niedziela, 2 lutego 2014

Mam Cię cz*81

Pierwsze dni na uczelni mijały dość szybko i nerwowo. Nadal nie byłam zaznajomiona z okolicą, podobnie zresztą jak Filip, więc często zdarzało nam się zabłądzić. Jednak z dumą mogę przyznać że nie jest już aż tak źle.
- Tak tato... - mruknęłam zmęczona do telefonu - Wszystko jest w porządku....
- Na pewno ? Martwię się. Moja mała dziewczynka, sama, w wielkim mieście.
- Tatooooo... - jęknęłam po raz kolejny, opadając na kanapę - Poza ty nie sama, tylko z Filipem.
- Teraz martwię się jeszcze bardziej - fuknął niezadowolony.
- Tato...
- Cóż... Gdybyś czasem czegoś potrzebowała ....
- Zadzwonię - zachichotałam. Już od przeszło 20 minut wisiałam na telefonie, z koniecznością wysłuchiwania jego kazań na temat tego, jak bardzo przestał podobać mu się mój wyjazd.  - Kocham cię tato.
- Ja ciebie też - westchnął - Już za tobą tęsknię.
Uśmiechnęłam się lekko, po czym wcisnęłam czerwony guzik by zakończyć połączenie. Zdenerwowana spojrzałam na zegarek. Dochodziła prawie 21. Zimna już kolacja czekała na nietknięta na stole, a po Filipie nadal nie było śladu. Wkurzona, ale nadal zmartwiona rzuciłam się na kanapę, zatapiając twarz w jednej z miękkich poduszek. Zgodnie z jego słowami powinien być tutaj już od jakichś trzech godzin. Wyprostowawszy się, sięgnęłam po plik notatek z ostatniego wykładu by choć na chwilę się czymś zająć.
Po kolejnej godzinie bezsensownego wpatrywania się w kartkę - swoją drogą to naprawdę nie moja wina że przez tego idiotę nie mogę się skupić -  wybrałam numer Filipa już chyba po raz setny dzisiaj. Kiedy odpowiedziała mi automatyczna sekretarka, dosłownie zagotowało się we mnie. Podniosłam się z kanapy i podreptałam do łazienki. Myślę że wchodząc pod prysznic, żywiłam cichą nadzieję na to, że wraz z wodą spłynie całe to nieprzyjemne uczucie troski i bezradności zarazem. Przez moją głowę cały czas przebiegała jedna i ta sama myśl. A jeśli coś się stało ? Zdesperowana do granic możliwości, wyszłam z łazienki i zatrzasnąwszy za sobą drzwi, rzuciłam się z powrotem na kanapę. Nim się obejrzałam, zmorzył mnie sen.
~
- Kochanie ! - drzwi wejściowe mieszkania otworzyły sie gwałtownie, wyrywając mnie tym samym ze snu.
Podniosłam się z kanapy, przyglądając uważnie chłopakowi przez zaspane oczy.
- Nie... - czkawka - ... uwierzysz !
Podniosłam skonsternowana brwi. Czy on jest .. ?
- Dostałem pracę - podszedł chwiejnym krokiem w moją stronę, a uśmiech jaki widniał na jego twarzy był tak rozbrajający, że... Potrząsnęłam głową. Nie mogę przecież puścić mu tego tak po prostu... Jak głupia na niego czekałam, a on wraca do domu schlany.
- Nie cieszysz się ? - wybełkotał zawiedziony, kiedy minęłam go z obojętnym wyrazem twarzy.
- Bardzo. - zamknęłam za sobą drzwi, po czym wdrapałam się na łóżko.
Nie minęła nawet minuta a w pomieszczeniu pojawił się brunet.
- Mała... Co jest ? - przysiadł na krańcu materaca i pochylił sie lekko w moją stronę.
- Nic - warknęłam naciągając na twarz kołdrę. Alkohol którym śmierdział dosłownie przyprawiał mnie o mdłości. - Próbuję spać.
- Kurwa Nicola - podniósł się gwałtownie z łóżka, zrzucając ze mnie nakrycie. - Nie bądź niewdzięczną suką do cholery ! - ryknął, a we mnie się coś zagotowało.
- Ta niewdzięczna suka martwiła się przez cały wieczór o takiego palanta jak ty. - wrzasnęłam tuż przed jego twarzą i zabrawszy pod pachę jedną z poduszek, skierowałam się do salonu. Byłam już przy samych drzwiach sypialni, kiedy poczułam na nadgarstku stalowy uścisk jego silnych dłoni.
- Nie waż się stąd wyjść - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Pieprz się - wyrwałam dłoń i ponownie skierowałam się w kierunku salonu. Nie zatrzymywał mnie już.
- Sam nie mogę.
- Więc zadzwoń po Monikę - syknęłam złośliwie. W zasadzie sama nie wiem dlaczego o niej wspomniałam.
- Jesteś zazdrosna bo jest lepsza w łóżku od ciebie ? - zaśmiał się sarkastycznie,  opadając ciałem na łóżko.
Momentalnie zaszkliły mi się oczy na jego komentarz. Starając się utrzymać nerwy na wodzy, wyszłam z "naszej" sypialni, trzaskając drzwiami.  
Nie miałam pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Czułam się zraniona, upokorzona i oszukana. Bo przecież nie ma nic lepszego niż porównanie do byłej dziewczyny prawda ?
Rzuciłam poduszkę na kanapę, po czym sama opadłam na miękki materiał. Wycieńczona zarówno psychicznie jak i fizycznie, oraz wściekła do granic możliwości, zamknęłam powieki by po raz kolejny tego wieczoru odpłynąć.

~*~

Wczesnym rankiem obudziły mnie jęki dochodzące zza zamkniętych drzwi pokoju w którym wczoraj zostawiłam Filipa samego. Wczorajsza złość nadal nie opadła, a ból który chłopak zadał mi jednym komentarzem, wciąż rozrywał mi świeżo posklejane serce. Od jakiegoś czasu tylko ranimy się nawzajem. Żadne z nas nie jest przyzwyczajone do tego, że w zasadzie dzieli życie z drugą osobą. Być może za szybko chcieliśmy zrobić następny krok po ostatnim zerwaniu. Panicznie staraliśmy się do siebie zbliżyć, po przeszło miesiącu rozłąki, nie zwracając uwagi na to, czy nie podejmujemy zbyt pochopnych decyzji. Coraz bardziej zaczynałam sie obawiać, czy aby na pewno dorośliśmy do tego aby ze sobą zamieszkać.
Dopiero kolejny jęk wyrwał mnie z zamyślenia. Zdezorientowana podniosłam się z kanapy i uchyliłam lekko drzwi sypialni by móc zobaczyć co dzieje sie w środku ale także pozostać niezauważoną. 
Na skraju łóżka siedział Filip, z opartymi o kolana łokciami i twarzą zatopioną w dłoniach. 
Prychnęłam cicho. Kac morderca nie ma serca, co ? Przymknęłam powieki kiedy przed oczami pojawił mi się ciąg wydarzeń wczorajszego wieczora, odtwarzany w mojej głowie jakby z taśmy filmowej. 
Pokręciłam głową i wycofałam się do salonu. Jednak zamykając drzwi, zrobiłam to troszkę głośniej niż planowałam, niestety zwróciłam uwagę chłopaka na swoją obecność.
- Kochanie ! - usłyszałam cichy odgłos bosych stóp tuż za mną.
- Och nie.. To tylko ja - mruknęłam sarkastycznie siadając z powrotem na kanapie. 
- Nie rozumiem - pokręcił głową, zajmując miejsce tuż obok mnie, i  próbując złapać ze mną jakikolwiek kontakt wzrokowy.
- Oczywiście. Ty nigdy nic nie rozumiesz.
- Nicola..... - mruknął ostrzegawczo, pocierając palcami wskazującym skroń - Błagam, ciszej.
- Więc nagle pamiętasz jak mam na imię ? Już nie jestem niewdzięczną suką ? - warknęłam wstając z kanapy i kierując się w stronę sypialni. Zabrałam przygotowane ubranie i zamknąwszy się w łazience, nałożyłam je na siebie.
- Przepraszam - szepnął chłopak w chwili, w której wyłoniłam się zza drzwi łazienki.
- Nieważne. - wzruszyłam ramionami idąc do kuchni, aby zjeść szybkie śniadanie.
- Porozmawiajmy.
- Nie mamy o czym. Wczoraj powiedziałeś wszystko co chciałeś abym usłyszała.
- Kurwa Nicki.. Byłem pijany. Nie wiedziałem co mówię - uderzył pięścią w stół. Wzdrygnęłam się lekko, jednak starałam sie utrzymać pozę całkowicie nie wzruszonej.
- Widzisz ? W tym problem. Podczas gdy ty zalewałeś się Bóg wie gdzie, ja siedziałam w domu i zamartwiałam się o ciebie. A w nagrodę dostałam co ? Scenę twojego cudownego poczucia humoru. - odłożyłam pustą szklankę po herbacie na blat stołu, po czym ruszyłam w kierunku drzwi wyjściowych, nakładając po drodze sandałki, pasujące do mojej letniej sukienki.
- Gdzie idziesz ?
- Do pracy. - bąknęłam zarzucając na ramiona jeansową kurteczkę.

