sobota, 18 stycznia 2014

Mam Cię cz*77

Przez ostatni tydzień moje życie diametralnie się zmieniło. Panicznie bałam się wychodzić z domu. Wspomnienia z tamtego, feralnego wieczora wracały do mnie za każdym razem gdy przekraczałam próg domu. Gdy szłam ulicą, nerwowo obracałam się za siebie dosłownie co kilka sekund, aby upewnić się że gdzieś za mną nie czai się Paweł. Popadałam w totalną paranoję.

Dawid był dla mnie oparciem, przez minione dni. Odkąd podpatrzył u mnie sms który wysłał mi tamtego wieczoru Paweł, postanowił zabawić się w mojego osobistego ochroniarza. Byłam mu niezmiernie wdzięczna. Gdyby nie on, nie wiem co by się ze mną działo. Nie miałam nikogo oprócz właśnie niego. Michał siedział w Warszawie, w akademiku, Tata albo pracował, albo spędzał czas z Renatą.

Dawid oczywiście nalegał abym powiedziała mu o wszystkim, jednak twardo ignorowałam jego prośby. Uważałam że tata nie powinien o tym wiedzieć. Przysporzyła bym mu tym tylko niepotrzebnych zmartwień a z powodu jego ostatniego kryzysu w firmie w której pracuje, ma ich naprawdę więcej.

Wychodząc z domu, rzuciłam okiem na kalendarz. 29 czerwca. Koniec roku szkolnego, koniec spędzania godzin nad książkami, koniec liceum. Już jutro usiądę w jednym z pociągowych przedziałów i przejadę nim te kilkaset kilometrów, na drugi koniec Polski, by móc zacząć nowe życie w Krakowie.

Mimo początkowych oporów taty, udało mi się go przekonać, iż powinnam pojechać tam znacznie wcześniej niż końcem lipca.

Rozpaczliwie chciałam stąd wyjechać. Jak najdalej od całego tego bajzlu, który miałam nadzieję zostawić w Sopocie.

Sara znów ze mną nie rozmawia. Powód ? - Impreza. Opowiedziałam jej o wszystkim. Od początku do samego końca. A ona ? Wyśmiała mnie, mówiąc jaki to Paweł jest idealny i  niemożliwym jest aby mógł zrobić coś takiego. Więc wyszłam na totalną kłamczuchę, która jest zazdrosna o chłopka przyjaciółki.

Więc to już trzecia osoba w przeciągu miesiąca, która znalazła się na liście "osób do unikania".

Sara, Paweł, Filip....

Z nim także nie miałam żadnego kontaktu. Od momentu w którym zadzwonił tamtego wieczoru, nie miałam okazji usłyszeć jego głosu o zobaczeniu jego pięknej, idealnej twarzy już nawet nie wspomnę.

- Nicola ! - do moich uszu dobiegł krzyk Dawida który nagle pojawił się tuż za mną. - Nie słyszałaś jak wołam ?

- Nie. Przepraszam - pokiwałam głową, przytulając go lekko na przywitanie. - Zamyśliłam się.

- Wyglądasz okropnie - mruknął spoglądając na mnie.

- Dzięki. - uśmiechnęłam się sztucznie, udając przy tym oburzoną choć sama bardzo dobrze wiedziałam jak tragicznie prezentuje się moja twarz. Na pewno lepiej niże te dwa, trzy dni temu ale nadal prawy policzek był napuchnięty a dodatkowo pokrywała go blaknąca już sinizna.

- Wybacz - zaśmiał się, dorównując mi kroku - Więc jutro wyjeżdżasz tak ?

- Mhmm - mruknęłam cicho.

- Będę tęsknił wiesz ? - uścisnął lekko moje ramię. Oderwałam wzrok od chodnika, by móc spojrzeć w jego ciemne oczy.

- Ja też... - westchnęłam przytulając go - Odwiedzisz mnie czasem prawda ?

- Chyba nie myślisz że pozbędziesz się mnie tak łatwo ? - zachichotałam na jego słowa. Już nie mogłam się doczekać mojego "nowego" życia.

~*~


Obudziłam się zadziwiająco wcześnie. Podekscytowanie wzięło górę i już od godziny piątej nie mogłam zmrużyć oka. Cóż, dzisiaj mój "wielki dzień". Wreszcie się usamodzielnię. Zamieszkam sama. Stanę się niezależna. Wreszcie będę mogła sama decydować o tym, gdzie, kiedy, z kim i o której wyjdę z mieszkania. Nikt nie będzie prawił mi kazań na temat tego że mam bałagan w pokoju Kartonowe pudła stały na środku mojego pokoju, zaadresowane i gotowe do wysłania. Myślami byłam już w "moim" mieszkaniu.
- Nicola ! Zaraz musimy wychodzić. - do moich uszu dobiegły krzyki taty z dołu.
Ogarnęłam wzrokiem pokój po raz ostatni, po czym upewniwszy się że to co najpotrzebniejsze mam spakowane, po czym wyszłam na korytarz. Stanęłam jak sparaliżowana, gdy napotkałam wzrokiem Michała. Ściskał w dłoni moją walizkę, posyłając mi szeroki uśmiech. 
- Nie wiedziałam że przyjeżdżasz. - mruknęłam,, przytulając go.
- Jak mógłbym sie nie pożegnać? - zachichotał, czochrając moje włosy.
- Ludzie... - westchnęłam - Dajcie spokój z tym żegnaniem. Nie wyjeżdżam przecież na zawsze ! - niestety" dodałam w myślach.
- Ale i tak wszyscy będą tęsknić za takim uparciuchem jak ty. Kto teraz będzie męczył tatę o wyższe kieszonkowe, kiedy ciebie nie będzie ?
Wywróciłam oczami. Kochana rodzinka, zawsze potrafi docenić człowieka...
Po tym jak Renata wręczyła mi torbę wypakowaną po brzegi jedzeniem na drogę, wsiadłam wreszcie do samochodu. Och, tak. Pożegnać się przyjechali dosłownie wszyscy. Renata, Agnieszka, Adrian. Brakowało mi jeszcze tylko transparentu "ŻEGNAJ NICOLA ! ". No bo serio.. Jak Michał wyjeżdżał do akademika nie było w domu takich cyrków.
- Nicola, proszę odezwij się jak będziesz już w Krakowie - westchnął tata, zatrzymując się na światłach.
Potaknęłam cicho, wyglądając przez otwarte okno. Przymknęłam oczy. Słońce przypiekało delikatnie do mojej twarzy, Zdecydowanie będę tęsknić za Sopotem. Mimo wszystko.
Nagle na ulicy zrobiło się dość głośno. Otworzyłam oczy by sprawdzić co się dzieje. Tuż obok, na sąsiednim pasie zatrzymał się motocyklista, także czekając na zielone światło. Promienie słoneczne odbijały się od czarnego lakieru bestii na dwóch kółkach, rażąc mnie w oczy. Zaraz... Ja znam ten motor !
Zamrugałam gwałtownie, próbując ignorować niekomfortowe światło. Wytężyłam wzrok by dostrzec jakiś szczegół który będzie mógł upewnić mnie w przekonaniu że to właśnie ta, konkretna maszyna. Dopiero w chwili gdy kierowca pojazdu odwrócił głowę w moim kierunku, byłam pewna. Mężczyzna ściągnął kask, nadal nie odwracając wzroku od mojej twarzy,a ja zamarłam. Filip. Właśnie dlatego chcę stąd wyjechać. Aby uniknąć sytuacji jak ta. Wpatrywałam się w bruneta dopóki w moich oczach nie pojawiły się łzy. Widziałam jego zdziwienie gdy skanował moją twarz do momentu aż nie zatrzymał się na sinym policzku. Momentalnie zsiadł z motoru i szybkim krokiem skierował się w moim kierunku. A ja ? A ja spanikowałam. Nacisnęłam guzik środkowym palcem, zamykając w ten sposób szybę. Kiedy był  już blisko, nabrałam powietrza w płuca. 
- Błagam, jedź już tato - przemawiała przeze mnie panika. Bałam się starcia z Filipem oko w oko. Każde, nawet najmniejsze spojrzenie na jego osobę, sprawiało mi ból. 
- Ale jest czerwone- tata był wyraźnie zdziwiony moją prośbą.
- Proszę ! - jęknęłam. 
Dopiero kiedy rozeszło się pukanie do szyby, tata zrozumiał o co mi chodziło.
- Żegnaj - wyszeptałam bezgłośnie w kierunku Filipa, zanim samochód ruszył z miejsca. Widział to. Wiem że widział. Grymas w jakim wykrzywił twarz mówił sam za siebie. Nie rozumiałam go. Niecały miesiąc temu zostawił mnie zapłakaną w parku, mówiąc że to była tylko dobra zabawa która mu się już znudziła. A teraz? Wyglądał jakby cierpiał. "To pewnie jego kolejna gra" szepnęła mi podświadomość a ja postanowiłam posłuchać jej słów. Filip to już rozdział zamknięty. Raz na zawsze. Sam tego chciał.
Spoglądając w boczne lusterko ujrzałam stojącego w tym samym co wcześniej miejscu. Nie reagując na trąbienie samochodów, wpatrywał się w kierunku w którym odjeżdżaliśmy. Dopiero kiedy jakiś koleś podszedł do niego, wskazując dłonią na korek jaki się przez niego utworzył, rzucił z całej siły kaskiem o asfalt i wsiadłszy na motor, odjechał.


