.
- Czekaj.. Dobrze rozumiem ? Będziesz tatusiem ? - zmarszczyłam czoło, próbując okiełznać bałagan myśli panujący w mojej głowie.
- Tak jakby - mruknął zrezygnowany.
- Będziesz miał dziecko... - szepnęłam, bardziej do siebie niż do niego.
- Dwójkę kurwa. To bliźniaki.
~*~
Kochani, nie wiem co jest grane, ale dostałam dzisiaj totalnego zaćmienia. Nie mogłam sklecić żadnego zdania w całość, więc wyszło jak wyszło. Postaram się go wkrótce poprawić.
Przepraszam  że tak późno ale no... 

niedziela, 9 lutego 2014

Mam Cię cz*83

- Mogę ? - zza drzwi łazienki, w której właśnie rozkoszowałam się gorącą kąpielą po długim i dość ciężkim dniu, dobiegł mnie głos Filipa.
- Tak - mruknęłam, odkładając książkę na podłogę, tuż koło wanny.
Drzwi łazienki otworzyły się, a po chwili stał już w nich brunet. Przysiadł na kafelkowej podłodze i oparłszy się plecami o ścianę, sięgnął po egzemplarz książki którą przed chwilą miałam w dłoniach.
- Romeo i Julia ? - uniósł zaskoczony brwi - Przecież znasz to na pamięć.
W odpowiedzi wzruszyłam tylko ramionami. Co z tego że czytałam tę książkę z dziesięć razy.. Za każdym razem gdy po nią sięgałam, czułam tę samą fascynację co za pierwszym razem.
- "Lecz żaden smutek nie przeważy radości, którą niesie krótka chwila spędzona przy niej"- Zacytował jeden z fragmentów, a ja zarumieniłam się. Wymawiając to, patrzył przez cały czas w moje oczy, a w każde z wypowiadanych słów wkładał tyle uczucia, że aż mi się słabo robiło. 
Zakryłam twarz dłońmi. Nienawidziłam rumieńców które w towarzystwie Filipa odwiedzały mnie naprawdę często. 
- Nie chowaj się! - zaśmiał się chłopak, ujmując moje nadgarstki i odciągając je lekko. 
Przewróciłam oczami. Uwielbiał się ze mną droczyć przy każdej możliwej okazji. Posłałam mu lekko zażenowany uśmiech, po czym przymknęłam oczy z zamiarem zrelaksowania się. Nie wiem czy jest przyjemniejsze miejsce niż wanna pełna gorącej wody i piany.
- Jesteś jeszcze zła ? - spytał Filip po chwili ciszy. 
- Wiesz że nie - otworzyłam oczy, by móc spojrzeć na jego twarz. Jedyne co na niej dostrzegłam, to ulga i coś w rodzaju ... Niepewności ? - Stało się coś ?
- Nie.. Nie.. - mruknął, nawijając końcówkę kosmyka moich włosów na palec. - Zastanawiałem się tylko... Czego nagle ojciec potrzebuje, że postanowił się odezwać ? Nie mogę pozbyć się myśli, że coś się stało...
- A może po prostu się za tobą stęsknił ? Nie widzieliście się od dwóch lat.. 
- To nie to .. - westchnął zamyślony - Ostatnie czego można się po nim spodziewać to chęć odbudowania "więzów rodzinnych". 
- A mama ? Może to ona na niego napiera ? - nie miałam zielonego pojęcia, co sądzić o całej tej sytuacji. Nie znałam przecież ani jego matki, ani ojca. Niemożliwym więc było dla mnie stwierdzenie, o co tak naprawdę może chodzić. 
- On nie należy do tych ustępliwych. Jest cholernie uparty, i nawet mama nie ma na niego żadnego wpływu. 
- No to już wiemy po kim to masz - mruknęłam cicho, starając się powstrzymać uśmiech. 
- Ejj ... - pociągnął delikatnie za kosmyk włosów, którym cały czas się bawił i nachyliwszy się w moją stronę, zostawił pocałunek na moich ustach. - Nie jestem uparty. 
- Oczywiście że nie - bąknęłam, mierzwiąc mu włosy. 
- Ty też do tych najbardziej uległych nie należysz - puścił mi oczko, przysiadając z powrotem na podłodze  - Szczególnie jeśli chodzi o zakupy. Do tej pory nie rozumiem, jak mogłaś ciągnąć mnie po tych wszystkich sklepach aż tak długo.. Nie masz serca.
- Och zamknij się ! - zachichotałam, chlapiąc go wodą.
Wreszcie nasza relacja zaczynała przypominać tą, która łączyła nas na samym początku. Czułam, że jest już miedzy nami coraz to lepiej. Mimo tych wszystkich konfliktów, bolesnych słów, które podczas nich padły,  a także mimo tych wszystkich wylanych w poduszkę łez, cieszyłam się że mam go przy sobie.