~*~ 

Drogę do rynku pokonałam w zaledwie kilkanaście minut. Słońce, dopiero wychodzące zza horyzontu, przyjemnie opiekało moją twarz. Musiało być koło 8. Tak bardzo spieszyło mi się z wyjściem z domu, że nawet nie zwróciłam uwagi na to, która jest godzina. Nienawidzę takich chwil jak ta, dzisiaj rano czy wczoraj wieczorem. Więc myślisz że jest ktoś kto je lubi ? - nawet moja podświadomość była teraz przeciwko mnie. 
Kiedy dotarłam do restauracji z ulgą stwierdziłam że nie jestem pierwsza i na całe szczęście lokal jest już otwarty, ponieważ sama totalnie zapomniałam o kluczach.
- Cześć ! - przywitałam się z Majką i Krystianem gawędzącymi zawzięcie przy jednym ze stolików. Kiedy zobaczyli mnie w drzwiach, posłali mi szeroki uśmiech i kiwnąwszy ręką zawołali do siebie. 
- Ciężka noc ? - spytał chłopak unosząc prawą brew.
- Słucham ? 
- Wyglądasz jakbyś nie spała od tygodnia... - mruknęła Majka, przyglądając mi się uważnie. 
- Och.. Um.. Nie mogłam jakoś w nocy spać - wzruszyłam ramionami, zajmując jedno z wolnych krzesełek przy stoliku. 
Spojrzałam na wielki zegar stojący w kącie pomieszczenia. Dochodziła 8:30. Przełknęłam ciężko ślinę na myśl o długim i ciężkim dniu który na mnie czekał.

~*~

Och Kochani... Rozkoszuję się feriami ^^ Od dwóch dni nic nie robię oprócz siedzenia przed kompem. Nadrabiam moje zaległości na Zalukaj ^^
Znacie może jakiś dramat, warty obejrzenia ? A może jakiś inny gatunkowo film ? Muszę coś robić w przerwie od pisania prawda ? Palce by mi odpadł jakbym chciała przez całę dwa tygodnie nonstop uderzać nimi w klawiaturę..
Kocham Was Mikka <3 br="">

Mam Cię cz*80

- Więc co teraz ? - spytałam cicho, nie odrywając się od ciała chłopaka nawet na milimetry. Choćbym chciała to zrobić, czułam się zbyt słaba. Bałam się że gdy tylko go puszczę, on rozpłynie się w powietrzu jak mgła i znów go stracę. Byłam bardziej niż pewna że kolejnego rozstania nie przeżyję.
- Co masz na myśli ? - pociągnął delikatnie za moją brodę, tak, bym spojrzała w jego oczy.
- Ja... - zawahałam się - Studiuję w Krakowie, ty w Gdańsku... To szmat drogi i  nie wiem czy sobie z tym poradzę.
- Poradzisz z czym ? - przymrużył delikatnie oczy, skanując moją twarz. Zupełnie nie rozumiał o czym mówię.
- Związkiem na odległość.. - westchnęłam, siadając prosto na kapie. - Jak ty sobie to wyobrażasz ?
- Kochanie.... - jęknął odgarniając niesforny kosmyk włosów, który opadł mi na twarz.
- Wiesz że tego nie przetrwamy prawda ? Wiesz że to ponad nasze siły ! - przerwałam mu, zaciskając nerwowo pięści.
- Kochanie - splótł swoje palce z moimi, przeciągając mnie na swoje kolana - Nie popełniam tych samych błędów dwa razy. Nie pozwolę znów ci się wymknąć, rozumiesz ?
- Więc wracam z tobą do Sopotu.
- Nie. - przerwał mi krótko. No i zrozum tu takiego ! Raz powtarza mi jak to bardzo mnie potrzebuje, a za chwilę wyraźnie daje mi do zrozumienia, że jest dobrze tak, jak jest.
- Nie rozumiem - pokręciłam zdezorientowana głową.
- Nie musisz wracać do Sopotu. - wzruszył ramionami.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz ? - zamachałam nerwowo dłonią - Przed chwilą powiedziałam że nie mamy co liczyć na udany związek na odległość !
- Oczywiście że cię słucham. -jęknął - Mam zamiar poszukać sobie gdzieś tutaj mieszkania czy coś. Po za tym, zawsze mogę studiować w Krakowie tak ? Z tą różnicą że będę miał cię tutaj, zaraz obok siebie, a nie na drugim końcu kraju.
- Czekaj. Ty zamierzasz.... - spojrzałam na niego pytająco.
- Mhm. Miałem zamiar poszukać tutaj jakiegoś mieszkania czy coś... - pokiwał potakująco głową, próbując powstrzymać uśmiech który z każdą chwilą coraz bardziej uwidaczniał się na jego ustach.  -  I tak nie lubiłem matematyczki na tamtej uczelni - dodał wzruszając ramionami.


~*~
 ( 2 tygodnie później )