~*~

Przepraszam, przepraszam, przepraszam ! 
Wiem że późno, ale miałam dzisiaj coś w rodzaju zjazdu rodzinnego. 
Nie mogłam się wyrwać nawet na moment. 
Starałam się napisać jak najszybciej. 
Nie wiem jak wyszło.. Sami oceńcie. 
Kocham Was Mikka <3 p="">
( następny w okolicach środy )

środa, 15 stycznia 2014

Mam Cię cz*76

- Witaj Kochanie - podniosłam głowę na dźwięk padających słów, by upewnić się że są skierowane do mnie. - Obiecałem że niedługo się spotkamy, więc jestem.
Zamarłam. Na masce samochodu tuż przede mną siedział Paweł obdarzając mnie swoim sarkastycznym uśmiechem. Byłam pewna że coś knuje.
Ale zamiast wstać z zimnego krawężnika, odejść, uciec - cokolwiek ! - po prostu się rozpłakałam. Tak. Płakałam jak małe dziecko pociągając przy tym  niezbyt atrakcyjnie tym nosem. W duchu wierzyłam że był to Filip..
- To ty ?! Ty byłeś w moim pokoju, ty zostawiłeś tą kartkę ?!
- Oczywiście że ja kochanie. - zakpił - A kogo się spodziewałaś ?
Właśnie.. Kogo się spodziewałam ? Filipa ? Ma Monikę. Po co miałby chcieć się ze mną spotkać ? Chyba najwyższa pora pogodzić się z faktem, że Nicola i Filip to rozdział zamknięty.
- Stary... Ona tak zawsze ? - nagle dobiegł mnie drugi głos, tuż zza moich pleców.
Paweł spojrzał na chłopaka dając znak by rozwinął swoją myśl.
- No.. Ryczy za każdym razem gdy cię widzi ? - zakpił nadal stojąc za mną. Zaśmiałam się w duchu gratulując sobie talentu do doboru "przyjaciół". Czy przez całe moje życie będę trafiać na skończonych dupków ?
- Nie pierdol tylko bierz ją i do samochodu. - warknął Paweł siadając za kierownicą.
Zaraz co ? Czy to normalne że nie byłam wystraszona ? Bo nie byłam... W zamian za to kierowała mną tylko złość, rozczarowanie, żal.
- Błagam Nyśka... Zrób to po dobroci - puścił mi oczko, odpalając samochód.
Boże... Podniósłszy się z  zimnego krawężnika, skierowałam się  w kierunku tylnych drzwi. Chłopak idący za mną był wyraźnie zdziwiony faktem iż nie stawiam jakiegokolwiek oporu. Pociągnęłam za klamkę i kiedy już miałam wsiadać do środka, trzasnęłam drzwiami odbiegając od pojazdu. Starałam się biec jak najszybciej. Gdziekolwiek, byle jak najdalej od tej dwójki.
Kiedy już zbliżałam się do rogu budynku, poczułam silny ból w dole pleców. Sparaliżowana strachem który postanowił jednak zawitać, osunęłam się na ziemię. Nie musiałam długo czekać na moich oprawców. Już kilka sekund później taszczyli mnie do samochodu. Próbowałam się wyrywać. Robić cokolwiek, jednak ból tylko się nasilał. Odpuściłam. Byłam wręcz gotowa by oswoić się z myślą że to już koniec. Nie.. Nie zabiją mnie. Bo nie zabiją prawda ?
- Przebiegła suka - splunął chłopak uderzając pięścią w moją twarz. Będzie śliwa - prychnęłam.
Zaskomlałam z bólu.
- Dlaczego ? - wyjąkałam. Tylko tyle byłam w  stanie wykrztusić, choć w mojej głowie wiła się już wiązka przekleństw w kierunku chłopaków.
- Kochanie.. Przecież nie jesteś głupia... - zakpił Paweł ujmując kciukiem mój podbródek. Robił to dość boleśnie jeśli mam być szczera.
Nie miałam zielonego pojęcia o co może chodzić temu psycholowi. Odkąd tylko wpadłam na niego na tych nieszczęsnych wakacjach, postanowił zrujnować mi życie.
- Jesteśmy sobie pisani kochanie - zaśmiał się donośnie. Coś jak w tych horrorach kiedy "czarny charakter" przejmuje nad wszystkim kontrolę.Oryginalnie prawda ?
Nagle, w lewej kieszeni moich spodni rozdzwonił się telefon. Paweł zatrzymał się, wyciągając go i spoglądając na wyświetlacz. 
- Odbierz. - puścił moje ramię - Tylko bez numerów.
- H-halo ? - wyjąkałam do telefonu.
- Nicola ? - ten głos. Głos który rozpoznała bym wszędzie, o każdej porze dnia i nocy.
- Filip ?
- Możemy porozmawiać ? - on chce rozmawiać. On chce rozmawiać!! Już miałam odpowiedzieć, kiedy telefon został wyrwany z moich dłoni.
- Nie. Nie możecie - rzucił paweł do słuchawki, po czym rozłączył się wrzucając telefon do kieszeni swoich jeansów.
Mówiąc że "zagotowało się we mnie" było totalnym niedopowiedzeniem. Jak on w ogóle śmiał ?! On chciał ze mną rozmawiać a ten dupek.... Ten idiota po prostu się rozłączył.
Wściekła do granic możliwości, wbiłam szpilkę moich czółenek w jego stopę, po czym podjęłam próbę ucieczki numer dwa, modląc się, by ta była efektywniejsza.
Serce biło mi coraz szybciej a mi momentami wydawało się ,że zaraz wyskoczy z mojej klatki piersiowej. Słyszałam za sobą ich kroki, których odgłos jeszcze bardziej pobudzał moje ciało do biegu. Nie mogłam dać się złapać.
Byłam już prawie przy drzwiach klubu kiedy ktoś złapał mnie za nadgarstek. Miałam ochotę się rozpłakac. Ja się pytam, gdzie teraz była ta góra mięsa robiąca za ochroniarza klubu ?
Wściekła odwróciłam głowę w kierunku mojego oprawcy i na oślep zaczęłam okładac go pięściami. A przynajmniej do czasu aż zostałam obezwładniona.
- Hej. Nicola ! Spokojnie ! - otworzyłam oczy, nadal nie zaprzestając prób wyswobodzenia się z uścisku. Przez moje ciało przeszła fala ulgi gdy dostrzegłam przed sobą Dawida. Mówiąc że patrzył na mnie jak na zbiega z psychiatryka naprawdę bym nie przesadziła. - Wszystko okej ?
- Nich nie jest okej - łzy po raz kolejny płynęły strumieniem po moich policzkach.
- Zabiorę cię do domu - pokiwałam lekko głową po czym dałam się pociągnąć w kierunku samochodu.

