sobota, 7 września 2013

Mam Cię cz*49

Kochani !
Na samym początku chciałam Was zaprosić na mojego drugiego bloga którego założyłam niedawno. Zdecydowanie różni się od Mam Cię. Zresztą.. Przekonajcie się sami !
Nobody is perfect !

http://nothing-is-perfect-opowiadanie.blogspot.com/

                                                                            ~*~
Droga do domu minęła mi bardzo szybko. Przed oczami cały czas miałam scenę niczym z koszmaru która niedługo ma się stać rzeczywistością. Filip w czerwonych rękawicach na ringu z jakąś górą mięsa... Przecież to cholernie niebezpieczne. Nie wiem po co on się w ogóle w to pakuje. No bo pomyślmy.... Co może być fajnego w tym że ktoś się na ciebie żuci z pięściami ? Dzisiaj Filip zarzucił mi że go w ogóle nie rozumiem i nie doceniam jego pasji. Coś w tym jest i choć naprawdę chciała bym móc cieszyć się z nim na tę walkę, nie potrafię. Jest mi naprawdę trudno pogodzić się z tym że hobby mojego chłopaka to obijanie cudzej mordy. To cholernie niebezpieczne i najzwyklej w świecie się o niego martwię.
- Niki - chłopak uścisnął lekko moją dłoń - Nie bardzo wiem co mam teraz robić. Chcesz wrócić do domu wcześniej ?
- Tak chyba tak. Co prawda nie mam pojęcia co powiem tacie, ale coś jeszcze wymyślę. - odwróciłam głowę od szyby i popatrzyłam na bruneta.
- Bo wiesz... Jeśli nie chcesz jeszcze wracać do domu, możesz zostać u mnie - uśmiechnął się nieśmiało i splótł nasze palce. Nie odrywał ode mnie wzroku czekając na moją odpowiedzieć.
- Hmm... Czemu nie - odwzajemniłam uśmiech.
- Cieszę się że nasze wakacje jednak się jeszcze nie kończą.
- Ja też - odpowiedziałam krótko.
- Ej skarbie... Co jest ? - spojrzał na mnie z troską. Kiedy odpowiedziałam na jego pytanie milczeniem , zadał kolejne. - Chyba nie myślisz ciągle o tej walce co ? 
- Filip ja nie wiem co mam o tym myśleć. Nawet nie wiesz jak bardzo nie chcę żebyś brał w tym wszystkim udział.. Wolała bym później nie wysiadywać przy twoim łóżku szpitalnym.
- No ale chyba byś mnie odwiedzała co ?
- No... Może czasem - wzruszyłam obojętnie ramionami. Chłopak odwrócił ode mnie twarz i udając obrażonego przyspieszył wymijając kolejne auta. Ciekawe jak długo będzie udawał obrażonego.
Pokręciłam głową lekko się uśmiechając i wyciągnęłam telefon. Zaczęłam grać w Angry Birds jednak kiedy po raz kolejny nie udało mi sie awansować na poziom wyżej, zła odłożyłam go ponownie do torby.
- Jesteśmy - z drzemki wyrwał mnie cichy głos Filipa. Przeciągnęłam się na fotelu i spojrzałam przed siebie.
Samochód stał już na parkingu przed mieszkaniem bruneta. Odpięłam pasy i zasuwając suwak bluzy Filipa którą miałam na sobie, wyszłam z samochodu. Ruszyłam w kierunku drzwi wejściowych. Po chwili dołączył do mnie chłopak z walizkami.
Kiedy weszliśmy już do domu, nie dbając o nic po prostu wślizgnęliśmy się pod kołdrę. Silna ręka owinęła mnie w pasie, przyciągając bliżej siebie. Wtuliłam się więc w tors mojego ukochanego a chwilę potem już słodko chrapałam.

Wczesnym rankiem obudziło mnie słońce wdzierające się do pokoju przez szpary w żaluzjach. Odwróciłam głowę w przeciwnym kierunku. Wyciągnęłam rękę przed siebie, szukając obok Filipa. Otworzyłam leniwie jedno oczy, jednak nie dostrzegłam niczego innego jak pustego miejsca. Usiadłam powoli na łóżku i rozejrzałam się po pokoju. Byłam sama. Zsunęłam się z łóżka i wyszłam z pokoju w poszukiwaniu bruneta.
Ku mojemu rozczarowaniu nigdzie go nie znalazłam. Zrezygnowana otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej karton soku pomarańczowego. Usiadłam przy stole i dopiero teraz rzuciła mi się w oczy mała karteczka przypięta do lodówki.
"Wyszedłem na trening. Niedługo wrócę.
                                               F. "

Wiadomość zostawiona przez Filipa odrazu przypomniała mi o dzisiejszej walce. Nie wiem jeszcze co ale zrobię coś. Cokolwiek. Byle tylko się ona nie odbyła. Nie mogę na to pozwolić.



------------------------------------------------
Rok szkolny się zaczął ! Mój plan lekcji przyprawia mnie o mdłości. Ledwo mam czas na to żeby sobie chwilę dychnąć po 9 lekcjach. Mam nadzieję że nie będziecie mieli mi tego za złe , ALE ROZDZIAŁY BĘDĄ UKAZYWAŁY SIĘ TYLKO I WYŁĄCZNIE W WEEKENDY ( !!! ) Naprawdę nie zależy to ode mnie. Mam masę spraw na głowie i nie wyrobię z 2 rozdziałami tygodniowo. Od czasu do czasu rzucę Wam tzw. "Bonus" jednak nie będzie to za często. Wybaczcie jeśli Was zawiodłam :C / Mikka

niedziela, 1 września 2013

Mam Cię cz*48 WYNIKI KONKURSU !