Nie pamiętam, kiedy ostatnio wszystko układało się tak idealnie jak teraz. Jeśli kiedyś narzekałam na to, jak wygląda moje życie - byłam głupsza niż myślałam. Ostatnim czasem, wszystko zaczęło nabierać koloru. 
I nie mówię tu o ścianach w moim.... naszym mieszkaniu.
Tak. Filip zamieszkał ze mną. Przez pewien czas upierał się, że jeśli aby NAM się udało, nie powinniśmy się zbytnio śpieszyć, jednak gdy spędził prawie tydzień na szperaniu w sieci, gazetach i innych ulotkach... Pomysł zamieszkania razem nie wydawał mu się już aż tak "szybki".
Obecnie jesteśmy na etapie gospodarowania naszego "gniazdka". Brunet ochoczo zabrał się za pomoc w remoncie mieszkania więc poszło szybciej niż mogliśmy się tego spodziewać. Od ruiny, którą tu zastałam, do przytulnego lokum. 
Ostatni weekend spędziliśmy w Sopocie. Filip musiał zabrać swoje rzeczy z jego dotychczasowego domu, a ja nie mogłam przegapić okazji do spotkania się z tatą, Michałem czy Dawidem. Nie sądziłam że w ciągu niecałego miesiąca stęsknię się za nimi wszystkimi aż tak bardzo.
- Nie sądziłem że jeszcze to masz - Filip uśmiechnął się, wchodząc do sypialni i  stawiając na podłodze kolejne kartonowe pudło, przyniesione z samochodu. 
- Mhm.. Zabrałam je ostatnio.- posłałam chłopakowi szeroki uśmiech, próbując się uporać z przyklejeniem ogromnego zdjęcia na jednej ze ścian. Tego samego, które brunet przywiesił na suficie w moim pokoju. Przedstawiało ono nas. Spacerujących po plaży, z zaplecionymi dłońmi i szerokimi uśmiechami na twarzy. Zrobione jeszcze podczas owego, pamiętnego obozu szkolnego. 
- Pomóc ci ? - spytał, patrząc na to jak bardzo nie radzę sobie z przyklejeniem materiału do ściany. 
Kiwnęłam lekko głową, a kiedy udał że nie widzi, czekając najwyraźniej aż go o to poproszę ( och tak.. uwielbia się ze mną droczyć jak nikt inny.. ) rzuciłam w niego rolką taśmy klejącej. 
- Rusz tyłek. - zachichotałam wskazując skinieniem głowy, aby podszedł bliżej. 
Wywrócił oczami, udając obrażonego po czym nakleił kawałki taśmy na jednym z rogów trzymanego przeze mnie zdjęcia. 
- Myślę że jest... - mruknął chłopak, kiedy stanęliśmy w pewnej odległości, by móc podziwiać swoje "dzieło".
- ...Dobrze - dokończyłam uśmiechając się lekko. 
Objął mnie ramieniem, przyciągając bliżej siebie. Nim się obejrzałam, jego usta błądziły już po skórze mojej szyi. Zachichotałam cicho, kiedy po pomieszczeniu rozniósł się dźwięk telefonu a chłopak wydał z siebie zrezygnowany jęk. 
- Przepraszam - szepnął ostatni raz całując mnie w usta, po czym odsunął się, sięgając po brzęczące urządzenie. 
Wyszłam z pokoju zostawiając go samego, z zamiarem przygotowania czegoś do jedzenia. Ostatnimi czasy mój obiad składał się najczęściej z zupy z puszki kupionej w supermarkecie za rogiem. Studenckie życie nie ? 
Parsknęłam cichym śmiechem, sięgając do lodówki po kurczaka i kilka warzyw. W kuchni połączonej z salonem rozbrzmiewała muzyka płynąca z radia ustawionego na małym stoliku pod ścianą. Poruszając więc delikatnie ciałem w jej rytm, przemieszczałam się "tanecznym" krokiem po pomieszczeniu w poszukiwaniu odpowiedniego garnka. 
Dałam się ponieść aż do momentu, w którym poczułam parę dłoni na moich biodrach.
- Nienawidzę gdy ktoś nam przerywa - szepnął tuż przy moim uchu. 
- Przestań.. - zachichotałam strzepując jego dłonie. - Próbuję przygotować kolację inną niż z puszki.. 
- Kurczak ? Kurczak ważniejszy ode mnie ? - wyrzucił ręce w powietrze, udając zranionego.
- Przestań zrzędzić - zaśmiałam się, rzucając w niego ścierką - Potrzebuję pomocy.
Wywrócił oczami, zabierając się równocześnie za krojenie warzyw i  wymamrotał pod nosem ciche " zobaczymy kto pierwszy pęknie "

Przez cały ten czas, który spędziliśmy w kuchni, Filip droczył się ze mną. Jeśli rozumiecie o co mi chodzi. Często, "niby przypadkiem" ocierał dłonią o mój tyłek. Nagle zaczęło robić mu się tak gorąco, że zmuszony był do zdjęcia koszulki. Dobrze wiedział, jak działa na mnie jego ciało. Jednym słowem, prowokował mnie przy każdej możliwej sytuacji. Ale co to by była za zabawa gdybym się poddała ? Uparcie udawałam że nic nie zauważam a wszystko to co robi, nie ma na mnie najmniejszego wpływu. Jednak czułam jak coś w środku mnie pęka.

~*~

Leżeliśmy na kanapie, obżerając się kurczakiem i oglądając kolejny odcinek "nieustraszonych" na VIVIE. W pomieszczeniu panowały egipskie ciemności, naruszone jedynie światłem płynącym z telewizora. Z głową opartą o klatkę piersiową Filipa, rozkoszowałam się naszą bliskością, którą od pewnego czasu nie mogłam się nacieszyć. Cały czas było mi mało. A chwila w której się rozstawaliśmy, choćby tylko na kilka godzin aby iść do pracy, była dla mnie torturą. Dosłownie.
- Zrobiłeś sobie nowy tatuaż ? - podniosłam gwałtownie głowę, by móc lepiej przyjrzeć się nowemu nabytkowi chłopaka. 
- Dawno - wzruszył ramionami, biorąc kolejny kęs kurczaka. 
Odebrałam z jego dłoni talerz i położywszy go na małym stoliku obok, zmusiłam do wyprostowania ramienia. Teraz dziara prezentowała się w pełnej okazałości. Grube, czarne 13 pośród prostokąta z ozdobnymi ramami. Cienie  w niektórych miejscach przypominały dziury, jakby w płótnie obrazu.
- Dlaczego akurat taki ? - spytałam wodząc palcem, po konturze cyfry. 
- Tak jakoś. - po raz kolejny wzruszył ramionami.
- Tak jakoś ? - westchnęłam nie dowierzając.
- Mogę odzyskać kurczaka ? - jęknął, ale kiedy nie odpowiedziałam, przypierając go podejrzliwym wzrokiem, poddał się - Numer ulicy na której mnie staranowałaś. Zadowolona ? - wydaje mi się, czy on faktycznie był delikatnie zawstydzony ?!
- Nie wiedziałam że jesteś aż tak sentymentalny - zachichotałam cicho, przyciskając usta do jego ust. 
- To twoja wina - fuknął, nadal zmieszany. 
- Moja ? - uniosłam brwi.
- Twoja. Przez ciebie robię się ckliwym idiotom.
- Nie mówię że mi się to nie podoba - przejechałam palcem wskazującym po jego obojczyku, później po napiętych mięśniach ramion, aż dotarłam do wyraźnych zaokrągleń jego bicepsów. 
- Mój ckliwy-badboy-bokser - zagruchałam tuż przy jego uchu, na co ten wywrócił tylko oczami.
Nadal lekko się uśmiechając, ułożyłam głowę z powrotem na jego klatce. 
- Kocham Cię wiesz ? - złożyłam lekki pocałunek w miejscu nowej dziary.
- Ja Ciebie też mała - pocałował czubek mojej głowy i objąwszy mnie, przycisnął do swojego ciała jeszcze mocniej. 
- Zdajesz sobie sprawę że przegrałaś, prawda ? - mruknął po chwili/
- Przegrałam co ? 
- Zakład. Przyznaj to kochanie - ponownie zbliżył usta do mojego ucha - Nie potrafisz mi się oprzeć.
- To ten kurczak tak na mnie działa - zachichotałam, puszczając mu oczko. 
- Odwołaj to ! - obrócił nas tak, że teraz to on zawisł nade mną, zbliżając swoją twarz ku mojej coraz to bardziej. 
- A jak nie to ? - zmierzwiłam delikatnie jego ciemne włosy posyłając mu pewny siebie uśmiech.
- Sama tego chciałaś - uśmiechnął się, przerzucając mnie przez ramię i kierując szybkim krokiem w kierunku sypialni. Wystarczyło jedno kopnięcie, a drzwi zamknęły się za nami z hukiem.

~*~
Mamy pierwszy rozdział II części Mam Cię. 
Mam nadzieję że Wam sie spodoba :D 
Co do formalności ;
Rozdziały postaram się dodawać średnio 2x w tygodniu.
Powiedzmy w środę  i niedzielę. 
Jednak będziecie musieli mi wybaczyć, gdy czasem zdarzy mi się nie wyrobić w terminie... 
Dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnimi rozdziałami.
Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jest Was aż tylu ! 
Serio, nadal jak patrzę na ilość wyświetleń, dostaję palpitacji serca. 
Dziękuję ( już nawet nie wiem który raz).
Dziękuję że jesteście <3 b="" nbsp="">
Mikka ;** 

wtorek, 28 stycznia 2014

niedziela, 26 stycznia 2014

Epilog.


Kochani ! Gdy już skończycie czytać... BŁAGAM PRZECZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM !!! To naprawdę WAŻNE ! 
POCHYŁA CZCIONKA TO WSPOMNIENIA ! Ale to chyba wiecie ;**

~*~

Nigdy nie myślałem że istnieje coś takiego jak uzależnienie od drugiego człowieka. Od kogoś kto zaprząta mój umysł w każdej wolnej chwili, bez wyjątków. Gdy jem, kartkuję notatki z wykładów, sprzątam a nawet wtedy gdy jestem schlany ! Już pomijając fakt, że człowiek upija się po to by o kimś zapomnieć, by choćby na moment wyrwać się ze szponów tęsknoty, która wysysa z ciebie życie coraz bardziej. Z dnia na dzień podupadasz. Ze schodka na schodek by w pewnej chwili stoczyć się z hukiem na samo dno. A co jest w tym najśmieszniejsze ? Zaliczyłem tę cholerną wywrotkę życiową na własne życzenie. Dlaczego ? Och.. Już wyjaśniam.
Pozwoliłem odejść osobie która jest całym moim życiem. Zaraz.. Pozwoliłem odejść ? Och.. To by było za proste. Jak ostatni prostak i cham musiałem złamać jej najpierw serce. A nie mając tej uśmiechniętej brunetki tuż przy swoim boku, czuję się jakbym istniał w nicości. Zupełnie jakby cały mój świat pochłonęła ciemność a moja pieprzona egzystencja tutaj była spisana na straty.
Więc po tych wszystkich dniach użalania się nad sobą, opłakiwania ran i ciągłego leżenia na łóżku, postanowiłem naprawić coś w swoim życiu.