~*~

- Powiesz mi ? - spytał Dawid przysiadając na skraju łóżka i podając mi woreczek z lodem abym mogła przyłożyć go do napuchniętego policzka.
- Powiem Ci co ? - oczywiście dobrze wiedziałam o co mu chodzi. Jednak byłam tym wszystkim tak cholernie przerażona, że gdy zamykałam oczy , wszystko stawało się niezwykle realne. Zupełnie jakbym znów tam była. Przeżywała to po raz kolejny. Cały ten strach który czułam jeszcze kilkanaście minut temu, teraz nadal trwał we mnie. Można by stwierdzić nawet że z każdą chwilą przybierał na sile. Bałam się ,że oni tu wrócą. Paweł przecież doskonale wie gdzie mieszkam, a raczej nie należy do osób które tak poprostu odpuszczają.
- Przed kim uciekałaś ? - jego ton był dość niepewny. Wyglądał na naprawdę zmartwionego i już na pierwszy rzut oka wiedziałam, że nie spocznie póki nie pozna całej prawdy.
- Nie uciekałam - mruknęłam
- Więc chcesz mi powiedzieć że tak po prostu poszłaś sobie pobiegać w dziesięciocentymetrowych szpilkach ? - zakpił, jednak nie wyglądał na rozbawionego całą tą sytuacją. - Nie rób ze mnie idioty.
Kiedy nie odpowiedziałam, on po prostu westchnął.
Zrobiło mi się głupio.. Po tym wszystkim co dla mnie zrobił.. Pojawił się w chwili, w której najbardziej go potrzebowałam. Zupełnie jak jakiś "SUPER-HERO"..  A ja zachowuję się jak zimna suka.
- Przepraszam.. - wyjąkałam po dłuższej chwili wpatrywania się w pościel na moim łóżku i przeniosłam wzrok na twarz chłopaka. Wpatrywał się we mnie swoimi zielonymi tęczówkami a ja zapragnęłam go przytulić. Jak przyjaciel przyjaciela. Tak bardzo za nim tęskniłam przez cały ten czas kiedy... Cóż, nienawidził mnie. Bo zamiast kogoś, komu naprawdę na mnie zależało, wybrałam osobę dla której od samego początku byłam tylko kołem ratunkowym.
- Przepraszam że byłam dla ciebie taka okropna. Przepraszam że się od ciebie odsunęłam, że nadal to robię. Ale... - zająknęłam się. - Ja nie chcę... Naprawdę nie chcę tego robić..
- Ciiii - przyciągnął mnie na swoje kolana i obejmując mnie lekko ramionami starał się mnie uspokoić. - Jest okej Nicola.
- Nadal mnie nienawidzisz ? - otarłam wierzchem dłoni mokry policzek.
- Jak to nadal ? - odsunął mnie delikatnie od siebie, aby móc spojrzeć w moje oczy - Nigdy cię nie nienawidziłem... Dobra może troszkę, ale tylko na początku. - zaśmiał się wbijając lekko palca w moje ramię.
- Więc... Dowiem się, co się dzisiaj stało ? Tam, przed klubem ? - spytał w końcu.
- Och.. Spotkanie ze starymi przyjaciółmi - zakpiłam zaciskając usta w wąską linię.
- Huh.. Masz ciekawych znajomych...
- Prawda ?
Po raz kolejny zapanowała między nami cisza. Nadal można było wyczuć to napięcie które między nami było, jednak z ulgą mogę stwierdzić że z każdą chwilą opadało.
- Ja... Chyba powinienem się już zbierać. - Chłopak podniósł się z łóżka, z zamiarem wyjścia spokoju.
- Nie.. - jęknęłam. Noc którą miałam przeżyć sama, w tym ogromnym domu, przerażała mnie. - Zostań ze mną.
- Nicola... - potarł dłonią kark, lekko zdezorientowany.
- Proszę. Nie chcę być sama.. Boję się. - przesunęłam się na jedną stronę łóżka, by zrobić chłopakowi miejsce.
- To nie w porządku wobec Filipa.. On jest twoim chłopakiem i ja....
- Byłym chłopakiem - przerwałam mu.
Dawid spojrzał na mnie pytająco, na co wzruszyłam tylko ramionami. Nie miałam ochoty teraz o tym rozmawiać..
Chłopak podszedł do łóżka i ułożył się tuż obok mnie. Niewiele myśląc wtuliłam się w niego, a on objął mnie ramieniem.
- Dziękuję... - szepnęłam.
- Od tego są przyjaciele..
Uśmiechnęłam się na jego słowa i zamknęłam oczy. Sen ogarniał mnie coraz bardziej i już prawie "odpłynęłam" kiedy usłyszałam cichutkie pukanie w szybę okna. Miałam zamiar je zignorować, jednak kiedy się powtórzyło, podniosłam się z łóżka. Otworzyłam okno a na parapecie leżał mój telefon. Przeciągnęłam pacem po ekranie by go odblokować po czym dostrzegłam jedną nieodebraną wiadomość

To jeszcze nie koniec Kochanie. 

Muszę stąd uciec. Jak najdalej.

~*~

Najgorszy rozdział ever..
pisany na telefonie więc pewnie masa błędów.. W dodatku spieszyłam się 
żeby dodać jeszcze dzisiaj...
Jak odzyskam laptopa, poprawię !
Następny rozdział w SOBOTĘ ! Też pewnie wieczorem. 

piątek, 10 stycznia 2014

Mam Cię cz*75

Po szybkim prysznicu, przebrana już w piżamę, rzuciłam się na łóżko. Już miałam naciągnąć kołdrę pod samą brodę, kiedy w oczy rzuciła mi się mała karteczka przyklejona do lustra. na przeciwległej ścianie do okna.
Zdziwiona podniosłam się z miękkiego materaca i sięgnęłam po nią.

Nie myśl że już o Tobie zapomniałem Kochanie. 
Niedługo się spotkamy. 
Obiecuję.

Moje serce momentalnie przyspieszyło. Filip ! On tutaj był ?! Boże....
Przycisnęłam skrawek papieru do klatki piersiowej po czym ponownie rzuciłam się na łóżko. Nadal nie mogłam opanować swoich emocji, a nadzieja na to że "będzie dobrze" ponownie zakorzeniła się gdzieś wewnątrz mnie. Ale czy aby na pewno słusznie ? On mnie kocha. Nie ma innej opcji ! - mruknęłam sennie i nadal nie wypuszczając karteczki z dłoni, zasnęłam. 