Wiem że już niecierpliwicie się na następny rozdział dlatego będę pisać krótko.
Z pośród naprawdę niewielu prac ( czym bardzo mnie zawiedliście) wybrałam jedną, najlepszą -moim zdaniem. Niestety autorka nie wyraziła chęci dalszego pisania więc znów zostaję sama. Ale może ktoś z Was miał już kiedyś doczynienia z pisaniem bloga i chciałby się spróbować tutaj ? Jeśli tak to koniecznie walcie do mnie na GG ! Naprawdę jest mi ktoś potrzebny. W przeciwnym razie rozdziały będą musiały się ograniczyć do jedno tygodniowo. I uwierzcie że nie z powodu mojego lenistwa a braku czasu. Szkoła i te sprawy. Sami rozumiecie. Tak więc powtarzam jeszcze raz ! Walcie śmiało na GG ! :D
 ( 43978571 )


Po długim dniu na plaży wróciliśmy spacerkiem do domu. Trzymając się za ręce przemierzaliśmy alejki okalające jezioro.
- Aż trudno uwierzyć że zostały nam już tylko 3 dni - jęknęłam opierając głowę o ramię Filipa. Chłopak otoczył mnie ramieniem i uśmiechnął się do mnie ciepło.
- W takim razie musimy wykorzystać na maxa te 3 dni. - szepnął nachylając się w moim kierunku. Przez moje ciało przeszedł zimny, ale przyjemny dreszcz kiedy ciepłe powietrze wydobywające się z jego ust owiało moją szyję. Złożył na niej szybki, ale czuły pocałunek i odsunął się powoli.
- Co masz na myśli ?
- Och już ty dobrze wiesz co ja mam na myśli  - poruszył znacząco brwiami. Już miałam zawstydzona odwrócić od niego wzrok na wspomnienie jednej z naszych wspólnych nocy kiedy postanowiłam nie dawać mu tej satysfakcji. Zagrałam jego kartami.
- Mhmmm.... Zgadzam się - uśmiechnęłam się szeroko.
- No to świetnie - splótł ponownie nasze palce i ruszyliśmy dalej.
- Tylko jutro musimy zając się tym wcześniej- westchnęłam niby od niechcenia. - No i musisz być bardziej wytrzymały, jeśli wiesz o co mi chodzi. - Chłopak nie widząc niczego dziwnego w tym co mówię dalej ciągnął temat.
- Ale po co wcześniej ? - nie spuszczając ze mnie wzroku przerzucił torbę z naszymi ręcznikami i innymi rzeczami które mieliśmy ze sobą na plaży, na drugie ramię.
- No żeby mieć więcej czasu a co za tym idzie czerpać z tego więcej przyjemności - rzuciłam jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie po czym ciągnęłam - Chyba się ze mną zgadzasz prawda ?
- Oczywiście - teraz był wyraźnie zdziwiony moją śmiałością choć nie do końca chodziło mi o to o czym on myślał.
- Więc ustalone. Jutro idziemy na plażę zaraz po obiedzie - uśmiechnęłam się na widok tego jaki był zmieszany.
- Na plażę ? - wytrzeszczył oczy a jeśli wcześniej był zmieszany to jego obecnego stanu nie dało się opisać.
- No przecież cały czas o tym rozmawialiśmy...
- Tak. O plaży - powiedział zrezygnowany bardziej do siebie niż do mnie. Ledwo udało mi się powstrzymać parsknięcie śmiechem. Dałam mu buziaka w policzek po czym zaczęłam szukać w torbie którą miał na rękach kluczy od domu.
Kiedy byliśmy już w środku , wzięłam od niego torbę i wyszłam z nią na taras. Wyciągnęłam z jej środka mokre ręczniki oraz koc na którym leżeliśmy i rozwiesiłam na balustradzie aby wyschły.
Wróciłam do salonu gdzie zastałam Filipa krążącego po pokoju w tą i z powrotem z telefonem przyciśniętym do ucha. Usiadłam na oparciu fotela i z uwagą przyglądałam się chłopakowi.
- Cholera Kuba. Jestem 300 km od domu. Nie da się tego przełożyć ? -warknął Filip do telefonu -Ale jak to jutro ? .... Co ?! Nie ma mowy..... Tak, z Nicolą... Nie.... O której dokładnie ? .... Cholera.. Niech będzie... Wiem że nie mam już wyjścia... No.. Trzymaj się. -  po około 10 minutach syczenia do telefonu wreszcie się rozłączył. Był wyraźnie zły. Zaciskał zęby jakby lada chwila miał wybuchnąć. Podniosłam się z fotela i podeszłam do niego.
- Coś się stało ? - spytałam patrząc mu w oczy i obejmując delikatnie za szyję.
- Stało ... Musimy wracać do domu wcześniej...
- Ale jak to ? - spytałam zdziwiona.
- Mam jutro pierwszą walkę .. I muszę na niej być.
- Jak to jutro ? - zamrugałam oczami. - Czyli to koniec naszych wakacji ?
- Naprawdę mi przykro... Uwierz że gdyby to zależało ode mnie, nie wracalibyśmy dzisiaj. - objął mnie niepewnie w talii i położył głowę na moim ramieniu.
- Wiem. - westchnęłam i mocniej się w niego wtuliłam.
- Chyba musimy się spakować... Dobrze by było żebyśmy za jakieś dwie godziny byli gotowi do drogi.- jęknął a później złączył nasze usta w długim i namiętnym pocałunku.
- Chodźmy. - złapałam go za rękę i pociągnęłam w górę po schodach do naszej sypialni. Wysunęłam z pod łóżka dwie walizki po czym zabraliśmy się za pakowanie.
Przed samym wyjazdem wzięłam jeszcze szybki prysznic, zjedliśmy kolację i około 20 siedzieliśmy w samochodzie z żalem opuszczając to miejsce.
- Filip ? - spytałam odrywając głowę od szyby.
- Tak kochanie ? - złapał moją dłoń i przyłożył ją do swoich ust.
- Hmmm.. Jesteś pewny że chcesz walczyć ? To przecież cholernie niebezpieczne... - jęknęłam. W mojej głowie kłębiło się wiele niekoniecznie przyjemnych myśli. Czułam że widok Filipa w rękawicach na ringu to nie jest coś co należy do mojej listy rzeczy które chciała bym zobaczyć.
- Chcę walczyć. Nie wiem dlaczego ale czuję że powinienem. To coś co kocham. Pamiętasz jak chodziłaś na breakdance ? - spytał nagle. Kiwnęłam głową w odpowiedzi. - Z tego co pamiętam to była twoja pasja. Tak samo jak moją jest walka. Tyle czasu gniłem na siłowni , chodziłem na te wszystkie zajęcia i teraz wreszcie mam okazję się w pewien sposób spełnić. - zasypał mnie swoim długim monologiem. Przetwarzałam w głowie każde jego słowo. W pewnym sensie go rozumiałam ale z drugiej strony był to dla mnie idiotyczne.
- Nadal uważam że to zły pomysł... - pokręciłam delikatnie głową.
- Kochanie ... - ponownie pocałował wnętrze mojej dłoni. - A tak właściwie to dlaczego przestałaś tańczyć ?
 - Ja Um... To między innymi przez rozwód rodziców. Wiesz, nie bardzo miałam do tego głowę więc przestałam chodzić na zajęcia. A później już nawet zapomniałam o tym wszystkim.
- Nie chciała byś znowu spróbować ? - oderwał na moment wzrok od przedniej szyby by móc na mnie spojrzeć.
- Nie, chyba nie. Wiesz... Wtedy nie mieli byśmy dla siebie w ogóle czasu, poza tym już niedługo szkoła. Masa lekcji, mniej czasu. Najzwyczajniej w świecie nie chce mi się.
- Hmmm rozumiem.
- Więc to z tą walką jest postanowione ? - spytałam odbiegając od tematu.
- Mhmm - mruknął w odpowiedzi.