~*~

- Gdzie ona jest ! - warknąłem przeciskając się w drzwiach do mieszkania Sary, która za wszelką cenę postanowiła mi to uniemożliwić. 
- Nie wiem - rzuciła wymijająco, unikając mojego, przesiąkniętego złością i desperacją wzroku. - Wyjdź z mojego mieszkania ! 
- Nie wyjdę póki nie dowiem się gdzie wyjechała - zaplotłem ręce na piersi, czując jak gniew coraz bardziej opanowuje moje ciało. 
- Jezu człowieku ! - wyrzuciła ręce w powietrze - Nie mam zielonego pojęcia gdzie wyjechała ! Nie byłyśmy ostatnio zbyt blisko okej ? Więc zrozum do cholery że nie wiem gdzie jest ! A poza tym, z tego co się orientuję, jesteś ostatnią osobą z którą chciałaby teraz rozmawiać. - Zabloło ? Mało powiedziane. Byłem na samym skraju wytrzymałości a ta dziewczyna z satysfakcją stąpała po moich palcach, którymi trzymałem się urwiska przed kolejnym, bolesnym upadkiem.
- Więc zrób coś kurwa ! Zadzwoń do niej ! Dowiedz się gdzie do chuja wyjechała - warknąłem jednak już trochę słabiej i ciszej niż poprzednio. Mój umysł zaczynał chyba powoli oswajać się z myślą że straciłem ją, już bezpowrotnie. 
 - Dlaczego niby miałabym to robić ? Zraniłeś ją. 
- Wiem. - mruknąłem ciągnąc za końcówki swich włosów. 
- Ale to nie ty musiałeś patrzeć na nią gdy zalewa się łzami. Nie widziałeś tego jak cierpi. - mruknęła ledwo słyszalnie, zupełnie jakby mówiła sama do siebie. 
- Wiem. Dlatego pomóż mi to naprawić ! Nie mogę bez niej rozumiesz ? Nie mogę.. - cała wcześniejsza furia odpłynęła. Teraz zmagałem się już tylko z bólem, nad którym niestety nie byłem w stanie zapanować. I nie chodzi mi tu o ból fizyczny. 
- Sama nie wiem czemu to robię - mruknęła, sięgając po telefon a ja odetchnąłem z ulgą...

~

Kiedy Nicola rozłączyła się, coś we mnie pękło. Przysięgam że poczułem się jakby ktoś skakał mi po klatce piersiowej w glanach, czy innych ciężkich butach. Zakryłem twarz dłońmi nie wiedząc co dalej robić. 
- Przykro mi - mruknęła Sara, siadając na fotelu i wpatrując się w wygasły już wyświetlacz jej komórki. 
- Ta.. Mi też. - jęknąłem. 
- Hej .... - przysiadła się bliżej, pocierając pocieszająco moje ramię, jednak kiedy mięśnie mojego ciała napięły się gwałtownie, zabrała dłoń. I bardzo kurwa dobrze. Tylko Nicola mogła mnie tak dotykać. Żadna inna. 
- Przynajmniej wiemy gdzie jest - westchnęła nieśmiało blondynka. 

~*~

Więc postanowiłem wpakować swoją dupę do samochodu, z myślą że za moją ukochaną brunetką pojechałbym nawet na inny kurwa kontynent. Pojechał ? Ja bym tam w podskokach zapierdalał gdybym tylko mógł ją wreszcie zobaczyć.
Żałosne nie ? Brakuje jeszcze tylko transparentu ciągnącego się za moim samochodem z napisem "Zakochany kretyn !! NIEBEZPIECZEŃSTWO !"
Wkurzony do granic możliwości sięgnąłem do schowka po paczkę papierosów. Wyciągnąłem jeden i umieściwszy go między ustami, wygrzebałem zapalniczkę z kieszeni jeansów.
- To nie wolno palić - mruknął jeden z pracowników stacji benzynowej, na której właśnie się  zatrzymałem po dłuższym czasie jazdy.
- Do pełna - warknąłem  nie zwracając uwagi na jego komentarz i kierując się do budynku stacji, by tam uzupełnić zapasy, ostatnio tak panicznie potrzebnej mi nikotyny. Młody chłopak, ubrany w przybrudzoną koszulkę firmową nie odpowiedział już nawet słowem. Po prostu zamknął usta i zabrał się za wykonywanie swojej pracy. I bardzo dobrze. Ostatnie na co mam teraz czas, to pogaduszki.
Zapłaciwszy należną sumkę, ponownie zasiadłem na fotelu kierowcy i zatrzasnąwszy za sobą drzwi odpaliłem samochód.
- Jadę po ciebie kochanie - mruknąłem zaciągając się kolejnym papierosem.

~*~

Na ulice Warszawy wjechałem równo o 22. Skorzystawszy z adresu który podała mi Sara, z łatwością odnalazłem akademik Michała. Już po kilku minutach przeskakiwałem po dwa, trzy schodki by w jak najszybszym tempie dostać się do pokoju chłopaka. Miałem nadzieję że znajdę tam i JĄ.
Więc gdy lekko zdyszany, stanąłem wreszcie przed przed odpowiednimi drzwiami, zapukałem do drzwi które już po chwili otworzyły się. Stanęła w nich wysoka dziewczyna z rudymi włosami.
- Filip ? - Tuż obok niej pojawił się Michał i przybiwszy mi piątkę wpuścił do środka. - Napijesz się czegoś ?
Ja jednak nie słyszałem praktycznie niczego. Z bólem serca rozglądałem się po pomieszczeniu, szukając w którymś z kątów Nicoli.
- Halo ? Stary ?! Wszystko w porządku ? - machająca tuż przed moją twarzą ręka, wyrwała mnie z zamyśleń.
- Tak. Sory.. Miałem nadzieję znaleźć tutaj Nicolę. - jęknąłem spoglądając na chłopaka.
- Och.. - mruknął zdziwiony, drapiąc się przy tym po karku. - Ja... Myślę że powinieneś dać jej jeszcze czas..
- Nie - warknąłem zanim zdążył cokolwiek dodać. - Muszę ją odnaleźć. Teraz. Więc albo dasz mi ten cholerny adres do jej mieszkania, albo odwiedzę każdą kamienicę w Warszawie do póki jej nie znajdę rozumiesz ?
- Ale jej nie ma w Warszawie... - po raz kolejny tego wieczora, moja odpowiedź zaskoczyła go.
- Co ? - zatrzymałem wzrok na jego twarzy. - Więc gdzie ?
- Kurwa stary... - pokręcił głową - Studia w Krakowie, pamiętasz ?
- Jak mogłem o tym zapomnieć ! - pociągnąłem zdenerwowany za końce włosów. Przecież od samego początku była mowa tylko i wyłącznie o Krakowie.. - Jestem skończonym idiotom !
Poderwawszy się z krzesła, ruszyłem w kierunku drzwi wyjściowych.
- Hola stary ! Adres ! - zaśmiał się Michał, widząc moją rozkojarzoną minę.
Poczekałem aż napisze na małej kartce rząd literek pomieszanych z cyframi, po czym włożyłem ją do kieszeni.
- Miło było poznać - wychodząc, puściłem oczko do dziewczyny, która nie odezwała się ani raz, odkąd wtargnąłem do ich gniazdka.