 ~*~

- Nie daj się prosić - jęknęła Sara ciągnąc mnie chodnikiem w kierunku jej domu.
- Nie możesz wziąć tam Pawła ? 
- Pawła ? Do klubu na babski wieczór ? - mruknęła z niedowierzaniem wymalowanym w jej niebieskich tęczówkach - Nie. 
- Myślę że dziewczyny nie miały by nic przeciwko. 
- A ja musiała bym je na smyczy trzymać żeby się do niego nie kleiły. - wywróciła oczami. - Błagam. Tylko Ty, ja, Sylwia i Iwona. Jak za starych dobrych czasów. 
- Sara.. 
- Wiem jak mam na imię ! Nie możesz siedzieć cały czas w swoim pokoju. Już wystarczająco czasu tam zmarnowałaś. Musisz się w końcu gdzieś wyrwać ! 
- Ja naprawdę.. 
- Już nie pytam - przerwała mi. - Teraz cię informuję i nie ma mowy o żadnej odmowie. 
Jęknęłam cicho. Ostatnie na co miałam teraz ochotę to łazić po jakichś klubach. Wieczór na mojej ukochanej kanapie w salonie brzmiał o niebo lepiej, ale sądząc po minie blondynki - dla własnego bezpieczeństwa nie powinnam się już odzywać. 
Kiedy stanęłyśmy wreszcie w mieszkaniu dziewczyny, zdałam sobie sprawę jak dawno tutaj nie byłam. I choć nic praktycznie się w tym domu nie zmieniło, czułam się jakbym była tu pierwszy raz.
- Kupiłaś mi ? - w drzwiach kuchni stanął sześcioletni brat dziewczyny z założonymi na piersi rękami. Wyglądał naprawdę śmiesznie starając się przybrać "poważny" wyraz twarzy. 
- Masz - rzuciła paczkę kolorowych cukierków w jego kierunku, a na twarzy chłopca momentalnie zagościł szeroki uśmiech. - A teraz spływaj się pobawić czy coś.
Kacper pokazał jej język po czym zniknął w pokoju na końcu korytarza.
- Chodź musimy zrobić się na bóstwo - dziewczyna pociągnęła mnie w kierunku sypialni na co o mało nie wywróciłam się, plątając stopami o dywan. Zachichotała cicho zamykając za nami drzwi i popychając mnie lekko w kierunku małego krzesełka przed biurkiem. 
Już po chwili wysypała na nie całą zawartość - swoją drogą naprawdę dużej - kosmetyczki. 
- To chyba nie jest konieczne - mruknęłam wskazując na te wszystkie kosmetyki. Zwykle nie lubiłam sie malować, więc tego nie robiłam. Przeważnie brakowało mi czasu na jakikolwiek make-up. Nie licząc korektora czy lekkiej kreski oczywiście. 
- Widziałaś się w lustrze ? Masz wory jakbyś nie spała przynajmniej przez tydzień. - mruknęła.
- Nie byłam zbytnio zmęczona - westchnęłam wymijająco. 
- Nicola... - ukucnęła tak, by być twarzą na wysokości mojej. - Wiem że cierpisz. Wiem jak cholernie cię to boli ale na jednym dupku świat się nie kończy. Daję mu miesiąc. Zobaczysz, wróci na kolanach i będzie błagał żebyś do niego wróciła, bo zda sobie sprawę jak bardzo mu ciebie brakuje.
Chciała bym w to wierzyć. Chciała bym być tego tak pewna jak Sara, ale coś w duchu podpowiada mi że tak się nie stanie. Chociaż ta wczorajsza wiadomość.. Niedługo się spotkamy.. Może to faktycznie coś znaczy ? 
- Finito - spojrzałam w swoje odbicie lustrzane. Wyglądałam... inaczej. - Cholera.. Jestem zajebista. Wyglądasz ostro. 
Oniemiała nadal spoglądałam przed siebie. Podobało mi się ? Nie wiem.. Dwa razy grubsze kreski na powiekach, praktycznie czarne cienie, krwisto czerwone usta. Wyglądałam na lekko starszą niż jestem. Nie do końca przekonana co do swojego wyglądu podniosłam się z krzesła by ustąpić miejsca dziewczynie. 


~*~

- Co to ? - blondynka z prędkością światła podbiegła do mnie z drugiego końca pokoju, by wskazać palcem na tatuaż na mojej klatce który przypadkiem odkryła czarna koszulka którą miałam na sobie. - Prawdziwy ?!
Kiedy skinęłam głową, wywaliła gałki oczne jeszcze bardziej. 
- Kiedy go zrobiłaś ? 
- Jakiś czas temu...
W jej oczach widziałam chęć do zadania kolejnych pytań na które nie specjalnie miałam ochotę odpowiadać. Ta mała dziara niosła za sobą zbyt wiele - na tą chwilę bolesnych - wspomnień. Być może kiedyś, patrząc na siebie będę czuła tę radość którą czułam zaraz po jej zrobieniu, jednak na teraz wydaje się to zbyt odległą przyszłością.
Od niekończących się pytań Sary uratował mnie dzwonek do drzwi.
- To pewnie dziewczyny. - zwróciła się do mnie - Idziemy ?
W odpowiedzi pokiwałam głową.

~*~

- Napij się z nami ! - do moich uszu dobiegł krzyk Sary.
Pokręciłam głową w proteście. Ostatnia impreza na jaką dałam się wyciągnąć i w dodatku upić, skończyła się moją wizytą w domu Filipa i raczej nie chciałam powtórki... Tęskniłam za nim jak cholera , ale przecież mam swój honor tak ?
Wykorzystałem Cię... Chciałem o niej zapomnieć a Ty byłaś łatwym celem... Łzy ulgi. Te słowa powracały do mnie jak bumerang. Za każdym razem gdy chciałam je wyprzeć z mojej głowy bo samo wspominanie ich sprawiało, że mój świat wywracał się do góry nogami - powracały równie szybko.
- Dawaj Nicki ! - zachichotała Iwona, wychylając kolejną porcję kolorowego drinka. - Musisz się wyluzować !
Wzruszyłam ramionami nie bardzo wiedząc co powinnam zrobić. Ten klub to ostatnie miejsce w którym chciałam teraz być.
- Przysięgam że jak sama się nie napijesz, to wleje ci to do gardła choćby siłą - warknęła Sara z hukiem stawiając przede mną szklankę. Westchnęłam ciężko, ujmując w dłonie naczynie.
- A teraz lecimy na parkiet laski ! - Sylwia starała się za wszelką cenę przekrzyczeć głośną muzykę.
Dopiłam napój, po czym pozwoliłam poprowadzić się na sam środek.

Atmosfera panująca w pomieszczeniu udzieliła nam się bardzo szybko. W zaskakującym tempie zrobiło mi się też strasznie duszno. Alkohol buzujący w moim organizmie przyprawiał mnie o zawroty głowy, a wysoka temperatura potęgowała nieprzyjemne uczucie "wirowania".
Wyszłam więc na zewnątrz z nadzieją, że świeże powietrze oczyści mój umysł. Przysiadłam na krawężniku tuż za rogiem. Z dala od tych wszystkich nieprzyjemnych typków sterczących przy wejściu do budynku.
Spoglądając na czubki swoich butów, czułam że wszystko w mojej głowie powoli się uspokaja.
- Witaj Kochanie - podniosłam głowę na dźwięk padających słów, by upewnić się że są skierowane do mnie. - Obiecałem że niedługo się spotkamy, więc jestem.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Mam Cię cz*74

Jestem do dupy. Moje życie jest do dupy. Wszystko jest do dupy...  Skąd ten cały optymizm we mnie ?
Och jest cała lista moich życiowych niepowodzeń, a teraz mogę dopisać do niej także cały ten konkurs. Położyłam na całej linii..
- Nie załamuj się młoda... - zaśmiał się Michał
- Daj spokój. To nie jest śmieszne. - mruknęłam zła. To już tydzień. Tydzień odkąd odszedł. Nadal nie potrafię się z tym pogodzić. Może nie przeżywałam tego jak te wszystkie zranione nastolatki w amerykańskich filmach które po rozstaniu z chłopakiem wyciągają żyletkę, jednak cierpiałam. Kanapa stała się moim najlepszym przyjacielem. Całe dnie spędzałam na bezsensownym wgapianiu się w ekran telewizora. Do późnej nocy... A gdy nie chciało mi się wstawać, po prostu zasypiałam na kanapie.
- Możesz podziękować swojemu chłoptasiowi. To dzięki niemu zaniedbałaś szkołę i wszystko inne co z nią związane. - warknął tata rozsiadając się w fotelu.
- Tato ! - wtrącił się Michał zanim zdążyłam otworzyć usta.
- Nie brońcie go ! Taka prawda. Zawrócił jej w głowie a teraz cierpi. - był coraz bardziej poirytowany.
- Jak zwykle wiesz najlepiej - warknęłam podnosząc się z kanapy i idąc w kierunku schodów.
- Nie tym tonem ! - usłyszałam zanim trzasnęłam drzwiami.
Cała ta rozpacz zamieniła się w gniew który rozpierał mnie przy każdej możliwej okazji. Byłam "nie do wytrzymania"  - jak twierdził tata.
- Odpuść mu.. Wszystkim nam zależało na tym stypendium dla ciebie. Po prostu zdaje sobie sprawę jaka szansa przeszła ci koło nosa i zżera go to od środka - przysiadł na skraju łóżka.
- Wszystko poszło się pieprzyć - zaplotłam ręce na piersi jak małe, obrażone dziecko. Michał zaśmiał się ty na moje słowa.
- Nie wszystko stracone - uśmiechnął się podstępnie - Możesz spróbować dostać się tam bez tego stypendium.
- Żartujesz ? To kupa kasy..
- Zawsze możesz dorobić sobie trochę w wakacje. Poza tym jestem pewien że tata ci pomoże.
- Nie wiem... Zdajesz sobie sprawę jak ciężko dostać się do akademika ? Kolejne wydatki...
- Ale ty myślisz młoda - pokręcił głową - Mamy mieszkanie w Krakowie. Po co ci akademik ?
- Pożyczyłbyś mi swoje mieszkanie ? - spytałam z nadzieją w oczach.
- I tak stoi puste. - uśmiechnął się czochrając moje włosy.
- O mój Boże ! - krzyknęłam rzucając się na jego szyję. Mówiłam już że mam cudownego starszego brata ?
- Żaden Bóg. Po prostu Michał - zaśmiał się, gładząc moje włosy.