wtorek, 27 sierpnia 2013

KONKURS !

Hej kochani
Mam dla Was ważne ogłoszenie. 
Stwierdziłam że chciała bym abyście podzielili się ze mną swoimi wizjami dalszych losów naszych bohaterów , dlatego ORGANIZUJĘ KONKURS
Będzie on polegał na napisaniu następnego rozdziału ( tj. 48 ). Najlepsza praca ( wybiorę ją ja wraz z moją przyjaciółką ) zostanie opublikowana na blogu "Mam Cię".
Zwycięzca dostanie propozycje dalszej współpracy ze mną. Będzie ona polegała na dodawaniu rozdziałów na przemian ze mną co powinno być dla mnie ciekawym doświadczeniem a po za tym urozmaici to trochę opowiadanie. Myślę że to też bardzo ułatwi mi sprawę z pisaniem bloga podczas roku szkolnego i skutecznie uniemożliwi zaniedbanie go. 
Swoje prace możecie wysyłać na e-mail podany niżej do 31 sierpnia ! 
Macie przeszło tydzień.
Wyniki będą 1 września (tj niedziela)
Pokładam w Was duże nadzieje miśki :3

e-mail :      mam.cie1321@onet.pl

Proszę o zgłoszenie swojej kandydatury w komentarzu pod tym postem.
To po to bym mogła się zorientować czy jest jakiekolwiek zainteresowanie konkursem :) 

KOCHAM WAS MIŚKI / Mikka


NASTĘPNY ROZDZIAŁ W NIEDZIELĘ (dzień ogłoszenia wyników) !  
Przepraszam Was :c

Mam Cię cz*47



- Filip ? Wszystko okej ? - spytałam nie odrywając wzroku od jego twarzy.
- Hmm tak, tak. - potrząsnął nerwowo głową i spojrzał mi w oczy.
- Więc ? - nie chciałam na niego naciskać. Uwierzcie że o wiele bardziej wolałabym żeby chęć opowiedzenia mi o wszystkim wypłynęła od niego. Niestety na to się nie zanosiło. Musiałam wziąć sprawy w swoje ręce. Czułam że Filip z jakiegoś powodu chciałby to przede mną ukryć. Zastanawiam się tylko dlaczego ? Co jest tak straszne ?
- Niki proszę , nie psujmy wieczoru - trącił nosem mój nos po czym pocałował mnie w jego czubek.
- Filip... Chcę wiedzieć. - jęknęłam opierając się chęci pocałowania go.
- Koniecznie ?
- Mhmmm - pokiwałam głową. Chłopak podniósł się wyżej zakładając ręce pod głowę.

***

- No stary! Słyszałem że dzisiaj wychodzisz ! - z zamyśleń wyrwał mnie głos który rozszedł się echem po celi w której gniłem już całe 177 i pół dnia. Dwa metry kwadratowe dla dwojga ludzi, obskurne ściany które na dłuższą metę są nie do zniesienia i przyprawiają człowieka o koszmary senne. Jedno, maleńkie okno a w nim krata by jakiemuś idiocie czasem nie przyszło do głowy skakać z trzeciego piętra chcąc się stąd wyrwać. Chociaż w sumie... Połamane nogi to zdecydowanie nic w porównaniu do choćby jednego dnia spędzonego tutaj. W miejscu gdzie jakiś dupek w mundurze traktuje cie gorzej niż zwierze w najgorszym ze schronisk. Patrzy na ciebie z odrazą i wyższością udowadniając na każdym możliwym kroku że jest od ciebie "lepszy". Że przy nim jesteś nic nie wartym śmieciem. 
- Cieszę się razem z tobą - syknąłem przez zęby nie podnosząc wzroku znad miski pełnej czegoś co nazywają tutaj jedzeniem. W normalnym domu, nie dano by tego nawet bezdomnemu kotu.
- Ale odwiedzisz nas jeszcze kiedyś prawda ? - 