~*~

- Cholerna Mapa ! - warknąłem zrzucając papier z maski samochodu na chodnik. Wściekły oparłem łokieć o boczną szybę. Od jakichś 10 minut staram się znaleźć tę cholerną ulicę. Nie sądziłem że Kraków jest aż tak wielki !
Po chwili, podniosłem ponownie mapę i rozłożyłem ją na masce samochodu. Nie zamierzałem się poddawać. Zbyt daleko zaszedłem, żeby teraz to zrobić. Po raz kolejny skanowałem mapę, w poszukiwaniu ulicy na której prawdopodobnie mieściła się kamienica z mieszkaniem Nicoli. Jednak papieros którego trzymałem między ustami powoli się wypalał, a ja odwróciłem się dosłownie na moment, by móc przygasić niedopałek, kiedy usłyszałem świst poruszających się na wietrze papierów.
- Um... Chyba coś ci upadło - usłyszałem cichy, damski głos tuż za mną. Nie miałem ochoty z nikim rozmawiać. Brak snu przez ostatnie 24 godziny sprawiał, iż byłem nieźle rozdrażniony.
- Dzięki - Rzuciłem krótko, odwracając się w kierunku dziewczyny. A kiedy to zrobiłem, zamarłem. Nie mogłem poruszyć żadnym mięśniem mojego ciała. Byłem jak sparaliżowany. Od stóp do głów.
Dziewczyna także zdziwiona tym co widzi, wypuściła z rąk mapę, która z cichym świstem opadła na chodnik.
- C-co T-ty tutaj robisz ? - wyjąkała odwracając wzrok. 
- Musimy porozmawiać -mruknąłem pewnie, walcząc z chęcią rzucenia się na brunetkę i wzięcia jej w ramiona.
- Nie mamy o czym. Wyraziłeś się dość jasno, kiedy ostatnim razem rozmawialiśmy. - Nicola unikała mojego wzroku jak ognia. Uparcie patrzyła na ścianę budynku tuż obok.
- Błagam. Pozwól mi wyjaśnić ! - jęknąłem błagalnie, robiąc krok w jej kierunku. Tak bardzo pragnąłem móc ją przytulić, pocałować. A widząc te łzy, którym dzielnie nie pozwalała wypłynąć spod powiek, chciałem zrobić to jeszcze bardziej. Tak bardzo ją zraniłem...
- Filip ja...
- Porozmawiaj ze mną ! - przerwałem jej - Pozwól mi wyjaśnić całe to nieporozumienie ! Jedna, jedyna rozmowa. A później zniknę raz na zawsze jeśli będziesz tego chciała.
- Ja...
- Proszę. - szepnąłem, zbliżając się do niej o kolejne dwa kroki. Byłem na tyle blisko że mogłem dotknąć jej policzka, znów mogłem poczuć pod palcami jej miękką skórę. Jednak gdy moja dłoń była już o kilka milimetrów od jej twarzy, dziewczyna cofnęła się, spuszczając wzrok na swoje buty.
- Nie tutaj - westchnęła cicho, bawiąc się małym pierścionkiem z kolorowymi kamyczkami. Tym samym, obok którego spoczywał niegdyś prezent ode mnie.
Przytaknąłem cicho, pozwalając poprowadzić się dziewczynie w tylko jej znanym kierunku. Ulicę przemierzaliśmy w ciszy. Żadne z nas nie potrafiło się odezwać. Jeszcze nigdy nam się to nie zdarzyło. Oczywiście nieraz po kłótni panowało między nami niezłe napięcie, jednak nigdy nie było ono aż tak silne.
Kilka minut później wspinaliśmy się już po kamiennych schodach, jednej z kamienic.
- Ładne mieszkanie - uśmiechnąłem się lekko, kiedy byliśmy już w środku. Spojrzała na mnie unosząc brwi ku górze. Przekląłem w myślach moją nieudaną próbę rozładowania atmosfery.
- Dzięki. - powiedziała po chwili.
Usiedliśmy na kanapie. Ja patrzyłem na nią, a ona wszędzie byle nie na mnie. Och cudownie. 
- Przepraszam. - przysunąłem się bliżej niej - Przepraszam za to co ci zrobiłem. Za to ,że zniszczyłem wszystko co było między nami.   
- Nie zniszczyłeś. W zasadzie wszystko co "między nami było" - tu zrobiła palcami cudzysłów - oparte było na kłamstwie. Od początku do końca. Wykorzystałeś mnie a ja głupia ci na to pozwoliłam.
- Kłamstwem było to, co powiedziałem wtedy, w parku. - westchnąłem - Nie waż się myśleć nawet przez moment że to wszystko było kłamstwem.
- O ile dobrze pamiętam sam mi to powiedziałeś. - zamilkłem. Co miałem jej do cholery odpowiedzieć ? Ma tą jebaną rację. Spierdoliłem po całej linii.
- Wiem. Zjebałem. Ale kurwa kocham cię jak nic innego i nie wytrzymam bez ciebie ani chwili dłużej, rozumiesz ? Nawet kurwa jebanej sekundy.- złapałem za jej ramię tak by spojrzała wreszcie na mnie. Widziałem w jej oczach łzy, które za wszelką cenę starała się zatrzymać.
- Monika już ci się znudziła ? Jeszcze miesiąc temu nie mogłeś żyć właśnie bez niej. - wysyczała przez zęby, strząsając moją dłoń z jej ramion.
-  Nicola... Między Moniką a mną nic nie ma. Ja... - przerwałem by nabrać powietrza do płuc - Powiedziałem tak, ponieważ potrzebowałem jakiegokolwiek pretekstu by móc odejść. Kurwa.... To był najgorszy miesiąc w moim życiu. Nawet sobie sprawy nie zdajesz jak bardzo cię potrzebuję ?
- Potrzebowałeś pretekstu żeby odejść ? - pokręciła głową zdezorientowana.
- Gdybym tego nie zrobił, nigdy nie zdecydowała byś się na studia w Krakowie.
- Nie wierzę... Odszedłeś bo nie chciałam iść na studia ?! - prawie krzyczała. - Naprawdę byłeś gotowy zniszczyć to wszystko dla jakiejś głupiej szkoły ?
Milczałem. Po raz kolejny nie wiedziałem co odpowiedzieć.
- Ja.. Myślę że powinieneś już iść. - podniosła się z kanapy i skierowała się w kierunku drzwi, by po chwili otworzyć je dla mnie. 
- Ale... - popatrzyłem na nią szeroko otwartymi oczami. Czego ty się kurwa spodziewałeś ?
Podniosłem się z kanapy, kierując się w jej stronę. Jednak kiedy byłem już przy drzwiach, zatrzymałem się.
- Wyjdź - szepnęła, uchylając szerzej drewnianą powłokę.
- Powiedz że za mną nie tęskniłaś... Powiedz że już mnie nie kochasz, a wtedy wyjdę i nigdy więcej mnie już nie zobaczysz. - Spojrzałem na jej zapłakaną twarz. Jak to możliwe że nadal wyglądała tak idealnie ?
- Nie mogę... - wyszeptała, ocierając twarz wierzchem dłoni.
Tylko tyle potrzebowałem, aby zamknąć z hukiem drzwi i przyprzeć ją do ściany obok. Zamknąłem jej małe ciało w swoich ramionach i zbliżyłem twarz do jej twarzy. Kiedy nasze czoła się zetknęły, poczułem znajome ciepło rozpierające moje wnętrze.
- Dlatego powinniśmy być razem - szepnąłem tuż przy jej uchu, odgarniając delikatnie jej koszulkę tak, by tatuaż który się pod nią skrywał, ujrzał światło ziemne. - Bo dopełniamy się jak nikt inny. Tyle razem przeszliśmy, w ciągu tak krótkiego czasu. Nie pozwólmy żeby to wszystko się tak skończyło.
- Filip... Ja nie wiem.. - jąkała się, spoglądając na moje palce, znaczące kontur tatuażu.
- Wiesz jakie to uczucie zasypiać co wieczór z nadzieją że gdy otworzę oczy, ty będziesz pierwszym co zobaczę rano, a w zamian za to, widzisz tylko puste miejsce obok siebie ?
- Wiem.. - po raz pierwszy tego wieczora spojrzała mi w oczy z własnej woli.
- Więc daj mi jeszcze jedną szansę. Daj szansę nam. Dobrze wiesz że potrzebujemy się nawzajem. - Jeszcze nigdy nie mówiłem o swoich uczuciach tak otwarcie. To pierwszy raz kiedy czułem że muszę to powiedzieć. Dla tej dziewczyny byłem gotowy zrobić dosłownie wszystko. Zupełnie jak narkoman dla kolejnej działki.
- Kocham cię Mała. Nie każ mi żyć bez siebie, bo nie potrafię tego robić.
Kiedy nie odpowiedziała na moje wyznanie, odsunąłem się od niej, zdając sobie sprawę że to już koniec. Złapałem za klamkę, chcąc jak najszybciej wydostać się z tego mieszkania. Byłem pewien że jeśli zostanę tu choćby chwilę dłużej, popłaczę sie jak dziecko.
Nie do opisania jest więc moje zaskoczenie, kiedy para rąk owinęła się wokół mojego ramienia, przyciągając mnie w ten sposób do siebie. Popatrzyłem na dziewczynę która momentalnie stanęła na palcach, przyciskając swoje usta do moich.
- Ja ciebie też - uśmiechnęła się szeroko przez łzy.
Przyciągnąłem ją jeszcze bliżej siebie, czując jak radość rozpływa się po całym moim ciele.