~*~

Masz ochotę się spotkać ? 
Chciała bym z Tobą porozmawiać.
                                      S.

Wysłałam Sarze szybką odpowiedź po czym narzuciwszy na siebie jeansową kurtkę wyszłam z domu. Sama nie wiem już na czym stoję. Jak powinnam się zachować w jej towarzystwie.
- Cześć - blondynka zajęła miejsce na przeciwko mnie uśmiechając się przy tym lekko. 
- Hej.. - starałam się odwzajemnić uśmiech, jednak nie wyszło mi to zbyt dobrze. 
- Jak.. - zająknęła się - Jak się czujesz ? 
- Um.. Chyba dobrze - Jak gówno. Ta rozmowa była krępująca nie tylko dla mnie. Miałam ochotę po prostu wyjść. 
- To dobrze.
- Co podać ? - niezręczną ciszę przerwał kelner, gotowy by przyjąć nasze zamówienie.  
- Herbatę - mruknęłam, marząc o tym aby znaleźć się z powrotem na mojej ukochanej kanapie. 
- Dla mnie to samo.
Kiedy chłopak odszedł od naszego stolika, na powrót zapanowała niezręczna cisza. Błagam niech coś się teraz stanie. Cokolwiek co pozwoli mi stąd uciec ! To napięcie między nami mnie zabije !
- Przepraszam. - zebrałam w sobie wszystkie siły aby móc wypowiedzieć to jedno krótkie słowo.
- Przepraszasz ? Za co ?
- Nie powinnam wtedy tak na ciebie naskakiwać. Na was...
- Powinnam ci powiedzieć - powiedziała zażenowana.
- Mimo wszystko...
- Posłuchaj - przerwała mi wstając z miejsca - Możemy po prostu zapomnieć o tym co się działo przez te ostatnie miesiące ?
- Ja.. - zawahałam się. - Tak. Myślę że tak.
Nim się obejrzałam, blondynka nachyliła się nad stołem, zamykając mnie w żelaznym uścisku.
- Tęskniłam za tobą Nicki - nadal nie wypuszczała mnie z objęć. A ja wcale nie miałam ochoty się z nich wyswobodzić. Przymknęłam powieki by pohamować łzy. Po raz pierwszy od tygodnia - były to łzy szczęścia.
- Ja te... - mówiąc te słowa otworzyłam oczy. Dokładnie w tym samym momencie drzwi kawiarenki otworzyły się, a po chwili przez próg przeszła Monika a tuż za nią Filip z Zuzią na rękach. Zamarłam w pół słowa.
Brunet wyglądał jak zwykle cudownie. Pewność siebie emanowała od niego na kilometry. Z uśmiechem na ustach szeptał coś do dziewczynki którą trzymał. Zabolało. Gdzieś w głębi duszy liczyłam ,że będzie cierpiał choć trochę. Jak widać i tu się pomyliłam. Cała nadzieja na to że może być jeszcze między nami dobrze, która kiełkowała gdzieś w mojej podświadomości - została zdeptana.
Napotkał mój wzrok mimo niewielkiego tłumu jaki kłębił się w kawiarni. Momentalnie jego wyraz twarzy się zmienił. Przez moment wydawało mi się że widzę w jego oczach ból, jednak jak szybko się to pojawiło, tak szybko przybrał maskę obojętności. Nie wytrzymałam. Odwróciłam wzrok, nie chcąc się rozpłakać.
- Nicola ? Wszystko w porządku ? - Sara odsunęła mnie od siebie spoglądając w kierunku w którym jeszcze kilka sekund temu patrzyłam.
- Nakopię mu do tej zakłamanej dupy - warknęła, odsuwając się ode mnie jeszcze bardziej. Momentalnie złapałam ją za ramię.
- Nie warto. - mruknęłam ciągnąc ją w kierunku wyjścia. Mijając go, walczyłam z chęcią podejścia do niego i przytulenia się. Żałosne prawda ? Kochać kogoś tak bardzo, że nawet gdy ten ktoś mnie rani, jestem gotowa o tym zapomnieć. Dla niego.
Przekraczając próg, mimowolnie odwróciłam wzrok w jego kierunku. Ponownie bawił się z małą, zupełnie niewzruszony całą sytuacją. A może to o to chodzi ? Może to właśnie to dziecko jest czymś co ma Monika a nie mam ja ? Może pokochał dziecko brata jak swoje ?
To głupie. Ale jeśli prawdziwe ? 
- Powinnaś była mi pozwolić dowalić mu ! - mruknęła Sara. Zachichotałam cicho na jej słowa.
- A jak... Jak z Pawłem ? - spytałam siadając na jednej z parkowych ławek. 
- Och... Jest cudownie. Chociaż ostatnim czasem... Nie wiem. Wydaje mi się że coś ukrywa. - wzruszyła ramionami.
- Będzie dobrze - uśmiechnęłam się lekko nie bardzo wiedząc co powinnam była jej odpowiedzieć.
- Mam nadzieję.

~*~

W parku spędziłyśmy jeszcze dobrą godzinę. Cała niezręczność która towarzyszyła nam na początku spotkania wyparowała. Może nie było tak jak dawniej, ale mam nadzieję że to tylko kwestia czasu a znów będzie tak jak dawniej. 
W domu wynegocjowałam z tatą mój wyjazd do Krakowa. Jak dobrze pójdzie, będę mogła opuścić Sopot już na początku lipca abym miała czas na zaklimatyzowanie w nowym mieście, znalezienie pracy którą będę mogła dorobić sobie choć trochę na studia. Oczywiście wszystko mogę zawdzięczać Michałowi. To on wygłosił tacie "referat" na temat tego, jaka to szansa dla mojej przyszłości. W zasadzie nadal nie widzę różnicy w studiowaniu w Krakowie czy w Gdańsku. Jednak zaistniała sytuacja wręcz zmusiła mnie do opuszczenia miasta. Wreszcie nie będę musiała bać się wychodząc na ulicę, że spotkam go a mój świat znów się zawali. Miesiąc. Jeszcze tylko miesiąc. 
Kiedy na zegarze w salonie wybiła godzina dwudziesta druga, postanowiłam przenieść się z kanapy do salonu. To całe użalanie się nad sobą działało mi już na nerwy. Pora zawitać do szkoły...
Po szybkim prysznicu, przebrana już w piżamę, rzuciłam się na łóżko. Już miałam naciągnąć kołdrę pod samą brodę, kiedy w oczy rzuciła mi się mała karteczka przyklejona do lustra. na przeciwległej ścianie do okna. 