- Idiota - warknąłem uparcie nie patrząc się na jego parszywą twarz. 
- Nie. To ty jesteś idiotą. Dałeś się złapać - zaszydził ukazując przy tym rząd "złotych" zębów.
- A ty tu oczywiście jesteś dobrowolnie ? Różnica między nami jest taka że ciebie złapali bo jesteś idiotą, a mnie dlatego że na idiotę trafiłem - po raz pierwszy dzisiaj na niego spojrzałem. Zaciskał ze złości zęby napinając wszystkie mięśnie tego gdzie powinna być twarz. Jego była ukryta pod masą niezliczonych tatuaży. Nawet jego ogolona na łyso głowa była wytatuowana. Trzeba mu przyznać że nie dało się go przeoczyć nawet w największym tłumie. Jego wygląd ewidentnie odstraszał od niego ludzi, sprawiał że był postrachem. Gościu z mojej celi twierdził nawet że z jego głową nie jest najlepiej. Szkoda w ogóle wspominać za co siedział. 
Spojrzałem na zegar wiszący tuż nad wejściem. Dochodziła 13:00. Jeszcze tylko godzina. Jedna jedyna godzina dzieliła mnie od możliwości rozpoczęcia nowego życia. Z dala od tego pieprzonego miejsca.
Podniosłem się z ławki i ruszyłem w kierunku wyjścia wyrzucając po drodze mój "obiad" do kosza. Wolnym krokiem szedłem w kierunku celi. Ostatni raz spoglądając na wszystkie otaczające mnie mury z odrazą. Nie potrafiłem opisać tego co działo się w mojej głowie. Z zapartym tchem odliczałem sekundy do wolności.
3
2
1
Gorące promienie słoneczne oblały moją twarz kiedy strażnik otworzył przede mną żelazną kratę. Nie obracając się ruszyłem przed siebie. Przemierzając ulice czułem się jak dziecko które dopiero poznaje świat. Pół roku byłem zamknięty w ciemnym, zimnym budynku z psychopatą za ścianą. Miasto widziałem tylko we wspomnieniach a teraz wreszcie miałem okazję je odświeżyć. 
Nim się obejrzałem doszedłem na dworzec. Wsiadłem do pierwszego lepszego pociągu. Moja podróż nie miała wyznaczonego celu. Nie wiedziałem gdzie powinienem jechać. Nie miałem gdzie. 
Odnalazłem wolny przedział i nakładając kaptur czarnej bluzy na głowę oparłem ją o szybę. Co chwilę drzwi przedziału rozsuwały się i wchodziły do niego kolejne osoby. Nie miałem najmniejszej ochoty z kimkolwiek rozmawiać dlatego spod kaptura obserwowałem wszystko co działo się za oknem. Szyldy z nazwami miast migały mi w oczach na każdej stacji kolejowej. Zaczynając od Katowic , przez łódź aż po Sopot. " Sopot ? Czemu nie ?" - pomyślałem podnosząc się z siedzenia. Przerzuciłem torbę przez ramię i opuściłem wagon a zaraz potem dworzec. Zajrzałem do portfela. Niecałe 50 złotych. Świetnie się zapowiada. Wygląda na to że dzisiejszą noc spędzę na parkowej ławce. Zły stałem na rogu jednego ze sklepów próbując wymyślić jakieś sensowne rozwiązanie. Było dopiero koło 8 rano więc miałem jeszcze trochę czasu. Rozglądałem się właśnie za jakimś ogłoszeniem o pracę na tablicy pobliskiego budynku kiedy zza rogu wyskoczyła jakaś mała istotka i dosłownie mnie staranowała.

- Więc kim była ta mała istotka ? - spytałam podnosząc wzrok na chłopaka.
- Już nie pamiętam, ale wiem że potrafi taranować jak nikt - zachichotał całując mnie w policzek.
- Ale za co siedziałeś ?
- Koleś który brał od nas towar sprzedał się policji. Ukartowali wszystko po to by wsadzić nas do paki. - wysyczał przez zęby.
- I dostałeś tylko 6 miesięcy ?
- To 6 miesięcy dłużyło się w nieskończoność. - westchnął - a poza tym , ku mojemu szczęściu , miałem przy sobie działkę tylko dla jednej osoby. Dzięki temu nie mieli podstaw do wystawienia mi wyroku za sprzedaż. Dostałem tylko za posiadanie i kilka wcześniejszych bójek.  - mocniej się w niego wtuliłam chcąc dodać mu otuchy. Wspomnienie tych dni spędzonych w więzieniu cholernie go dobiło.
- To co ? Jak już sobie poleżałeś , to możemy wreszcie iść na tą plażę żeby popływać ? - rzuciłam starając się zmienić temat. Byłam bardzo szczęśliwa że się przede mną otworzył , jednak widziałam ile go to kosztowało.
- Niee.... - jęknął krzywiąc twarz w grymasie.
- No dawaj leniu ! - krzyknęłam entuzjastycznie schodząc z hamaku ciągnąc go za sobą.

-----
No i jest 47 :D
Dziękuję za tyle komentarzy pod ostatnim postem. Jesteście cudowni <3 br="">