~*~


DUM DUM DUM ! Już w ferie startuje II CZĘŚĆ MAM CIĘ ! Na obecną chwilę potrzebuję trochę przerwy od pisania ale myślę że w przyszłym tygodniu ruszę pełną parą. Druga część miała się w ogóle nie pokazawać jednak te wszystkie komantarze... Robię to dla Was kochani. Jednak nie zdziwcie się jeśli będę potrzebowała pomocy od Was ;** Kocham Was i do napisania <3 p="">

niedziela, 19 stycznia 2014

Mam Cię cz*78

Stałam przed drewnianymi drzwiami w jednej z Krakowskich kamienic, spoglądając to na numer mieszkania, to na adres zapisany w moim telefonie. Drżącą z podekscytowania ręką sięgnęłam po plik kluczy, spoczywających na dnie mojej torebki. Niepwnie wsunęłam go do zamka.
Przekraczając próg drzwi czułąm rosnące z każdą chwilą podekscytowanie które zamieniało się w coraz to większe... rozczarowanie. Mieszkanie było kompletną ruderą. Puste wnętrza, naderwane tapety, masa kurzu. W co ja się wpakowałam..... Rzuciłam walizkę z ubraniami w niewielkiej sypialni, tuż koło starego, zniszczonego łóżka. Przysiadłam na skraju materaca, pocierając dłońmi o skronie, aby zniwelować w ten sposób nasilający się ból głowy. Czekało mnie więcej pracy niż mi się to początkowo wydawało.

~*~

W przeciągu tygodnia udało mi się znaleźć pracę. Co prawda, kelnerka w jednej z krakowskich restauracji to nie był szczyt moich ambicji, jednak na razie to musiało mi wystarczyć. Udało mi się także doprowadzić mieszkanie do w miarę normalnego stanu. Nadal jestmem w trakcie malowania ścian w salonie i w kuchni, ale jak to mówią - dalej do początku niż końca.
Powoli oswajałam się z nowym miejscem. Już mniejwięcej orientowałam się, który tramwaj gdzie jedzie, a także
Jedyne czego naprawdę mi brakowało, to czyjegoś towarzystwa.
Nie znałam tu jeszcze nikogo, oprócz dwóch dziewczyn z pracy, Kamili i Majki które także były kelnerkami i Krystiana, kucharza. Utrzymywaliśmy całkiem niezły kontakt. Dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się, jednak nigdy nie wyszło to poza progi restauracji w której pracowaliśmy.
Kończyłam właśnie malowanie jednej z kuchnnych ścian, kiedy rozdzwonił się mój telefon.
- Cześć Nicola ! - usłyszałam wesoły głos Sary.
- Sara ? - szczęka opadła mi ze zdziwienia.
- Tak. Słuchaj , możemy się spotkać ?
- Nie, niestety nie... - mruknęłam.
- Nicola.. Ja wiem że nadal jesteś zła, ale proszę tylko o 10 minut. - mruknęła. W myślach widizałam jej zirytowany wyraz twarzy.
- To niemożliwe.. Nie ma mnie w Sopocie..
- Um.. Więc kiedy będziesz ?
- Na święta... - o ile w ogóle - Wyprowadziłam się z tamtąd. - westchnęłam mocząc wałek malarski w białej farbie.
- J-jak to ? - zająknęła się. - Gdzie jesteś ?
- W... - zawachałam się. Wyjechałam po to by uwolnić się między innymi także od Pawła. Ona jest jego dziewczyną... - Mieszkam teraz w Warszawie.
- Och... - tylko tyle wydostało się z jej ust. - Dlaczego wyjechałaś ? - spytała cicho.
- Ja... Potrzebowałam przerwy od Sopotu, od tego wszytskiego. Poza tym i tak bym to zrobiła po wakacjach.
- Filip u mnie był. - wyrzuciła na jednym wydechu a ja zamarłam na dźwięk imienia chłopaka.
- Nie obchodzi mnie to. - mruknęłam. To nie tak że nie myślałam o nim ani raz odkąd tu jestem. Wręcz przeciwnie.  Zaprzątał moją głowę 24 na dobę. Wszystko mi o nim przypominało. Każdy najmniejszy gest. Ponadto w rzeczach które niedawno wysłał mi tata z Sopotu, znalazłam także jego koszulkę. Nie mogłam pozbyć się z mojego życia. Za bardzo mną zawładnął. Zarówno sercem jak i umysłem. Inni faceci mogli dla mnie nie istnieć. Liczył sie tylko on.  Nikt inny.
- Wiem.. Rozumiem... Znaczy nie rozumiem - zawahała sie -  Ale gdybyś go widziała.. Widziała w jakim stanie się teraz znajduje... On jest wrakiem.
- Sara..
- Nie. Cokowliek się między wami stało, on cierpi teraz bardziej niż możesz to sobie wyobrazić. Nachodzi mnie, odkąd dowiedział sie że wyjechałaś.
- Dowiedział się ? -
- Aha - przytaknęła cicho - Porozmawiaj z nim...
- Nie. - jęknęłam cicho.
Nie potrafiłam. Nie teraz.
- On naprawdę tego potrzebuje.. On niszczy sam siebie. Pije... W ciągu jedno weekendu wyrzucono go z czterech klubów. Za każdym razem przyczyną jest pobicie kogoś. Przewanie do nieprzytomności. Cały Sopot aż chuczy..
- Powinnaś porozmawiać o tym z Moniką. On dla mnie już nie istnieje. Zresztą, tak jak ja dla niego. - On dla mnie nie istnieje. Pożałowałam mych słów tak szybko, jak tylko wypłynęły  zmoich ust. Oczywiście że tak nie myślałam. Wmawiałam to sobie, ponieważ tak było mi wygodniej o bólu który cały czas rozrywał moje serce.
- Nicola ale ..
- Nie. - przerwałam surowo - Muszę kończyć. - rozłączyłam się, nim zdążyła cokolwiek powiedzieć. Wściekła, rzuciłam telefon na kanapę przykrytą folią i zabrałam się za malowanie. Przyłożyłam wałek do ściany, kiedy komórka po raz kolejny sie rozdzwoniła. Wcześniej udawało mi się ignorować niesutępliwy sygnał, przychodzącego połączenia jednak teraz nie wytrzymałam. Przusnąwszy palcem po ekranie, odebrałam.
- Odpuść ! Nie mam zamiaru z nim rozmawiać rozumiesz ?! - wrzasnęłam do słuchawki.
- Wow dziewczyno ! Spokojnie - zaśmiał się Dawid.
- Um.. To ty - jęknęłam lekko speszona - Przepraszam.
- Jest okej - zaśmiał się - Co słychać ? Dawno się nie odzywałaś....
- Koszmarnie. Moje mieszkanie to kompletna rudera. Przynajmniej udało mi się znaleźć pracę.
- Remont ? Nie potrzebujesz czasem pomocy ? Tak się składa że mam tydzień wolnego między praktykami.
- Pewnie ! Kiedy będziesz ?  - naprawdę sie ucieszyłam. Wreszcie będę miała do kogo się odezwać.
- Myślę że uda mi się złapać pociąg po jutrze,
- Super. Już nie mogę się doczekać.