~*~

No to mamy 74 ^^ 
Czytając wasze komentarze - w zasadzie teorie spiskowe ^^ - pod 73
uśmiechałam się do komputera jak głupia. Podsumowaliście, że był to najlepszy rozdział 
dotychczas. Jesteście okropni !
Jak mogą Was cieszyć takie dramy ? xD
Oczywiście żartuję Kochani. <3 nbsp="" p="">
Dziękuję że jesteście. 
A jesteście niesamowici ^^
Mikka <3 br="">

piątek, 3 stycznia 2014

Mam Cię cz*73

- Cześć - uśmiechnęłam się lekko podchodząc do niego, by pocałować go na przywitanie jak to zwykle mieliśmy w zwyczaju.
- Cześć - rzucił patrząc wszędzie byle nie w moje oczy. ...Co do cholery ?
- Co jest tak ważne że wyciągasz mnie z domu o prawie dziesiątej w nocy ? - spytałam lekko zdezorientowana jego kamienną miną, ukrywającą przede mną jakiekolwiek emocje.
- Usiądź - wskazał na ławkę w pobliżu. Był taki ... oschły, obojętny. Przyglądając się uważnie jego twarzy, usiadłam we wskazanym miejscu. Cały czas, starał się utrzymać między nami spory dystans co mnie bolało.
- Czy coś się stało ? - Zerwie z tobą. Jak nic z tobą zerwie... ,
- Nie mogę cię tak dłużej okłamywać - westchnął ujmując niepewnie moją dłoń.
- Co masz na myśli ?
- Ja.. - nabrał powietrza w płuca - Ja chcę to zakończyć. Nie kocham cię.
- Nieprawda.. - w oczach momentalnie stanęły łzy.
- Kocham Monikę - westchnął po chwili.
- Kłamiesz ! - wrzasnęłam nie mogąc się pogodzić z myślą, że osoba która przewróciła mój świat o 180 stopni - właśnie ode mnie odchodzi.
- Ja myślałem że cię kocham. Chciałem o niej zapomnieć, miałem nadzieję że mi w tym pomożesz...
- Więc byłam twoim kołem zapasowym ?! - ryknęłam, szlochając cicho. Moje serce leżało na chodniku, zdeptane jego ciężkim, zimowym butem.
Kiedy nie odpowiedział, spojrzałam na swoje splecione dłonie. Na prawej ręce połyskiwał pierścionek z małym czarnym kamyczkiem.
- Chcesz odejść ? - spytałam nie pewnie. Nadal miałam nadzieję że to jakieś głupie żarty. Że zaraz wybuchnie donośnym śmiechem, przytuli mnie i powie jak bardzo mnie kocha.
- Tak - w kącikach jego oczy pojawiły się łzy. - Chcę odejść.
- Więc czemu do cholery płaczesz ?! - po raz kolejny tego wieczoru podniosłam głos.
- To są łzy ulgi. - szepnął nie patrząc na mnie.
Kolejna porcja łez spłynęła po moim policzku kiedy zerwawszy się z ławki zrobiłam dwa kroki do przodu. Zatrzymałam się, spojrzałam na swoje dłonie i zsunąwszy z palca pierścionek, rzuciłam nim pod nogi chłopaka. Nim odeszłam, ostatni raz spojrzałam na jego twarz. Zaczerwienione od hamowanego płaczu oczy, patrzyły wszędzie byle nie na mnie. Odeszłam tak jak sobie tego życzył.

~*~

Kiedy zniknęłam z pola widzenia chłopaka, opadłam na jedną z ławek. Podciągnąwszy nogi pod brodę , objęłam je rękami. Nie hamowałam już łez. Szlochałam cicho, użalając się nad sobą. Wszyscy mnie opuścili. Wszyscy. Całe moje ciało drgało. Przez każdą komórkę ciała przechodziły mnie dreszcze. Ból który rozsadzał moje wnętrze, był nie do opisania.  Odszedł. Odszedł na zawsze
Podniosłam się z ławki. Nogi nadal były jak z waty. Rozdzierały mnie mieszane emocje. Złość, rozpacz.. Wszystkie negatywne. 
Ruszyłam biegiem w kierunku domu. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. W parku tłoczyło się zbyt wiele ludzi a ja rozpaczliwie potrzebowałam samotności. 
- Nicola ?! Wszystko w porządku ? - usłyszałam za swoimi plecami tak dobrze znany mi głos. 
- Nagle cię to interesuje ? - wrzasnęłam, nie patrząc nawet przez chwilę na Sarę. 
- Nicola.. - podeszła do mnie, łapiąc mój nadgarstek.  - Co się stało ?
Nie wiedziałam co powinnam zrobić. Jednak nim się zorientowałam, zamknęła mnie w żelaznym uścisku. 
- Nie kocha mnie ! Rozumiesz ?! Nigdy nie kochał ! - załkałam.
- Ciiii..... - pocierając jedną ręką moje plecy, drugą wyciągnęła telefon. - Halo ? ... Przyjedź po mnie proszę. 

~*~

- Chcesz żebym została z tobą ? - spytała blondynka wychylając głowę zza otwartego okna samochodowego. 
- Nie... - westchnęłam - Dziękuję... Tobie także - tu zwróciłam się do Pawła siedzącego za kierownicą. 
Skinął lekko głową a ja ruszyłam w kierunku drzwi wejściowych. Zamknąwszy je za sobą ruszyłam schodami na górę. Od razu postanowiłam zniknąć w łazience.. Gorąca kąpiel. To zawsze działało na mnie kojąco. Ściągnęłam więc z siebie ubrania i zostawszy w samej bieliźnie, stanęłam przed lustrem. Sunęłam palcem po konturze tatuażu który był dopełnieniem dziary Filipa, kiedy nowa porcja łez spłynęła po policzkach. 
- Nie zapomnę - szepnęłam sama do siebie. 
Choć bym chciała, nigdy mi się to nie uda. Ten mały tatuaż zawsze będzie przypominał mi o wysokim, ciemnookim brunecie.
Postanowiłam jednak w miarę możliwości odizolować się od tego wszystkiego. Od miejsc w których wspólnie bywaliśmy, od wspólnych znajomych... Od wszystkiego. 
Zrezygnowałam z kąpieli, chcąc zaoszczędzić czas. Szybki, zimny prysznic wyrwał moje ciało ze znużenia. 
Zrobiwszy duży kubek kawy, ułożyłam się wygodnie na łóżku ze stosem książek i materiałów które pomogą mi się przygotować do jutrzejszego konkursu. Nie zostanę w tym mieście. Już nie.

~*~

O godzinie siódmej rano wynalazek diabła, zwany potocznie budzikiem, rozbrzmiał w całym pokoju. Zrzuciłam z siebie wszystkie papiery z którymi wczoraj musiałam usnąć i podreptałam do łazienki. 
- Wyglądam jak gówno - mruknęłam obmywając twarz zimną wodą. Czyli tak jak codziennie od kilku miesięcy. 
Narzuciłam na siebie pierwsze lepsze rurki i jakiś szeroki sweter, po czym wzięłam torbę z książkami i zeszłam na dół. W głowie cały czas przetwarzałam informacje przyswojone wczorajszego wieczoru. To stypendium to moja jedyna szansa bym mogła się stąd wyrwać. Upiłam łyk kawy z kubka Michała po czym wyszłam z domu. 
Do testu konkursowego zasiadłam dość pewna siebie. Uporałam się z wszystkimi zadaniami, ledwo mieszcząc się w czasie. Nie wiem jak napisałam.. Nie wiem czy dobrze.- Mam nadzieję że na tyle trafnie, bym mogła stąd wyjechać. - pomyślałam jak zapewne pozostałe 200 uczestników.