Mam Cię cz*46


Nie mogłam się oprzeć *.* Ale słodziak ! <3 br="">

- Nie poddawaj się. Już nie daleko ! - krzyknął Filip biegnący kilka metrów przede mną. Po co ja się dałam namówić na to poranne bieganie ? Ja rozumiem że chłopak jest bokserem i to całkiem niezłym i że chce utrzymać swoją kondycję , ale po co mnie w to wplątuje ?! Mogła bym sobie teraz leżeć w wielkim łóżku otulona miękką kołdrą ....
- Dawaj Niki. Dawaj ! - zatrzymał się na chwilę bym mogła go dogonić po czym chwycił moją dłoń i pociągnął za sobą.
- Jezu człowieku. Ja nie wiem co ty łykasz że masz taką energię, ale podziel się tym ze mną. - jęknęłam czując jak moje nogi coraz bardziej się buntują odmawiając posłuszeństwa.
- Nie przesadzaj. Jeszcze jakieś 3 kilometry i będziemy w domu - puścił mi oczko.
- Co ?! Ile ? - zatrzymałam się wślepiając w niego swoje gały.
- Żartowałem. Za 10 minut będziesz mogła dać się pochłonąć nic nie robieniu - wyszczerzył się i ponownie ścisnął mi dłoń.
- Co nazywasz nic nie robieniem ? - podniosłam brew mierząc go wzrokiem.
- Och nic, nic.
- Czyli twierdzisz że nic nie robię ? - nadal nie ustępowałam. Wywiercałam mu wzrokiem dziurę w czole czekając na odpowiedź.
- Może... - jęknął wymijająco. - Chyba że ślęczenie na leżaku z czasopismem i radyjkiem nazywasz harówą.
O nie. Tego było już za wiele. Po raz kolejny zatrzymałam się i pochyliłam ku ziemi by złapać oddech.
- W takim razie ty dzisiaj gotujesz. Myślę że z odkurzaczem też sobie poradzisz. Pralka też nie gryzie, a z tego co się orientuję komuś zaczyna brakować czystych podkoszulków  - uśmiechnęłam się. Jestem prawie pewna że sobie nie poradzi z tym wszystkim.
- Łatwizna - parsknął śmiechem udając że go to nie rusza.
- Łatwizna ? - zmierzyłam go wzrokiem z całych sił powstrzymując się od uśmiechu. Już go widzę z koszykiem prania w ręce i z odkurzaczem w drugiej.
- No proste. A teraz biegniemy. - i znowu byłam ciągnięta po betonowej alejce okalającej jezioro. Nie mam pojęcia jak długo już biegliśmy ale wiem że więcej nie dam się namówić.
" No chodź ! Będzie fajnie ! Pozwiedzamy okolicę , rozejrzymy się trochę" - przedrzeźniałam właśnie w myślach chłopaka kiedy poczułam jak na coś wpadam. Zamrugałam oczami wracając myślami " z powrotem na ziemię ".
- Bieganie aż tak cię pochłonęło ? - spytał Filip kiedy odkleiłam się od jego pleców. - Jak chcesz możemy zrobić jeszcze jedną rundkę.
- Jak zrobisz pranie - puściłam mu oczko i minęłam go w drzwiach frontowych domu. Od razu poszłam do łazienki i weszłam pod prysznic. Kiedy skończyłam, owinęłam się ręcznikiem i weszłam do pokoju. Pochyliłam się nad torbą i wyciągnęłam z niej strój kąpielowy. Z powrotem zamknęłam się w łazience. Ubrałam sie w przyniesione rzeczy i dodatkowo nałożyłam na siebie koszulę jeansową.
Zeszłam po schodach łapiąc po drodze książkę którą wczoraj zostawiłam na podłodze koło łóżka i okulary przeciwsłoneczne. Mijałam właśnie pralnie kiedy coś przykuło moją uwagę. Wetknęłam głowę w szparę w drzwiach i omal nie udusiłam się tłumionym chichotem.
Na podłodze obok półki  z środkami czystości siedział Filip. Oparty plecami o ścianę skanował butelki z płynami. Czytał ulotki, przyglądał się obrazkom szukając odpowiedniego. Mina z jaką to robił mówiła sama za siebie. Nutka desperacji wymieszana ze znudzeniem i złością która wzrastała z każdym kolejnym płynem w ręce.
- Co robisz ? -  nie wytrzymałam. Musiałam sie odezwać.
- Pranie ? - spytał starając się zamaskować swoją dezorientację.
- Może ci pomóc ? - ogarnęłam wzrokiem
- Myślisz że sobie nie poradzę ? - spytał patrząc na mnie podejrzliwie.
- Ty to powiedziałeś. Więc jak byś potrzebował pomocy... Będę w ogrodzie. - posłałam mu uśmiech i wyszłam na zewnątrz. Ściągnęłam z siebie koszulę i rzuciłam ją na oparcie fotela po czym ułożyłam się na nim wygodnie naciągając okulary na nos.
Po godzinie leżenia plackiem na słońcu z głową w książce miałam dość. Podniosłam się z leżaka i narzuciwszy na siebie koszulę ruszyłam do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki kolę i nalałam trochę do szklanki po czym rozpoczęłam poszukiwanie Filipa. Zajrzałam do salonu, sypialni, łazienki nawet przed dom ale jego nigdzie nie było. Odnalazłam telefon i już miałam do niego dzwonić kiedy usłyszałam jakiś hałas w pralni. Zajrzałam tam i omal nie padłam ze śmiechu.
Chłopak klęczał na podłodze wyciągając z pralki wyprane ciuchy do małej miednicy.
- Czy to nie było wcześniej białe ? - spytałam na nierówno zabarwioną na zielonkawy kolor koszulkę którą trzymał właśnie w ręce i z kamienną miną się jej przyglądał.
- Yyy nie - jęknął i zwinął materiał w kulkę rzucając do miednicy.
- Umm zapomniałam ci powiedzieć. Białe rzeczy trzeba prać osobno z kolorowymi. - wydukałam za wszelką cenę powstrzymując się od śmiechu. Chłopak tylko przewrócił oczami nie przyznając się do porażki i minął mnie w drzwiach.
Mimo wszystko nie zamierzałam mu odpuścić. Twierdzi że nic nie robię całymi dniami ? Niech wie co to znaczy.
- Co mamy na obiad ? - spytałam idąc za nim w kierunku ogrodu.
- Tym też ja mam się zająć ? - westchnął wytrzeszczając oczy.
- No tak. Przecież ja gotuję a z tego co pamiętam, postanowiłeś przejąć dzisiaj moje obowiązki żeby udowodnić że nic nie robię całymi dniami.
- Oj cicho bądź - klepnął mnie w tyłek i powiesił na sznurku kolejną koszulkę by wyschła.  - Chyba gotowałem już nie raz ? Nie widzę w tym nic trudnego.
- Dobrze. I jesteś pewny że nie potrzebujesz pomocy ?
- Nie - odpowiedział stanowczym głosem i kontynuował rozwieszanie mokrych ubrań.
- Okej. - wzruszyłam ramionami i wróciłam do domu. Naciągnęłam na siebie dresowe szorty i wyłożyłam się wygodnie na kanapie. To już czwarty dzień tutaj. Za niecałe trzy , będę musiała wrócić do rzeczywistości.
Sięgnęłam po pilot i włączyłam telewizor. Zaczęłam "skakać" po kanałach szukając czegoś w miarę ciekawego, jednak nic takiego nie było. Ostatecznie zatrzymałam się na MTV.