Ślęczeliśmy na telefonie przez kolejne dwadzieścia minut. Chłopak śmiał się że mój tata już prawie się do nich przeprowadził. Musi czuć się strasznie samotny w domu, skoro teraz już nawet nocuje u Renaty. Tylko patrzeć aż do moich drzwi zapuka listonosz  z zaproszeniem na śłub w ręku. Oczywiście nie miałam nic przeciwko temu. Jeżli Renata była tą która go napradę uszczęśliwia, to dlaczego miała bym im stanąć na drodze do szczęścia ?
Podgrzewałam sobie "kolację" w postaci dania z puszki w mikrofalówce, kiedy na ekranie laptopa wyskoczyło okienko z nową wiadomością meilową. Zaintrygowana, otworzyłam ją. Brak nadawcy widomości - bo raczej adres 123@onet.pl nie wydawał się czyjąś prawdziwą, używaną skrzynką pocztową.
" Wiem że nie chcesz ze mną rozmawiać. Wiem że nie chcesz na mnie patrzeć ale posłuchaj tego. Proszę. Nie potrafię wyrazić tego co czuję, myślę że ta piosenka może pmóc zrozumieć, o co mi chodzi.          F.  "

Trzęsącymi się rękoma najechałam myszką na link zamieszczony poniżej i otworzyłam go w nowej karcie.
(   http://www.youtube.com/watch?v=qeXjPMncGi8   polecam włączyć piosenkę, wprowadzi w nastrój :) )

Z głośników popłynęła muzyka, a ja usiadłam na podłodze pod ścianą, ściskając w dłoniach kubek herbaty.


To przy Tobie brak mi tchu, zwalnia bicie mego serca,
Dzięki Tobie cieszę się, uwierz w to, bo nie wkręcam.
To przy Tobie brak mi słów no i nie wiem jak zagadać.
Jestem Twoją marionetką, uczuciami możesz władać.
Na kolana tutaj padać, nic, nie ma tej potrzeby,
Przecież nie jest tak tragicznie, żebym zniżał się do gleby.
Czasem smutny, Ty wesoła no i odwrotnie też bywa.
Zobacz dla Ciebie kawałek na bitach tak wciąż ubywam.
Sama prawda nie zgrywa, słuchaj co Ci jeszcze powiem
Moja miłość do Ciebie działa wciąż jak bieg po zdrowie.
Ciągle siedzisz mi w głowie, nie wypędzę Cię łatwo !
Jeszcze wzmacniam wyobraźnię swoją uczuciową gadką.
Pisze coś i siedzę z kartką, później sama myśl o Tobie.
Źle się dzieje ze mną, dzieje się tak przy Tobie.
Nie umieszczę tego w słowie jakim uczuciem Cię darzę,
Mógłbym napisać poemat i tak za mało tych zdarzeń.
Serce było popękane, ale zalepiasz uczuciem,
Które mam nadzieję darzysz, ja jestem z takim odczuciem.
Czasem nie wiem co robić, jak Cię szczerze zadowolić.
Nie posłucham się koleżków, którzy każą to pierdolić !
Jestem prostym chłopakiem, który nie jest wyjątkowy,
Który potrafi uczucia wypuszczać w postaci mowy.
Teraz nie ryje głowy prośbą : zostań na zawsze.
Tylko nawijam uczucia, które przez me życie taszczę.
Kocham na Ciebie patrzeć, to przy Tobie staje czas.
Muszę uwierzyć w to wszystko, a Ty uwierz Skarbie w Nas.
Nie ma przerwy na reklamy albo coś w stylu zamuły.
Jestem człowiekiem z ulicy, który potrafi być czuły !
Ja się nie zmienię, więc przestań narzekać.
Jeśli we mnie wierzysz, to jak chcesz możesz poczekać.
Na spontanie to nagranie i na bicie nadawanie,
U niektórych udawanie, u mnie płynie prosto z serca.
Jadę razem z bitem, to mnie w życiu nakręca,
Wczuwam się w to tak na lajcie i Wy też się w to wczuwajcie !
Kierunek muzyka, taką drogę ja wybrałem,
Możesz postąpić inaczej, ale ja to wybrać chciałem !
Wiesz, nigdy nie przegram życie, wolność słabości.
Muszę zaznać jeszcze trochę tej prawdziwej miłości.
Już za dużo przeżyłem, za dużo już dostałem,
By nagle całkiem przegrać, nigdy się nie poddałem !
Uwierz, nie przegram życia, to za cenne, za dobre.
To dla Was przyjaciele same słowa szczere, mądre !
Za ostatni grosz bym odkupił Ciebie, Mała,
Żebyś była przy mnie blisko i się ze mną całowała !
Żebyś ze mną rozmawiała, tak jak dotychczas to jest.
Kocham Ciebie ma Królowo ! Kończę zajebisty tekst.
( Ziarecki - Przy Tobie )

Łzy płynęły po mojej twarzy całymi strumieniami.. Tak bardzo chciałabym go teraz przytulić. Powiedzieć że wszystko będzie dobrze. Jednak nie mogłam. Bojąc się być zranioną po raz drugi, wyłączyłam laptop nie dając Filipowi żadnej odpowiedzi. Wyciągnęłam z mikrofalówki zimną już zupę i zalewając się łzami, usiadłam spowortem na podłodze.

~*~

Więc... Oto był ostatni rozdział Mam Cię. Sama nie wierzę że to już koniec. Niedługo UKAŻE SIĘ EPILOG. Nie jestem dokładnie pewna kiedy. Postaram się jak najszybciej. Jednak wydaje mi się że będzie on dość długi, więc albo podzielę go na dwie części, albo dodam z delikatnym opóźnieniem.
Cóż... To tyle.
Do napisania Kochani ! <3 br="" data-mce-bogus="1">

Hej hej hej :D

Na prośbę jednej z czytelniczek, przygotowałam dla Was listę moich ulubionych blogów / opowiadań. 
Jest ich naprawdę masa, dlatego postanowiłam wybrać 10 - moim zdaniem najlepszych. 

1. After
2. Cold oraz druga część ; Chills
3. BRONX  ( Justin Bieber - mój ukochanyyy aaaa <3 nbsp="" p="">
5. Pamiętnik Diabła oraz druga część Proces Diabła
6. Wszystkie III części "Szmaragdów" które znajdziecie na profilu endlowhazz
10. Change



Możecie znaleźć mnie na Wattpadzie :)
Zapraszam ^^ 

sobota, 18 stycznia 2014

Mam Cię cz*77

Przez ostatni tydzień moje życie diametralnie się zmieniło. Panicznie bałam się wychodzić z domu. Wspomnienia z tamtego, feralnego wieczora wracały do mnie za każdym razem gdy przekraczałam próg domu. Gdy szłam ulicą, nerwowo obracałam się za siebie dosłownie co kilka sekund, aby upewnić się że gdzieś za mną nie czai się Paweł. Popadałam w totalną paranoję.

Dawid był dla mnie oparciem, przez minione dni. Odkąd podpatrzył u mnie sms który wysłał mi tamtego wieczoru Paweł, postanowił zabawić się w mojego osobistego ochroniarza. Byłam mu niezmiernie wdzięczna. Gdyby nie on, nie wiem co by się ze mną działo. Nie miałam nikogo oprócz właśnie niego. Michał siedział w Warszawie, w akademiku, Tata albo pracował, albo spędzał czas z Renatą.

Dawid oczywiście nalegał abym powiedziała mu o wszystkim, jednak twardo ignorowałam jego prośby. Uważałam że tata nie powinien o tym wiedzieć. Przysporzyła bym mu tym tylko niepotrzebnych zmartwień a z powodu jego ostatniego kryzysu w firmie w której pracuje, ma ich naprawdę więcej.

Wychodząc z domu, rzuciłam okiem na kalendarz. 29 czerwca. Koniec roku szkolnego, koniec spędzania godzin nad książkami, koniec liceum. Już jutro usiądę w jednym z pociągowych przedziałów i przejadę nim te kilkaset kilometrów, na drugi koniec Polski, by móc zacząć nowe życie w Krakowie.