~*~

Krótki, bonusowy. 
Mam nadzieję że mimo wszystko się spodoba. 
Kocham Was. <3 br="" mikka="">

Mam Cię cz*72

* pięć miesięcy później ( koniec maja ) * 

- Gotowa ? - usłyszałam ciche pukanie do drzwi mojej sypialni. Przejrzawszy się ostatni raz w lustrze, dopięłam ostatnie guziki koszuli po czym wyszłam z pokoju. 
Pięć miesięcy. Dokładnie tyle czasu minęło od pogrzebu mamy. I choć niektórzy mogliby twierdzić że powinnam już pogodzić się z myślą, że odeszła - nie potrafię. "Minęło już tyle czasu " Argument którym starało się "przemówić mi do rozsądku" tak wiele ludzi. Ale co z tego że to już tyle miesięcy ? To że czas ciągle biegnie do przodu, nie znaczy że będzie to mniej bolało. 
Czas leczy rany. I nagle te słowa nie mają dla mnie żadnego znaczenia. Jak można pogodzić się z tym, że ktoś tak bliski - najważniejsza kobieta w moim życiu - odszedł ode mnie tak szybko ?
Wszystko w moim życiu się posypało mimo tego, że Filip z moim bratem byli dla mnie ogromnym oparciem. Na zmianę służyli swoim ramieniem bym mogła się wypłakać. Za wszelką cenę chcieli mi pokazać że nie jestem z tym sama. 
Między mną a Filipem zaczęło się coś psuć. Choć może to tylko moja paranoja, wydaje mi się że coś przede mną ukrywa.
W szkole traktują mnie jak kalekę. Co prawda teraz już trochę mniej, jednak zaraz po pogrzebie mojej mamy, większość osób stała się o wiele milsza, chciała mi we wszystkim pomagać, wyręczać mnie.
Ilekroć z czyichś ust padło słowo " współczuję Ci" albo "tak mi przykro z powodu twojej mamy" , miałam ochotę rzucić się na tego kogoś z zębami. Ostatnie czego potrzebowałam to czyjaś litość.
- Tak, możemy iść. - mruknęłam zakładając na stopy baleriny.
Okazało się że mama przed śmiercią napisała testament, na którego odczytanie właśnie się przygotowywaliśmy.
Tata poprawił krawat, po czym biorąc kluczyki z szafki na przedpokoju, ruszyliśmy w kierunku samochodu.

~*~

- Nie wieżę - jęknął Michał zrzucając z ramion kurtkę i wieszając ją niedbale na wieszaku obok. - Wiedziałeś że ma mieszkanie w Krakowie ? - mruknął w kierunku taty. 
- Dostała w spadku po rodzicach. - mruknął spoglądając na pudełko trzymane w dłoniach. Odkąd tylko je dostał, nie odważył się podnieść wieczka, by zobaczyć co kryje się w środku.
Zgodnie z testamentem, majątek mamy został podzielony między naszą trójkę.
- Nie chcę tego wszystkiego... - oparłam się blat w kuchni, upijając ze szklanki trochę soku pomarańczowego. Nie zależało mi ani na tej biżuterii, ani na domu który mi zostawiła. Chciałam ją z powrotem. Nie te wszystkie niepotrzebne rzeczy. 
Brat podszedł do mnie i przytulił mnie do siebie mocno. Otarł z moich policzków łzy których nawet nie zauważyłam.. Ostatnimi czasy płakałam tak często, że stało się to wręcz normalne.
- Będzie dobrze mała. - pogłaskał moje włosy.

Kiedy zamknęłam się wreszcie w swoim pokoju, opadłam na łóżko. Sięgając po telefon, stwierdziłam że nadal nie jest za późno żeby jeszcze gdzieś wyjść. Od jakiegoś czasu nie ruszałam się z domu nigdzie, nie licząc szkoły oraz raz w tygodniu cmentarza. 

Masz ochotę na spacer ?

Nie musiałam czekać długo na odpowiedź. Już po chwili na ekranie pojawiła się wiadomość od Filipa. 
Przepraszam kochanie, nie mogę teraz. 
Mam trening. Wpadnę wieczorkiem. 

Westchnęłam lekko zrezygnowana jednak mimo wszystko postanowiłam zapewnić sobie trochę ruchu. Narzuciłam na siebie dresowe spodnie i bluzę, po czym wyszłam w kierunku parku. Trzeba popracować trochę nad twoją kondycją. Głośna, rockowa muzyka rozbrzmiewała w słuchawkach kiedy zwalniałam bieg, lekko zdyszana. Zatrzymałam się, by nabrać powietrza w płuc, kiedy moim oczom rzuciła się znajoma sylwetka. Na ławce niedaleko siedział Filip, a obok niego Monika. ( Dla tych którzy nie pamiętają - była dziewczyna Filipa ) Rozmawiali, wybuchając co jakiś czas głośnym śmiechem. 
Zmarszczyłam brwi. Trening ? Pokręciłam głową, rozważając opcję podejścia do nich. Są tylko przyjaciółmi... Tylko dlaczego mnie okłamał ? Wycofałam się z pola widzenia, chcąc pozostać nie zauważoną.
-Zamierzasz odpuścić ?- zakpiło moje wewnętrzne "ja". Nie zamierzałam. Wrócę do tego wieczorem. Ciekawa jestem tylko, czy tym razem powie mi prawdę. 

~*~

- Nie powinnaś się teraz uczyć ? - spytał Michał wkraczając do mojej sypialni. - Myślałem że w tym tygodniu masz ten konkurs czy coś...
- Mam. - mruknęłam zamykając klapę laptopa.
- Więc ? 
- Nie zależy mi.. - wzruszyłam ramionami, odbierając od niego kubek herbaty którą dla mnie przyniósł. 
- Jaja sobie robisz ? - wybałuszył zszokowany oczy. 
- Nie. Po co miałabym studiować w Krakowie ? Mogę uczyć się w Gdańsku.. Różnica jest taka że mam bliżej dom. 
- Nicki.. To dla ciebie wielka szansa ! Być może uda ci się zdobyć stypendium a ty nie masz zamiaru nawet spróbować o nie walczyć. 
- Dlaczego wszyscy tak bardzo chcą się mnie stąd pozbyć ?! - wyrzuciłam ręce w powietrze, starając się opanować swoją złość. 
- Bo wszyscy wiedzą jak wiele to może znaczyć dla twojej późniejszej kariery. 
Kiedy nie odpowiedziałam, podniósł się z łóżka i ruszył w kierunku drzwi
- Obiecałaś jej że spróbujesz. - mruknął zanim zniknął w korytarzu. 
Dlaczego oni wszyscy tak bardzo się na mnie uwzięli ? Nie mogą zrozumieć że nie chcę stąd wyjeżdżać ? Tu jest mój dom i tutaj chcę zostać. Nie wyobrażam sobie być sama, setki km od domu. Bez przyjaciół, rodzina co najważniejsze Filipa. 
Podniosłam się z łóżka idąc w stronę pokoju Michała.  Już miałam wejść do środka kiedy usłyszałam odgłos rozmowy telefonicznej.
- Jest zbyt uparta.... Nie... Nie rozumie jak bardzo ważne to dla niej jest... Myśli że chcemy się jej pozbyć... Tak... Cholera ! Ona ma szansę na to żeby tam jechać ! Nie jeden chciałby to zrobić a ona jak na upartego nie... Myślisz ? .... Powodzenia. - po ciszy jaka zapanowała w pokoju, wywnioskowałam ze skończył rozmowę. Wycofałam się do swojej sypialni, zapominając o czym tak naprawdę chciałam z nim porozmawiać. 

Kiedy wieczorem zadzwonił mój telefon, byłam prawie pewna że to Filip.
- Halo ? 
- Spotkajmy się w parku za 10 minut. - rzucił dość zimno - Musimy porozmawiać. 