- Obiaad ! - ze snu wyrwał mnie krzyk Filipa. Przetarłam sennie oczy i podniosłam się z kanapy. W całym domu unosił się przyjemny zapach a jego ewidentnym źródłem była kuchnia. Ruszyłam chwiejnym krokiem w jej kierunku.
- Dzisiaj jemy na tarasie. - uśmiechnął się brunet mijając mnie w drzwiach z talerzami w ręce. Wzięłam miskę z sałatką i udałam sie za nim. Usiadłam na drewnianym krzesełku pod wielkim parasolem nadal sennie się przeciągając. No obudź się wreszcie - karciłam się w duchu.
- Obudziłem cię ? - spytał chłopak siadając naprzeciwko mnie.
- No troszkę - uśmiechnęłam się nieśmiało sięgając po widelec.
Podczas jedzenia debatowaliśmy nad tym jak spędzimy popołudnie. Ja chciałam trochę popływać jednak chłopak upierał się że woli zostać w domu i jak to ujął "poleżeć sobie ze mną do góry brzuchem".
- Cały dzień będziemy leżeć ? A ja myślałam że zamierzasz dbać o swoją kondycję...
- Tak się składa kochanie że jakoś nie leżałem dzisiaj za wiele.
- No tak - westchnęłam - Ty wolałeś zająć się farbowaniem koszulki na zielono .... - nie wytrzymał. Wybuchnął śmiechem , a ja mimo wielu prób nie powstrzymałam się przed parsknięciem .
- Grasz nieczysto - podniósł brew i spojrzał na mnie z "poważną" (mam nadzieję że czujecie ten sarkazm) miną.
- A skoro już o tym mowa ... Sprzątasz po obiedzie a ja spakuje koc oraz parę innych drobiazgów i idziemy na plażę - wyszczerzyłam się i wstałam z krzesła. Podeszłam do chłopaka po czym złożyłam całusa na jego policzku. Już miałam odchodzić kiedy poczułam jak łapie mnie za rękę i ściąga w ten sposób na swoje kolana. Mimowolnie na nich usiadłam i popatrzyłąm z wyrzutem na chłopaka. Uraczył mnie długim, namiętnym pocałunkiem.
- Wolę zostać w domu.  - szepnął gdy tylko się ode mnie oderwał.
- Dlaczego tak się uparłeś ? - przewróciłam oczami.
- Bo nie chcę żeby jacyś inni goście rozbierali wzrokiem moją piękną dziewczynę na plaży. A uwierz mi że w tym kostiumie wyglądasz nieziemsko i jestem pewien że nie tylko ja musiał bym się powstrzymywać przed porwaniem cię i zatrzymaniem tylko dla siebie- uśmiechnął się na co moją twarz oblał rumieniec.
- Więc mówisz że chcesz mnie porwać i zatrzymać tylko dla siebie ? - zagryzłam delikatnie wargę a chłopak puścił mi oczko.
- Nie tylko chcę. Ja to zrobię - szepnął mi do ucha i podniósł się z krzesła trzymając mnie na rękach.
- Hmmm nie ! Protestuje ! Najpierw musisz posprzątać - zaczęłam się śmiać na co on szybkim krokiem ruszył w kierunku hamaku.
- Sprzątanie nie ucieknie - westchnął kładąc mnie na miękkim materiale po czym zajął miejsce obok mnie. Owinął  mnie swoimi ramionami a ja wtuliłam się w jego tors.
- I widzisz ? O wiele lepiej niż na plaży. - wymamrotał.
- Mhmm - zamruczałam.
Zamknęłam oczy odprężając się całkowicie. Skanowałam w myślach wszystko to co razem przeżyliśmy. Wszystko to co się między nami wydarzyło. I nagle coś przyszło mi na myśl.
** powrót do spotkania w parku.
- Chciałeś się spotkać ... - szepnęłam zrezygnowana. Nie wiedziałam już co mam robić. Jak mamy znowu się do siebie zbliżyć skoro nie potrafimy ze sobą rozmawiać ?
- Tak.. Niki posłuchaj.. - zatrzymaliśmy się a on złapał mnie za rękę , chowając w swojej.  - Ja... Ja nie wiem co się ze mną dzieje bez ciebie. Ja próbowałem.. Starałem się o tobie zapomnieć bo wiem że twój ojciec ma rację. Nie powinnaś zadawać się z kimś takim jak ja... W dodatku nie znając mojej przeszłości...


 **
- Filip ?
- Hmmm ? - mruknął przesuwając twarz bliżej mojej głowy by po chwili mógł wtulić nos w moje włosy.
- Pamiętasz jak byliśmy w parku ? Wtedy, po naszym rozstaniu ?
- Tak pamiętam. O co chodzi ?
- Mówiłeś że nie powinnam się zadawać z kimś takim jak ty ze względu na twoją przeszłość - poczułam jak jego ciało tężeje. Wszystkie mięśnie się napięły co mnie trochę zaniepokoiło. Podniosłam na niego wzrok by lepiej się mu przyjrzeć. Patrzył przed siebie a jego oczy wypełnione były totalną pustką. Jakby wpadł w jakiś trans. Pogłaskałam go delikatnie po policzku starając się go uspokoić. Muszę że odkąd więcej trenuje boks stał się bardziej nerwowy.
- Wszystko okej ? -szepnęłam nie odrywając dłoni od jego policzka. Pokręcił niespokojnie głową. Na jego twarzy widniało przerażenie. Co on przede mną ukrywa ? Zamierza mi w ogóle powiedzieć ?


---------------------
Wiem że jestem trochę spóźniona ale nie mogłam się wyrobić. Myślę że rozdział w miarę długi i chyba całkiem całkiem. Po raz pierwszy od dłuższego czasu miałam przypływ weny. Miłego czytania /Mikka <3 p="">

Mam Cię cz*45

Obudziłam się rano nie bardzo wiedząc gdzie jestem. Dopiero po chwili otrząsnąłam sią z szoku jaki mnie ogarnął zaraz po otworzeniu oczu. 
Podniosłam się z łóżka i chwiejnym krokiem ruszyłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i dopiero teraz zdałam sobie sprawę że jestem całkiem naga. Moją twarz oblał rumieniec kiedy na myśl nasunęły mi sie wspomnienia z ubiegłej nocy. Jakby to powiedzieć... Dość pikantnej nocy.Ale nie zagłębiajmy się w to.
Zgarnęłam włosy w wysokiego koka i weszłam pod prysznic. Kiedy skonczyłam , owinęłam wookół siebie ręcznik i wysłam z pomieszczenia w poszukiwaniu torby z ubraniami. Wyciagnęłam z niej szare spodenki dresowe zieloną bokserkę.
Nadal trochę zaspana ruszyłam schodami na dół w kierunku kuchni. Jeszcze nie za bardzo orientowałam się w tym domu. A trzeba przyznać że jest on całkiem duży.
Będąc w kuchni od razu rzuciłam sie na lodówkę. Dopiero ciagnąc za drzwiczki zorientowałam się że przypięta jest do nich karteczka podtrzymywana przez mały kolorowy magnez.
" Jestem na zakupach. Niedługo wrócę.
                                                     F. "
Uśmiechnęłam się i otworzyłam lodówke. Wyciągnęłam mały jogurt, łyżeczkę z szuflady obok i usiadłam na kanapie przed telewizorem. Sięgnęłam po komórkę i wyslalam do Filipa krótkiego sms'a.
" Kup czekolade bo nie wpuszczę Cię do domu ;x to nie żarty "
Odłożyłam telefon z powrotem na komodę i zajęlam się oglądaniem jakiegoś totalnie kiepskiego serialu. Ślepiłam w ekran tylko po to by zająć się czymś do powrotu chłopaka.
Około godziny później do moich uszu dobiegł dźwięk parkujacego na podjeździe samochodu. Rzucilam się do drzwi upewniając że są zamknięte. Oparłam się o nie plecami i zjechałam na podłogę.