~*~ 

- Znalazłeś pracę tak ? - spytałam, stawiając na stole talerz z kanapkami, po czym przysiadłam na kanapie tuż obok chłopaka. 
- Mhmm - mruknął, wpatrując się ślepo w telewizor. Faceci i to ich zamiłowanie do polskiej piłki nożnej...
- Więc co to za praca ?
- Mhmm - ponownie wydał z siebie ciche westchnienie. Zaraz wyrzucę telewizor przez okno...  Prychnęłam pod nosem i zabrawszy przygotowaną kolację, ruszyłam do sypialni. 
- Jestem w ciąży ! - krzyknęłam będąc przy samych drzwiach. 
Oczywiście odpowiedziała mi cisza. Mogła bym wrzeszczeć na cały regulator że jestem kosmitą, a on zainteresowałby się dopiero w przerwie między połową meczu. Wywróciłam oczami i opadłam na fotel. Ledwo zdążyłam uruchomić laptopa, a w drzwiach pojawiła się sylwetka chłopaka. 
- C-Co  powiedziałaś ? - spytał niepewnie. Był blady jak kartka papieru, a w oczach majaczyła panika.
- Nie pamiętam - wzruszyłam ramionami, nie odrywając  wzroku od ekranu komputera. 
- Jesteś.. ? - wytrzeszczył oczy, nadal skanując moją twarz.
- Nie jestem - uśmiechnęłam się, rzucając w niego poduszką. Momentalnie wyraz jego twarzy sie zmienił. Już nie wydawał się być tak spanikowany, choć oznaki niepewności nadal majaczyły w jego źrenicach. Widziałam też jak za wszelką cenę chce ukryć swoje emocje pod wielkim uśmiechem, który rozświetlił jego twarz. 
- Okej - wzruszył ramionami - Druga połowa pewnie już się zaczęła - puścił mi oczko, po czym ruszył w kierunku salonu. Po uśmiechu jaki zamajaczył na jego ustach, wiedziałam że znowu się ze mną droczy. No co miałam zrobić ? Podniosłam z podłogi jednego z pantofli i rzuciłam w jego kierunku. Kiedy kapeć zatrzymał się na ścianie tuż obok jego głowy, oniemiały zatrzymał się a ja wykorzystałam chwilę i minąwszy go w drzwiach, puściłam się biegiem do salonu. 
- Nawet o tym nie myśl ! - usłyszałam śmiech chłopaka, kiedy dorwałam się do pilota i przełączyłam na pierwszy lepszy kanał. Byle tylko nie sportowy. I trafiłam na.... Religia TV.  Oczywiście Filip wybuchnął jeszcze większym śmiechem. 
- Ej ! Oglądałem mecz ! - Mruknął obrażony, siadając na kanapie.
- Kto ma pilot ten ma władzę, pamiętasz ? - wzruszyłam ramionami, szukając czegokolwiek sensownego do oglądnięcia. - No nie patrz tak na mnie ! - zachichotałam - I tak przegrają.
 Chłopak mruknął coś pod nosem, po czym dosłownie rzucił się na mnie. Wybuchnęłam śmiechem, kiedy zaczął mnie łaskotać, by w ten sposób zmusić mnie do "poddania się", a moja koordynacja ruchów po raz kolejny mnie zawiodła. Pilot wyślizgnął mi się z ręki, po czym z hukiem rozbił się o ścianę. Z grymasem na ustach, przeniosłam wzrok z twarzy chłopak w miejsce gdzie leżało urządzenie, po czym wybuchnęłam śmiechem. 
- Jezu.... - westchnął Filip, nadal nie przestając mnie łaskotać. - Ty nawet z pilotem w ręce jesteś niebezpieczna. 
- Mhmmm - mruknęłam układając dłonie na jego żebrach, po czym wbiłam jeden z palców między nie. 
Chłopak zaśmiał się, kręcąc głową. Puściłam mu oczko, i kiedy już chciałam wyślizgnąć się spod niego by wziąć pilot ponownie do ręki, naprał na mnie jeszcze bardziej, przywierając ustami do moich. 
Uśmiechnęłam się lekko, nie oddalając od twarzy chłopaka nawet na milimetr. Ciche mruknięcie, które wydobyło się z gardła chłopaka w chwili gdy owinęłam pukiel jego włosów na swoich palców, rozniosło się po całym pomieszczeniu.
W jednej chwili wszystko dookoła przestało istnieć. Liczyło się tylko to, że jesteśmy tu razem. Jak szczęśliwi i beztroscy ludzie, którym do pełni szczęścia, wystarczy obecność drugiej osoby.
Wieczór zapowiadał się naprawdę przyjemnie. A przynajmniej do czasu, gdy przerwał nam dzwonek do drzwi.