środa, 1 stycznia 2014

Mam Cię cz*71

Dni u dziadków Filipa leciały w mgnieniu oka. Nim się obejrzałam, trzeba było już wyjeżdżać. Z dumą mogę przyznać że ten wyjazd pomógł brunetowi. Cały czas chodził z uśmiechem wymalowanym na twarzy. Wydawało się że nawet praca w garażu z dziadkiem sprawiała mu przyjemność.
Momentami odnosiłam wrażenie że nic nie jest w stanie popsuć tej cudownej aury radości otaczającej jego umysł. Nawet Adam.
- Powinieneś odwiedzić rodziców. Na pewno ucieszyliby się z twojego przyjazdu. -  kobieta spojrzała znacząco na Filipa.
- Nie babciu. To nie jest dobry pomysł - westchnął zrezygnowany, przełykając kolejny kęs obiadu.
- Nie wiesz co mówisz chłopcze. Ona na pewno tęsknią za tobą.
- Tęsknią do tego stopnia, że od przeszło roku nie odezwali się ani razu. Żadnego telefonu ! Nawet sms'a ! - ścisnęłam lekko jego dłoń pod stołem, kiedy nieświadomie podniósł głos. - Tak trudno kurwa zadzwonić raz w miesiącu i zapytać czy w ogóle jeszcze żyję ?!
- Filip... - szepnęłam - Uspokój się.. To nie ich wina.
Chłopak przeniósł wzrok z talerza w który uparcie się wpatrywał, na mnie, a później z kolei na dziadków.  Widząc nutkę przerażenia wymalowaną na ich twarzach, zrozumiał że traci kontrolę nad samym sobą.
- Przepraszam - mruknął rozluźniając napięte mięśnie.
- Nie szkodzi.. Wiem co czujesz, ale może powinieneś spróbować z nimi porozmawiać.
- Przepraszam babciu, ale nie wydaje mi się bym miał o czym z nimi rozmawiać. Oni dla mnie nie istnieją, tak jak ja dla nich.
- Filip, nie możesz tak mówić - tym razem wtrącił się dziadek chłopaka próbując pomóc żonie w zachęcaniu go.
Siedziałam cicho. Czułam że nie powinno mnie być przy tej rozmowie. To dotyczy tylko i wyłącznie ich rodziny. Najchętniej bym stąd wyszła.
- Dziękuję - westchnął Filip odsuwając od siebie wciąż pełny talerz zupy, po czym zwrócił się do mnie - Pójdę po nasze bagaże. Powinniśmy już jechać.
Nim się obejrzałam, był już na szczycie schodów. Poczułam na sobie wzrok małżeństwa.
- Pójdę z nim porozmawiać - mruknęłam przełykając gulę która utworzyła się w moim gardle.
  ~

- Filip ? - weszłam po cichu do sypialni którą dzieliliśmy przez ostatnie dwie noce. Chłopak siedział na łóżku, z głową między dłońmi. Przysiadłam tuż obok, odciągając ręce od jego twarzy.
- Oni nie są mi potrzebni ! - warknął wyrywając się z mojego uścisku. - Nie potrzebuję ich rozumiesz ?
Krzyknął jeszcze głośniej zrywając się do pozycji stojącej. Dopiero teraz zauważyłam pojedyncze łzy majaczące w kącikach jego oczu.
- Nie chcę cię do niczego zmuszać. - podeszłam do niego, obejmując w pasie i przyciskając do siebie mocniej. - Jestem z tobą cokolwiek nie postanowisz - ułożyłam głowę na jego ramieniu. W odpowiedzi ucałował czubek mojej głowy.
- Wiedziałem że to zły pomysł tu przyjeżdżać - westchnął zrezygnowany. - Proszę.. Wracajmy już do domu.
- To nie był zły pomysł. Widziałeś ile radości sprawiłeś dziadkom, pojawiając się tutaj ? Oni cię naprawdę kochają.
- Proszę wracajmy już. Marzę by wreszcie znaleźć się w swoim mieszkaniu.
Skinęłam głową posyłając mu lekki uśmiech.
-Przyniosę nasze rzeczy z łazienki.

Z posiadłości dziadków Filipa wyjechaliśmy w niecałą godzinę po feralnym obiedzie. Pożegnaliśmy się z nimi szybkimi uściskami po czym wpakowaliśmy do samochodu wszystkie nasze bagaże.
Chłopak chciał jak najszybciej opuścić to miejsce.
- Masz coś przeciwko, żebyśmy się zatrzymali na moment w pobliżu ? - spytał gdy usadowiliśmy się wygodnie w fotelach.
- Nie. - pokiwałam przecząco głową na co brunet uśmiechnął się delikatnie.
Po niecałych pięciu minutach jazdy, zatrzymał się na poboczu drogi. Wyszedł z samochodu i otworzywszy mi drzwi, ujął moją dłoń i pociągnął za sobą w kierunku otwartego pola. Niewielkie zaspy śniegu zdawały się nie przeszkadzać mu w wędrówce. Poruszał swoimi długimi nogami w pewnym siebie kroku, podczas gdy ja, nie mogłam za nim nadążyć. Grzęzłam w śniegu po same kolana. Gdzie on mnie do cholery ciągnie ? 
Kiedy był już na tyle przede mną, że nasze ręce się rozłączyły, dopiero wtedy zdał sobie sprawę w czym tkwi problem. Uśmiechnął się pod nosem, podchodząc do mnie i biorąc na ręce jak małe dziecko.
- Gdzie idziemy ? - spytałam kiedy coraz bardziej oddalaliśmy się od samochodu.
- Chcę coś zobaczyć. - szedł jak zaczarowany. Nieobecny wzrok mnie przerażał. Zupełnie jakby odtwarzał w głowie jakiś film, którego nie mógł rozróżnić z rzeczywistością.
Zatrzymał się dopiero po dłuższej chwili, pod jedynym drzewem w okolicy. Ogromnym dębem skrytym pod śnieżnym puchem.
- Spójrz - skinął głową ku górze, nadal trzymając mnie na rękach.
Powędrowałam wzrokiem we wskazanym kierunku. Moim oczom ukazało się coś na wzór domku na drzewie.
Nim się zorientowałam, stałam już na własnych nogach, a Filip był w połowie długości drabinki, prowadzącej do "domku"
- Daj rękę ! - usłyszałam , kiedy był już u góry.
- Poczekam tu na ciebie... - mruknęłam pocierając zmarznięte dłonie o siebie.
- Dawaj mała.
Przewróciłam oczami łapiąc dłońmi za pierwsze szczebelki naprawdę starej drabiny. Przełknęłam gulę w gardle i zrobiłam pierwszy krok do góry. Potem następny, i następny... Aż para silnych ramion oplotła moją talię i dosłownie wciągnęła na górę.  
Chłopak popchnął dłonią drewniane, skrzypiące drzwiczki i schyliwszy się pociągnął mnie do środka. Wnętrze wyglądało, jakby zupełnie niedawno ktoś jeszcze tu był. Na drewnianych półeczkach poustawiane były metalowe puszki, a w nich masa innych drobiazgów.
- Co roku przyjeżdżaliśmy do dziadków na wakacje. Spędzaliśmy tutaj każdą wolną chwilę. Byliśmy nie rozłączni. Ja i moje rodzeństwo zawsze trzymaliśmy się razem. Bawiliśmy się nie potrzebując do towarzystwa nikogo innego. W jedne wakacje, gdy byliśmy już trochę starsi, zbudowaliśmy z tatą ten domek. To była nasza baza. Siedzieliśmy przy tym małym okienku z procami w ręku i garścią kamyków w kieszeni spodni, udając że to nasz zamek który musimy bronić przed trolami... Głupie prawda ? - zakpił zaglądając do kolejnego pudełeczka.  
Po jego minie, od razu wiedziałam że tęskni za swoją rodziną. Jednak ból, który mu sprawili, odsuwając się od niego w chwili kiedy potrzebował ich najbardziej wyrył piętno w jego psychice. Odsuwał od siebie myśl że mógłby ponownie używać słowa "rodzina" bez odrazy jaką czuł teraz. Jedno słowo, które działało na niego jak płachta na byka.
- Tęsknisz za tym prawda ? - spytałam biorąc do ręki zakurzonego pluszowego króliczka.
- Bardzo.. - przyznał po chwili ciszy.
Po tych słowach, które padły dzisiaj - zarówno przy obiedzie jak i tutaj - wiedziałam że nie mam wyjścia. Muszę wymyślić sposób na to, aby odnowił swoje kontakty z bliskimi. Wiem że razem jesteśmy w stanie zburzyć ten mur który między nimi powstał.