Nie musiałam długo czekać bna Filipa który już po chwili zaczął szarpać się z drzwiami.
- Niki ! Otwórz mi !
- Dostałeś sms'a ? - zachichotałam spod drzwi.
- Mhm - on rownież się zaśmiał.
- Więc kupiłeś o co prosiłam ? - podniosłam sie z podłogi i odsłoniłam firankę z wąskiego okienka zaraz przy drzwiach.
- Jasne. Otwórz.
- Pokaż że naprawdę ją masz  - usmiechnęłam się kiedy zauważyłam że chłopak stopniowo traci cierpliwość
- Mam w rękach 3 torby z zakupami. Myślisz że wiem w której ją schowałem ? - jęknął
Otworzyłam niepewnie drzwi wychylając głowę.
- Ale wiesz że jeśli mnie okłamujesz to sie na tobie zemszczę ? - pokiwalł głową z dezaprobatą , usmiechając się pod nosem. Minął mnie w drzwiach i postawił zakupy na wyspie kuchennej. Zabraliśmy sie za rozpakowywanie ich. Na dnie największej z papierowych toreb leeżała duża czekolada. Wyciągnęłam ją z uśmiechem na ustach. Byłam prawie pewna że zapomni kiedy wysyłałam mu tego sms'a i że będe mogła się z nim troszkę podroczyć z tego powodu a tu takie coś...
- Mowiłem ze mam - puścił mi oczko kiedy zauważył co trzymam w dłoniach. 
- Nawet przez moment w to nie wątpiłam - uśmiechnęłam się .
Wzięłam puste już siatki i wyrzuciłam je do kosza. Zabrałam ze stołu czekoladę i wyszłam za Filipem do ogrodu.
- Posuń się - popchnełam go lekko by zrobił mi miejsce na hamaku obok siebie.
- Nie mam miejsca - zasmiał się.
- No tak. - odłożyłam na moment czekoladę na ziemie po czym pociągnęłam za materiał hamaku z jednej strony tak że chłopak wyladował na trawie. - O. I już jest. - z dumną miną rozsiadłam się wygodnie.
Jednak wiedziałam że brunet ne odpuścii. To poprostu nie w jego stylu. Poczekał na dogodny moment kiedy zajęłam sie targaniem opakowania czekolady i z impentem wskoczył na hamak przygniatając mnie.
- Hmmm. - mruknął - jesteś całkiem wygodna. Przyjemnie prawda ?
- yyy jasne. Przecież nie ma nic wygodniejszego niż twoje plecy przygnatające mnie.
- Tak myślałem - usmiechnął się z wyższością i usadowił się wygodnie - tym razem obok mnie.
- Chcesz trochę ? - spytalam podnoszac kostkę czekolady do jego ust.
- Jasne - otworzył buzię i po czym zamknął ją kiedy znalazła sie w niej jedna z kostek.
Oparłam glowe o jego tors i wyciagnelam sluchawki. Podłączyłam je do swojego Ipoda i puściłam ulubionę playlistę. Nagle poczułam jak jeden z kabelków zostaje wyciągmnięty z mojego ucha by po chwili zająż miejsce w uchu Filipa. Uśmiechnęłam się lekko i mocniej się w niego wtuliłam. Uwielbiałam to. Być w jego ramionach, taka radosna i bezpieczna. Beztroska.
Zdecydowanie wszystko o czym marzę to być przy nim. Już zawsze.

----------------------
Rozdział krótki i beznadziejny ale nie miałam weny. Ani kszty i wyszło takie coś. Wybaczcie ale po dzisiajeszym dniu zastanawiam się czy to nie najwyższa pora kończyć. Nie wiem ile można pisać o tak idealnej miłości.