Mimo początkowych oporów taty, udało mi się go przekonać, iż powinnam pojechać tam znacznie wcześniej niż końcem lipca.

Rozpaczliwie chciałam stąd wyjechać. Jak najdalej od całego tego bajzlu, który miałam nadzieję zostawić w Sopocie.

Sara znów ze mną nie rozmawia. Powód ? - Impreza. Opowiedziałam jej o wszystkim. Od początku do samego końca. A ona ? Wyśmiała mnie, mówiąc jaki to Paweł jest idealny i  niemożliwym jest aby mógł zrobić coś takiego. Więc wyszłam na totalną kłamczuchę, która jest zazdrosna o chłopka przyjaciółki.

Więc to już trzecia osoba w przeciągu miesiąca, która znalazła się na liście "osób do unikania".

Sara, Paweł, Filip....

Z nim także nie miałam żadnego kontaktu. Od momentu w którym zadzwonił tamtego wieczoru, nie miałam okazji usłyszeć jego głosu o zobaczeniu jego pięknej, idealnej twarzy już nawet nie wspomnę.

- Nicola ! - do moich uszu dobiegł krzyk Dawida który nagle pojawił się tuż za mną. - Nie słyszałaś jak wołam ?

- Nie. Przepraszam - pokiwałam głową, przytulając go lekko na przywitanie. - Zamyśliłam się.

- Wyglądasz okropnie - mruknął spoglądając na mnie.

- Dzięki. - uśmiechnęłam się sztucznie, udając przy tym oburzoną choć sama bardzo dobrze wiedziałam jak tragicznie prezentuje się moja twarz. Na pewno lepiej niże te dwa, trzy dni temu ale nadal prawy policzek był napuchnięty a dodatkowo pokrywała go blaknąca już sinizna.

- Wybacz - zaśmiał się, dorównując mi kroku - Więc jutro wyjeżdżasz tak ?

- Mhmm - mruknęłam cicho.

- Będę tęsknił wiesz ? - uścisnął lekko moje ramię. Oderwałam wzrok od chodnika, by móc spojrzeć w jego ciemne oczy.

- Ja też... - westchnęłam przytulając go - Odwiedzisz mnie czasem prawda ?

- Chyba nie myślisz że pozbędziesz się mnie tak łatwo ? - zachichotałam na jego słowa. Już nie mogłam się doczekać mojego "nowego" życia.

~*~


Obudziłam się zadziwiająco wcześnie. Podekscytowanie wzięło górę i już od godziny piątej nie mogłam zmrużyć oka. Cóż, dzisiaj mój "wielki dzień". Wreszcie się usamodzielnię. Zamieszkam sama. Stanę się niezależna. Wreszcie będę mogła sama decydować o tym, gdzie, kiedy, z kim i o której wyjdę z mieszkania. Nikt nie będzie prawił mi kazań na temat tego że mam bałagan w pokoju Kartonowe pudła stały na środku mojego pokoju, zaadresowane i gotowe do wysłania. Myślami byłam już w "moim" mieszkaniu.
- Nicola ! Zaraz musimy wychodzić. - do moich uszu dobiegły krzyki taty z dołu.
Ogarnęłam wzrokiem pokój po raz ostatni, po czym upewniwszy się że to co najpotrzebniejsze mam spakowane, po czym wyszłam na korytarz. Stanęłam jak sparaliżowana, gdy napotkałam wzrokiem Michała. Ściskał w dłoni moją walizkę, posyłając mi szeroki uśmiech. 
- Nie wiedziałam że przyjeżdżasz. - mruknęłam,, przytulając go.
- Jak mógłbym sie nie pożegnać? - zachichotał, czochrając moje włosy.
- Ludzie... - westchnęłam - Dajcie spokój z tym żegnaniem. Nie wyjeżdżam przecież na zawsze ! - niestety" dodałam w myślach.
- Ale i tak wszyscy będą tęsknić za takim uparciuchem jak ty. Kto teraz będzie męczył tatę o wyższe kieszonkowe, kiedy ciebie nie będzie ?
Wywróciłam oczami. Kochana rodzinka, zawsze potrafi docenić człowieka...
Po tym jak Renata wręczyła mi torbę wypakowaną po brzegi jedzeniem na drogę, wsiadłam wreszcie do samochodu. Och, tak. Pożegnać się przyjechali dosłownie wszyscy. Renata, Agnieszka, Adrian. Brakowało mi jeszcze tylko transparentu "ŻEGNAJ NICOLA ! ". No bo serio.. Jak Michał wyjeżdżał do akademika nie było w domu takich cyrków.
- Nicola, proszę odezwij się jak będziesz już w Krakowie - westchnął tata, zatrzymując się na światłach.
Potaknęłam cicho, wyglądając przez otwarte okno. Przymknęłam oczy. Słońce przypiekało delikatnie do mojej twarzy, Zdecydowanie będę tęsknić za Sopotem. Mimo wszystko.
Nagle na ulicy zrobiło się dość głośno. Otworzyłam oczy by sprawdzić co się dzieje. Tuż obok, na sąsiednim pasie zatrzymał się motocyklista, także czekając na zielone światło. Promienie słoneczne odbijały się od czarnego lakieru bestii na dwóch kółkach, rażąc mnie w oczy. Zaraz... Ja znam ten motor !
Zamrugałam gwałtownie, próbując ignorować niekomfortowe światło. Wytężyłam wzrok by dostrzec jakiś szczegół który będzie mógł upewnić mnie w przekonaniu że to właśnie ta, konkretna maszyna. Dopiero w chwili gdy kierowca pojazdu odwrócił głowę w moim kierunku, byłam pewna. Mężczyzna ściągnął kask, nadal nie odwracając wzroku od mojej twarzy,a ja zamarłam. Filip. Właśnie dlatego chcę stąd wyjechać. Aby uniknąć sytuacji jak ta. Wpatrywałam się w bruneta dopóki w moich oczach nie pojawiły się łzy. Widziałam jego zdziwienie gdy skanował moją twarz do momentu aż nie zatrzymał się na sinym policzku. Momentalnie zsiadł z motoru i szybkim krokiem skierował się w moim kierunku. A ja ? A ja spanikowałam. Nacisnęłam guzik środkowym palcem, zamykając w ten sposób szybę. Kiedy był  już blisko, nabrałam powietrza w płuca. 
- Błagam, jedź już tato - przemawiała przeze mnie panika. Bałam się starcia z Filipem oko w oko. Każde, nawet najmniejsze spojrzenie na jego osobę, sprawiało mi ból. 
- Ale jest czerwone- tata był wyraźnie zdziwiony moją prośbą.
- Proszę ! - jęknęłam. 
Dopiero kiedy rozeszło się pukanie do szyby, tata zrozumiał o co mi chodziło.
- Żegnaj - wyszeptałam bezgłośnie w kierunku Filipa, zanim samochód ruszył z miejsca. Widział to. Wiem że widział. Grymas w jakim wykrzywił twarz mówił sam za siebie. Nie rozumiałam go. Niecały miesiąc temu zostawił mnie zapłakaną w parku, mówiąc że to była tylko dobra zabawa która mu się już znudziła. A teraz? Wyglądał jakby cierpiał. "To pewnie jego kolejna gra" szepnęła mi podświadomość a ja postanowiłam posłuchać jej słów. Filip to już rozdział zamknięty. Raz na zawsze. Sam tego chciał.
Spoglądając w boczne lusterko ujrzałam stojącego w tym samym co wcześniej miejscu. Nie reagując na trąbienie samochodów, wpatrywał się w kierunku w którym odjeżdżaliśmy. Dopiero kiedy jakiś koleś podszedł do niego, wskazując dłonią na korek jaki się przez niego utworzył, rzucił z całej siły kaskiem o asfalt i wsiadłszy na motor, odjechał.


~*~

Przepraszam, przepraszam, przepraszam ! 
Wiem że późno, ale miałam dzisiaj coś w rodzaju zjazdu rodzinnego. 
Nie mogłam się wyrwać nawet na moment. 
Starałam się napisać jak najszybciej. 
Nie wiem jak wyszło.. Sami oceńcie. 
Kocham Was Mikka <3 p="">
( następny w okolicach środy )