Mam Cię cz*44

- Myślałem że jedziesz z Sarą a nie z nim. - mruknął tata z niezadowoleniem stojąc przy oknie i przyglądając się pakującemu moje bagaże do samochodu Filipa.
- Uparł się że chce mnie do niej podwieźć. - uśmiechnęłam się słabo. T
- Gotowa ? - po pokoju rozniósł się głos bruneta. Stał oparty o framugę drzwi do salonu patrząc na mnie wyczekująco. Pokiwałam głową po czym rzuciłam się z rękami na szyję taty. Uściskałam go mocno.
- Już za tobą tęsknię - szepnęłam mu cicho.
- Ja za tobą też - uśmiechnął się. - Jedź i baw się dobrze - pocałował mnie w czubek głowy i wyswobodziłam się z jego uścisku.
- Do widzenia panu - Filip wyciągnął dłoń w kierunku taty który z początkowymi oporami uścisnął ją. Myślę że zaczyna się godzić powoli z myślą że brunet będzie tu naprawdę często. Nawet sobie nie wyobraża jak mnie to cieszy.
Uśmiechnęłam się do niego machając kiedy odjeżdżaliśmy z podjazdu koło domu.
- Nadal nie rozumiem jak udało ci się go przekonać. - westchnął Filip gdy zniknęliśmy z pola widzenia taty. Na jego usta wkradł się mały uśmiech.
- Mam swoje sposoby - puściłam mu oczko na co jeszcze szerzej się uśmiechnął.
- Co w tej twojej głowie siedzi - pokręcił głową nadal nie kryjąc rozbawienia.
TY ! - miałam ochotę krzyknąć ale jednak się powstrzymałam. Jeszcze by zawróci i stwierdzi że nie wytrzyma tygodnia z taką psychopatką. Wybuchnęłam cichym śmiechem.
- Widzę że ktoś tu ma świetny humor - mruknął brunet.
- Świetny to mało powiedziany - przekręciłam się na fotelu by móc lepiej na niego spojrzeć. Jak zwykle skupiony wpatrywał się w drogę przed siebie. Koncentracja widoczna na jego twarzy była mniej więcej taka sama jak wtedy gdy kroił paprykę. Na samą myśl na mojej twarzy zagościł po raz tysięczny dzisiaj uśmiech.
- Ja nie wiem co dzisiaj w ciebie wstąpiło - oderwał na moment wzrok od drogi by na mnie spojrzeć i odwrócił głowę z powrotem w kierunku przedniej szyby.
- Jak daleko to jest ?
- Myślę że jakieś 4 może 5 godzin jazdy. - rzucił klepiąc coś na GPS-ie. - Tak czy inaczej długa droga przed nami.
Przewróciłam się na fotelu i oparłam głowę o szybę. Przyglądałam się krajobrazowi za oknem prowadząc z Filipem rozmowę na temat jego siostry. Opowiadał mi chwilę o niej. Głównie ich wybryki gdy byli młodsi. Już miałam chlapnąć czy z bratem też ma takie wspomnienia ale na szczęście ugryzłam się w język. Bankowo zepsuło by mu to humor a to ostatnie o czym marzę.
- Ty z Michałem też mieliście pewnie jakieś "hity" - uśmiechnął się wyczekująco.
- Czy ja wiem. Często robiliśmy sobie psikusy. Każdy wybierał takie żeby jak najbardziej dokuczyć drugiemu. Pamiętam jak raz upozorowałam zaginięcie jego chomika. Biedak przez dwie godziny zanosił się płaczem.  - uśmiechnęłam sie "niewinnie"
Rozmawialiśmy jeszcze przez dłuższą chwilę. Nawet nie wiem w którym momencie moje powieki zrobiły się ciężkie i nie mogłam ich już za nic utrzymać otwartych.
No tak. Cała ja. Od kąd tylko pamiętam ledwo samochód ruszył a ja już pochrapywałam z nosem przy szybie. Wszyscy w domu się ze mnie zawsze przez to śmiali ale jakoś nic sobie z tego nie robiłam.
- Wstawaj śpiochu - usłyszałam cichy szept tuż przy moim uchu. Otworzyłam senne oczy i poruszyłam sie na fotelu. Filip pocałował mnie w czubek nosa i odpiął mój pas. Uwielbiał wyręczać mnie w tych wszystkich małych rzeczach. Mimo że to jak się o mnie troszczył było naprawdę przyjemne, czasem czułam się przy nim jak dziecko.
Najmniej zgrabnie jak tylko mogłam, wysiadłam z samochodu i rozprostowałam nogi.  Rozejrzałam się dookoła i poczułam jak szczęka mi opada i z hukiem uderza o ziemię.
- Wow ! - jęknęłam przyglądając się domu przede mną. - Ale tu cudownie.
- Prawda ? - Filip złapał mnie za rękę i ruszyliśmy kamienistą ścieżką w kierunku domku.
- Idę już idę ! - usłyszeliśmy krzyk wewnątrz domu kiedy brunet wcisnął dzwonek po raz drugi. Kilka sekund później zamek w drzwiach zazgrzytał i stanęła w nich wysoka brunetka. Kiedy tylko zorientowała się kto stoi za drzwiami , rzuciła się w ramiona Filipa ściskając go mocno.
- Whoaa. Izka , aż tak tęskniłaś ? - spytał brunet próbując rozluźnic uścisk ramion siostry na swojej szyi. Uśmiechnęłam się przyglądając całejtej sytuacji.
- Jeszcze pytasz - westchnęła.
- Niki to Iza. Moja siostra - powiedział chłopak kiedy wreszcie udało mu się wyswobodzić.
Ku mojemu zdziwieniu brunetka zamknęła mnie w niedźwiedzim uścisku. Całkowicie się tego nie spodziewałam więc prawie straciłam równowagę jednak mój chłopak zdaje sobie sprawę z mojej słabej koordynacji ruchów i uratował mnie a w zasadzie nas przed upadkiem.
- Fifi dużo mi o tobie opowiadał - uśmiechnęła się kiedy mnie puściła.
- Hmm i co mówił ?
- Wejdźcie do środka chyba nie będziemy rozmawiać przez próg. - Dziewczyna zaprowadziła nas do salonu a sama zniknęła w kuchni szykując coś do picia.
- Fifi ? - parsknęłam do chłopaka kiedy byliśmy sami.
- Nie pytaj - westchnął na co jeszcze bardziej się roześmiałam.
Czekając na dziewczynę miałam okazję przyjrzeć się pomieszczeniu które było skromnie ale gustownie urządzone.
- Już jestem - wesoły głos Izy rozniósł się po pomieszczeniu a chwilę potem kroczyła z tacką z napojami w ręce. Podała mi jedną ze szklanek i usiadła na przeciwko mnie i Filipa.
- Więc gdzie wyjeżdżasz ? - spytałam nie bardzo wiedząc jak przerwać tą ciszę.
- Słoneczna Hiszpania w tym roku. - uśmiechnęła się. ( Ta dziewczyna naprawdę bardzo często się śmieje)
- Słyszałam że jest tam cudownie.
- Tak ja też. Dlatego się tam wybieram.
Później rozmowa sama się już potoczyła. Iza miała nam bardzo dużo do powiedzenia. Buzia jej się nie zamykała. Bez trudu dało się zauważyć że dziewczyna nie miewa problemu z nawiązywaniem nowych znajomości. Jej pozytywne nastawienie do wszystkiego przyciągało ludzi do niej jak magnez. A pozatym była naprawdę ładna. Dość krótko ścięte włosy podkreślały jej idealne rysy twarzy. Głębia ciemnych oczu hipnotyzowała ( bezwarunkowo to jej i Filipa wspólna cecha.). Byli do siebie tacy podobni. Na pierwszy rzut oka widać że są rodziną i nie ma mowy by się siebie wyparli.
Mimo wszystko byli też swoimi przeciwieństwami.
Ona : Gadatliwa , roztrzepana.
On : Spokojniejszy choć nie zawsze.
- Muszę się już zbierać. Nie chciała bym się spóźnić na samolot. - westchnęła patrząc na zegarek. Podniosła się i ruszyła schodami na górę. Po chwili wróciła z wielką walizką. Filip pomógł zapakować jej walizkę do bagażnika taksówki po czym uścisnęliśmy ją na pożegnanie.
- Rozgośćcie się i bawcie dobrze - pomachała nam i po chwili samochód zniknął nam z pola widzenia.
- To jak ? Zaczynamy nasz tydzień ?
- Nasz tydzień ? Brzmi kusząco  - wyszczerzyłam się i złożyłam na ustach chłopaka drobny pocałunek.
--------
kochani wybaczcie że taki krótki ale znowu wyjechałam na wakacje i nie bardzo miałam czas żeby napisać rozdział.